Reklama

Moim zdaniem Czarzasty założył, że PiS wygra kolejne wybory za 2 lata i że będzie z PiS-em w koalicji, ponieważ bardzo chce zostać ministrem. Teraz boi się, że PiS przegra, bo wrócił Tusk i to psuje mu plany – mówi nam Leszek Miller, były premier, obecnie eurodeputowany. I dodaje: – Mam radę dla pana Niedzielskiego. Niech poprosi panią Krystynę Jandę o pomoc. Przypominam tylko, jak pięknie pod jego skrzydłami rozwijała się kampania, że celebryci zabrali szczepionki zwykłym ludziom. Zatem niech uda się z bukietem kwiatów do pani Jandy i poprosi teraz o pomoc

JUSTYNA KOĆ: 92 sędziów Sądu Najwyższego wzywa do wykonania orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, mimo to I Prezes ciągle czeka z decyzją. Dlaczego?

LESZEK MILLER: Dlatego że wygląda na to, że tu nie liczy się głos tych 92 sędziów, tylko jednego obywatela Rzeczpospolitej, który rezyduje w siedzibie PiS-u. Dla międzynarodowej opinii publicznej, dla UE to jest oczywiście ważne oświadczenie, tym bardziej, że I Prezes, pani Manowska, przyznała się do całkowitej prawnej impotencji, kiedy powiedziała, że czeka na sygnał z rządu. Rozumiem, że przyznała się, że nie jest niezawisła i niezależna od władzy wykonawczej, tylko oczekuje na głos z góry.

To zachowanie niespotykane w demokracjach, w których obowiązuje trójpodział władz i ostatecznie potwierdza, że Polska nie jest już państwem praworządnym.

Co doradziłby pan opozycji parlamentarnej w sprawie Banasia? Cześć polityków PSL chce poprzeć wniosek o odebranie immunitetu.
Pierwszą refleksją rozumnej opozycji, ale nie wiem, czy PSL do niej należy, jest pytanie, czy nowy prezes NIK-u będzie osobą niezależną, czyli godną reprezentowania Izby, bo jej prezes musi patrzeć władzy na ręce zgodnie z ustawą o NIK. Sądzę, że nie ma większego kłopotu z odpowiedzią na to pytanie; oczywiście, że nie.

Reklama

Następny prezes NIK byłby o wiele bardziej skażony uległością wobec PiS-u niż Marian Banaś. Rozumiem, że część posłów krzywi się, kiedy słyszy to nazwisko, bo przed oczami stają im wcześniejsze wydarzenia, np. kiedy Banaś był jeszcze wg PiS człowiekiem krystalicznym, a część opozycji już miała zastrzeżenia, ale kluczową kwestią jest to, czy ewentualny nowy prezes NIK będzie gwarantował niezależność Izby i wykonywanie wszystkich zadań zgodnie z ustawą. Obawiam się, że raczej byłby funkcjonariuszem PiS, zatem z tego punktu widzenia

opozycja nie powinna głosować za cofnięciem immunitetu Banasiowi.

Syn Mariana Banasia udzielił wywiadu, w którym odsłania kulisy polityki. Twierdzi, że to Kaczyński „wymyślił” Banasia na szefa NIK, minister Ziobro i Kamiński mieli swoje typy. Kaczyński forsował Banasia, ponieważ chciał zbudować coś na kształt checks and balances, tylko wewnątrz jednego obozu politycznego.
To, że prezes przynajmniej zaakceptował tę kandydaturę, jeżeli jej sam nie wymyślił, jest dla mnie oczywiste. Kaczyński wyraża aprobatę dla dużo niższych stanowisk, co dopiero o prezesie NIK. Natomiast atak na syna Banasia jest pomyślany jako klucz do ugodzenia ojca. Pamiętam jak Andrzej Lepper przestał być wicepremierem i został wyrzucony z rządu na skutek intrygi Kaczyńskiego i Ziobry. Wówczas opowiedział mi, jak kiedyś został zaproszony do premiera Kaczyńskiego, który to snuł rozmaite plany i w pewnym momencie powiedział, że niedługo przeprowadzą większą akcję wymierzoną w „rozmaite sitwy”, która będzie też dotyczyła syna byłego premiera. Lepper miał zapytać wówczas, czy chodzi o pana Millera, a Kaczyński miał skinąć głową. Nie doszło do tego, ale ta opowieść Leppera dobrze to wszystko charakteryzuje. Po raz kolejny widzimy, że córka, syn, żona to są słabe punkty każdego polityka i jak się wejdzie na syna, córkę, to można złamać najtwardszego.

