Reklama

Wszyscy posłowie PiS-u, którzy głosowali za obronieniem pana Ziobry, tym samym podpisali się pod “aferą hejterską” i biorą za to pełną odpowiedzialność. W żaden sposób PiS nie będzie już mógł powiedzieć, że nie wiedział. Oni obronili ministra sprawiedliwości, pod okiem którego powstawała patologia – mówi nam Marcin Kierwiński, poseł PO-KO, kandydujący z okregu 16: Ciechanów, Żyrardów, Sochaczew. Rozmawiamy też o przeniesieniu posiedzenia Sejmu na po wyborach, kampanii i programie wyborczym. – My nie zamierzamy się licytować z obietnicami Kaczyńskiego. Te, które zrealizował, sfinansował z pieniędzy odłożonych przez rząd Ewy Kopacz przeznaczonych na trudne czasy, które niewątpliwie przed nami. Te pieniądze się skończyły, stąd m.in. wprowadzone już podwyżki ZUS i kuriozalne pomysły o powiązaniu dochodów z działalności gospodarczej ze składkami ZUS. Te pomysły najmocniej uderzą w rzemieślników, czyli szewców, fryzjerów, którzy być może po wyborach będą musieli zamknąć swoje działalności – mówi nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Marszałek Witek tłumaczyła przełożenie posiedzenia Sejmu na po wyborach m.in. tym, że posłowie opozycji “gremialnie” ją o to prosili. Czy pan i inni posłowie opozycji prosili o to panią marszałek?

MARCIN KIERWIŃSKI: To absurdalne uzasadnienie do tej niezrozumiałej i szkodliwej decyzji. Wszyscy wiemy, że decyzje dotyczące najważniejszych kwestii zapadają na Nowogrodzkiej, a prace Sejmu w tej kadencji zostały podporządkowane trybowi życia prezesa Kaczyńskiego. Pani marszałek Witek zamiast chować się za rzekomymi prośbami – bo nie słyszałem, aby ktoś z kolegów i koleżanek z opozycji o to prosił – powinna opinii publicznej wyjaśnić, jaki jest ukryty plan PiS-u. Ta decyzja została podjęta bez jakiegokolwiek uzasadnienia, dlatego spodziewam się, że

intencje są bardzo złe.

Jakie to intencje?
Jest to sprawa bez precedensu po 1989 roku. Wygląda na to, że PiS przygotowuje wentyl politycznego bezpieczeństwa na wypadek przegranych wyborów. Ten Sejm w starym składzie będzie mógł podjąć uchwały i ustawy, które w razie porażki PiS-u w wyborach mogą im ją osłodzić.

Reklama

Pojawiają się przypuszczenia, że może chodzić o niepopularne zmiany związane z budżetem.
Myślę, że to realny scenariusz. Chociaż w kuluarach sejmowych mówi się też o kilku innych, jak chociażby zabezpieczeniu interesów w przypadku porażki wyborczej w aspekcie personalnym, czyli możliwa zmiana prawa dotycząca ważnych funkcji w państwie. To jednak cały czas spekulacje. Podejrzewam, że nawet sama marszałek Witek nie została poinformowana przez Jarosława Kaczyńskiego, na czym polega ten jego tajny plan. Wiem jedno –

kiedy PiS sięga po takie rozwiązania, to spodziewać się należy najgorszego.

Debata nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra sprawiedliwości przerodziła się w krytykę rządów PO. Nie macie poczucia, że okazja napiętnowania afery hejterskiej została zmarnowana?
Nie zgadzam się. Ta afera to wielki skandal, który burzy wiarygodność PiS. Od ponad 2 tygodni głośno mówimy o tym niemal codziennie. Domagamy się dokumentów, które są nam nieudostępniane, mimo że zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora powinny być dla nas dostępne. PiS wie, że to dla niego mało wygodna sytuacja i próbuje przeczekać. Co do samej debaty, to są jej dwa aspekty, na które chciałbym zwrócić uwagę. Po pierwsze, wszyscy posłowie PiS-u, którzy głosowali za obronieniem pana Ziobry, tym samym podpisali się pod “aferą hejterską” i biorą za to pełną odpowiedzialność. W żaden sposób PiS nie będzie już mógł powiedzieć, że nie wiedział. Oni obronili ministra sprawiedliwości, pod okiem którego powstawała patologia. Moim zdaniem istotą rzeczy jest to, że pan Ziobro kieruje resortem sprawiedliwości, w którym działy się rzeczy niezgodne z prawem. Drugą, znacznie poważniejszą sprawą jest przekonanie urzędników “państwa PiS” o całkowitej bezkarności. Oni uważają, że demokracja i parlamentaryzm polegają na tym, że mając większość można wybronić każdego swojego kolesia, że nie ma żadnych norm etycznych i moralnych.

Ta władza pokazała w sejmowych wystąpieniach polityków PiS-u, że jakiekolwiek hamulce moralne są już w polityce, którą proponuje PiS, nieobecne i z ich perspektywy niepożądane.

Długo mówiono, że Ziobry nie będzie miał kto bronić, bo nikt nie chce legitymizować swoją twarzą afery hejterskiej. Tymczasem na mównicę wyszedł wiceminister sprawiedliwości, co zrozumiałe, ale także sam premier.
Przede wszystkim sejmowe wystąpienia polityków PiS-u pokazały, że hejt i posługiwanie się nieprawdą to nie jest kwestia ministra Piebiaka i zamkniętej grupy na komunikatorze WhatsApp. Oni się tak zachowują, bo mają taką filozofię myślenia. Niektóre z wypowiedzi ministra Wójcika i Ziobry miały charakter hejtu i to, co zostało pod ich okiem stworzone, teraz przenoszą na salę plenarną w Sejmie.

Prokuratura poinformowała, że rozpoczęła śledztwo w sprawie afery hejterskiej. Czy spodziewacie się czegokolwiek po tym śledztwie?
Prokuratura pod wodzą Zbigniewa Ziobry rozpoczęła śledztwo dotyczące ministerstwa przez niego kierowanego… Nie spodziewam się przełomu. Ale jestem przekonany, że wrócimy do tej sprawy, gdy prokuratura będzie już niezależna od polityków i każdy winny zostanie sprawiedliwie osądzony. Mówiąc wprost, mam wątpliwości, czy przez te ostatnie cztery lata jest jakakolwiek sprawa związana z ważnymi politykami PiS-u, którą prokuratura naprawdę się zajmuje. Mieliśmy już w tej kadencji różne śledztwa i nie przypominam sobie, aby w jakiejkolwiek ze spraw prokuratura postawiła zarzuty.

Nie przypominam sobie, aby prokuratura zajmowała się na poważnie błędami w finansowaniu Solidarnej Polski, a więc partii pana Ziobry i Patryka Jakiego, nie przypominam sobie również poważnego śledztwa w sprawie dwóch wież,

a przecież czymś kuriozalnym jest, że przesłuchuje się wielokrotnie osobę, która zgłasza wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa, a nie przesłuchuje się tego, którego ten wniosek dotyczy. Podobną sytuację mamy w przypadku afery KNF. Nie widzę chęci w prokuraturze do aktywnego zajmowania się sprawami z udziałem polityków PiS. Jest zmowa milczenia i dlatego oceniam działania w sprawie “afery hejterskiej” jako działania pozorne, czyli “coś robimy w tej sprawie”, gdy de facto nie dzieje się kompletnie nic.

Poseł PiS-u Tomasz Rzymkowski “wygadał” się, że polskie służby mają system Pegasus. Czym to grozi? Czy jako opozycja obawiacie się używania Pegasusa przeciwko przeciwnikom władzy?
W tej sprawie domagamy się informacji od premiera Morawieckiego. Z informacji prasowych wynika, że ten system inwigiluje obywateli w sposób bezprawny, ponieważ bez zgody sądu i prokuratury. Wyobraźnia podpowiada, że może być także wykorzystywany przez władzę przeciwko opozycji.

Dlaczego program KO jest lepszy niż PiS? Przyznam, że pomysł 4000 płacy minimalnej, jakkolwiek destrukcyjny dla gospodarki, jest trudny do przelicytowania.
My nie zamierzamy się licytować z obietnicami Kaczyńskiego. Te, które zrealizował,

sfinansował z pieniędzy odłożonych przez rząd Ewy Kopacz przeznaczonych na trudne czasy, które niewątpliwie przed nami.

Te pieniądze się skończyły, stąd m.in. wprowadzone już podwyżki ZUS i kuriozalne pomysły o powiązaniu dochodów z działalności gospodarczej ze składkami ZUS. Te pomysły najmocniej uderzą w rzemieślników, czyli szewców, fryzjerów, którzy być może po wyborach będą musieli zamknąć swoje działalności. Wracając do obietnic, to nie dostrzegam, gdzie są te tysiące mieszkań, gdzie tysiące samochodów elektrycznych, gdzie słynna dolina krzemowa Morawieckiego i wreszcie – gdzie kwota wolna od podatku, którą obiecywano w kampanii wyborczej.