Czyli to stały repertuar Kaczyńskiego? Uderzano też w syna Tuska.
To charakterystyczne dla porachunków mafijnych i gdyby zresztą Mario Puzo żył, to pewnie oprócz mafii sycylijskiej zainteresowałby się też mafią pisowską, bo tam jest wszystko, co go tak ekscytowało: capo di tutti capi, propozycje nie do odrzucenia, wielkie pieniądze, porachunki wewnętrzne, ścisłe więzy z prokuratorami i częścią sędziów.

Puzo napisałby świetną książkę, może nawet powstałby film o mafii pisowskiej.

O co toczy się walka na lewicy? Czego według pana chce Czarzasty, a czego „buntownicy”?
Nie bardzo już w tym tkwię, ale jak rozumiem chodzi po prostu o to, że kontestatorzy domagają się, aby decyzje tzw. Nowej Lewicy były podejmowane zgodnie z zasadami demokracji, statutu, a nie jednoosobowo.

Prawda jest taka, że Czarzasty sprywatyzował tę partię, która teraz powinna się nazywać PPC, czyli Prywatna Partia Czarzastego. Wprowadził obyczaj, że jak ktoś ma inne zdanie i może głosować przeciwko niemu, to go zawiesza, czyni tym z większości mniejszość. Ku mojemu żalowi to człowiek, który ukradł czy odarł demokratyczną lewicę liczoną od 89 roku z ważnego słowa: demokracja. To, że nazywaliśmy się w ostatnich 20 latach Sojusz Lewicy Demokratycznej, to nie był przypadek. W SLD oczywiście dochodziło do różnych sporów, konfliktów, ale tego rodzaju mechanizmy nie były stosowane, mało tego, żadnemu z szefów SLD nie przychodziło to nawet do głowy.

Nowa Lewica nie jest już partią demokratyczną, można powiedzieć, że Czarzasty przykrawa zamordyzm w partii do zamordyzmu państwowego, czyli dostosowuje obyczaje w partii do obyczajów panujących w państwie.

Prześcignął zresztą swojego mistrza Kaczyńskiego, bo o ile w Sejmie głosuje się tak długo, aż wynik będzie zgodny z oczekiwaniami, to Czarzasty już przed głosowaniem eliminuje tych, którzy mogliby głosować przeciwko niemu. Można by zatem powiedzieć, że uczeń prześcignął mistrza. Moim zdaniem zresztą Czarzasty założył, że PiS wygra kolejne wybory za 2 lata i że będzie z PiS-em w koalicji, ponieważ bardzo chce zostać ministrem. Teraz boi się, że PiS przegra, bo wrócił Tusk i to psuje mu plany.

Czyli marne są szanse na zjednoczenie opozycji, którego jest pan jednym z największych zwolenników, jako warunku koniecznego do pokonania PiS-u, w myśl „najpierw odsunąć niedemokratyczną siłę od władzy, a potem dyskutować o podatkach czy roli Kościoła”?
Uważam, że do wyborów parlamentarnych nie będzie ważniejszego celu jak odsunięcie tej zdegenerowanej, czyniącej zło Polsce władzy. Najlepiej osiągnąć to wystawiając naprzeciw jednej listy Zjednoczonej Prawicy jedną listę opozycji. Same wyniki sondaży wprowadzają w błąd, bo po policzeniu głosów w urnach, gdy zaczyna się podział mandatów, przychodzi wytworny prof. D’Hondt, który dosypuje zwycięscy dodatkowe mandaty. Wówczas PiS znowu zwycięży.

I co wtedy?
Tak jak dziś posuwamy się wolnym krokiem w kierunku dyktatury, ale jeszcze mamy coś, co nazywam wyborczym autorytaryzmem, to po kolejnych wygranych wyborach władza będzie biec do mety z napisem „dyktatura”.

Mogę tylko zadumać się nad sprawnością intelektualną niektórych polityków opozycji, dlaczego tak nienawidzą Tuska.

Ponieważ wyszedł na prowadzenie jako niekwestionowany lider opozycji i wokół Tuska powinno nastąpić to wielkie porozumienie. Niestety pojawiają się inni liderzy, którzy sami chcieliby stanąć w tej roli, bo niby „dlaczego nie”. W efekcie mamy za mało wodzów, a za dużo Indian.

Boleję nad tym, bo pojawienie się Tuska zmieniło sytuację w Polsce, a to, że nastąpiło takie przyśpieszenie z lex TVN, wynika także z faktu, że Kaczyński i jego kamaryla uzmysłowili sobie, że naprawdę mają z kim przegrać, a dla nich to największy koszmar. Przegrane wybory dla PiS-u oznaczają nie tylko utratę stanowisk, ale i poniesienie odpowiedzialności także karnej. Kaczyński uważa, że jak Orlen kontroluje prasę terenową, teraz trzeba przejąć TVN, aby zyskać kontrolę nad kolejną stacją telewizyjną, aby zapanować nad mediami. Myślę, że u Kaczyńskiego jest przekonanie, że ten, kto ma media, ten wygrywa wybory.

Uważa pan, że Kaczyński na serio chce przejąć TVN?
To rzeczywiście ciekawa próba sił, bo tu nawet nie chodzi o siły w Polsce, tylko o nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

Jestem przekonany, że Kaczyński ogarnięty tym szaleństwem utrzymania się przy władzy jest gotów zaryzykować nawet nasze kontakty z USA, aby doprowadzić do swojego celu.

Pachnie szaleństwem?
Można tak powiedzieć, ale sądzę, że PiS i Kaczyński nie wierzą, że Stany tak naprawdę zareagują, a po drugie nawet jak to zrobią, to PiS jest przekonany, że jakoś sobie z tym poradzi. Krążą opinie, że jak nie uda się przeprowadzić lex TVN przez Sejm, bo może zabraknąć głosów, to jest przecież Trybunał Julii Przyłębskiej, który któregoś dnia stwierdzi, że te regulacje są niezgodne z konstytucją.

Liczę jednak, że skoro Amerykanie wysyłają czytelne sygnały, że sprawą interesuje się też prezydent Stanów Zjednoczonych, to tego nie zlekceważą i użyją takich argumentów, które będą dla PiS nie do odrzucenia.

Co powinien zrobić rząd i minister Niedzielski w kwestii szczepień?
Rząd płaci za to, co robił do tej pory. Pamiętamy wszyscy ten ambiwalentny stosunek rządu, ale i prezydenta, który opowiadał, że nie szczepi się, bo nie, i że nie lubi, jak mu się majstruje igłą przy ramieniu. To był flirt z antyszczepionkowcami, bo to także elektorat PiS-u i ten nie chciał ich drażnić. Warto porównać liczby zaszczepionych z wynikami wyborów prezydenckich.

Okazuje się, że tam, gdzie Duda wygrywał zdecydowana większością, liczba szczepień jest najniższa. To daje wiele do myślenia.

Rząd jest gotowy ryzykować życie obywateli, aby tylko nie podpaść swoim wyborcom?
Oczywiście! Przecież już to robili, kiedy zapowiadali, że pandemii już nie ma, nie trzeba się bać wirusa, można iść głosować. Lektura maili Dworczyka jest także ciekawa w tej kwestii, gdzie widać, że najważniejsze są korzyści polityczne, a nie to, czy Polacy wyzdrowieją.

Rząd nikogo specjalnie nie przekonywał, a zaszczepili się ci, co chcieli i rozumieli, że powinni.

Mam radę dla pana Niedzielskiego. Niech poprosi panią Krystynę Jandę o pomoc. Przypominam tylko, jak pięknie pod jego skrzydłami rozwijała się kampania, że celebryci zabrali szczepionki zwykłym ludziom. Zatem niech uda się z bukietem kwiatów do pani Jandy i poprosi teraz o pomoc.


Zdjęcie główne: Leszek Miller, Fot. Facebook/MillerLeszek

Reklama