Nasz program “Twoja Polska” jest realny i odpowiedzialny, bo opiera się na rozmowach z Polakami w kwestiach fundamentalnych. Służba zdrowia to najczęściej poruszany problem przez Polaków, który zagraża ich bezpieczeństwu. “Praca ma się opłacać”, dlatego mówimy o realnych pieniądzach i obniżeniach obciążeń dla najciężej pracujących. To program odpowiedzialnie policzony, który nikogo nie wyklucza, który realnie wszystkim pomaga.

Gdyby miał pan wymienić trzy najważniejsze kwestie, to co to by było? Akt odnowy demokracji czy sprawy gospodarcze?
Akt odnowy demokracji jest szalenie istotny, bo nie da się budować domu bez fundamentów.

Demokracja i praworządność to fundamenty zdrowego i dobrze funkcjonującego państwa. Jednak to, co dziś wydaje mi się pierwszoplanowe, to służba zdrowia –

Polacy zasługują na służbę zdrowia, która będzie gwarantowała im bezpieczeństwo. Na razie kolejki do lekarza się wydłużają, a minister Szumowski twierdzi, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Kolejną niezwykle istotną kwestią jest program gospodarczy, czyli wsparcie dla osób pracujących, dla tych, którzy generują w Polsce PKB. Także działania mające poprawiać czystość powietrza, którym oddychamy.

Czy Małgorzata Kidawa-Błońska i jej koncyliacyjny styl to powrót do tzw. polityki miłości Donalda Tuska? Wtedy to świetnie zadziałało.
Małgorzata Kidawa-Błońska jest politykiem, który od wielu lat słynie ze swojego koncyliacyjnego podchodzenia do polityki. Takim była marszałkiem, takim jest teraz wicemarszałkiem Sejmu. To polityk, który na zasadzie łączenia budował swoją karierę polityczną. Dziś rzeczywiście podziały w Polsce są bardzo głębokie i wiele bliskich sobie osób nie może rozmawiać ze sobą o polityce. Zmiana języka debaty, próba przesterowania tego języka na dialog jest czymś podstawowym, stąd

każdy z nas będzie mógł wybrać w wyborach między Małgorzatą Kidawą- Błońską, politykiem, który chce łączyć, a Jarosławem Kaczyńskim i jego nominatem Mateuszem Morawieckim, politykami, którzy wprowadzili w Polsce podziały. To będzie fundamentalny wybór.

Według badań zaufania do polityków CBOS na pierwszym miejscu jest prezydent Duda, na drugim Mateusz Morawiecki, premier, któremu sąd dwukrotnie wykazał kłamstwo. Jaki, jako opozycja, macie sposób na to?
Sposób jest jeden, ciężko pracować, pokazywać alternatywne rozwiązania i być w tym wiarygodnym. Sądzę, że przy zaufaniu do Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego większe znaczenie mają urzędy, które sprawują, niż ich osobiste przymioty, które są szeroko komentowane przez Polaków. Proszę pamiętać, że rankingi zaufania nie wygrywają wyborów.

Opozycja często mówi, że to będą najważniejsze wybory od 1989 roku. Dlaczego?
Te wybory, podobnie jak te sprzed 30 lat, zdecydują o tym, w którym kierunku pójdzie Polska. Analogie same cisną się na usta. Widzimy już, jak wyglądają cztery lata rządów PiS-u, jak niszczona jest demokracja, niszczeni są ludzie, którzy myślą inaczej. To rządy pełne afer, jak chociażby “afera hejterska”, “afera śmigłowcowa”, samoloty dla VIP bez przetargu czy “afera KNF”. To wybór między Polską normalną, w której jest miejsce dla każdego, dbającą o portfele Polaków, dumną i uśmiechniętą, liczącą się na arenie międzynarodowej, rozwijającą się, a tą, którą funduje nam PiS – na arenie międzynarodowej zakompleksioną i wewnętrznie skłóconą.

Dzisiaj rozmawiamy tak naprawdę o tym, czy uda nam się obronić demokratyczne fundamenty prawa, państwa, które działa w interesie wszystkich obywateli, a nie tylko w interesie wybranej kasty ludzi, którzy uważają, że państwo służyć ma głównie tylko im.

Przed trzydziestoma laty Polacy wyzwolili się z letargu odrzucając złe rządy i wierzę, że teraz także uda się nam wszystkim skierować Polskę na drogę rozwoju.


Marcin Kierwiński, Fot. Twitter/PO

Reklama