Reklama

Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że dla Amerykanów wolność słowa jest fundamentem demokracji. A władza PiS kieruje się zasadą – wolność mediów tak, ale pod warunkiem, że będą nam przychylne – mówi w rozmowie z nami Krzysztof Luft, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. – “Wrogie media są winne naszych porażek” – takie myślenie często się pojawia w partiach prawicowych – pamiętam je jeszcze z czasów, kiedy byłem rzecznikiem rządu AWS-UW. W bardziej prawicowo-konserwatywnej części AWS od początku było przekonanie, że jeżeli traciliśmy poparcie, to przez brak przychylności mediów. Brakowało refleksji na temat tego, co innego mogło mieć na to wpływ, choćby nieustanne konflikty wewnątrz formacji rządzącej. W zachowaniu PiS-u widzę echo tamtego podejścia do mediów – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: ABW wchodzi do domu operatora TVN, który realizował reportaż o “urodzinach Hitlera”. To próba zastraszenia dziennikarzy?

KRZYSZTOF LUFT:
Oczywiście, że jest to próba zastraszenia, oprócz tego zemsta, a także próba zaspokojenia mocno prawicowych i konserwatywnych środowisk. To pokazywanie tym wyborcom, że pomimo rejterady w sprawie Sądu Najwyższego jesteśmy twardzi. Ale tu też widać chaos. Prokuratura najpierw chce postawić zarzut operatorowi, a chwilę później się z tego wycofuje.

Jak pan myśli, dlaczego?
Myślę, że

wpływ na to miała reakcja opinii publicznej, ale chyba jeszcze większy pogrożenie palcem przez panią ambasador USA. Na spotkaniu z posłami powiedziała wprost, żeby trzymali ręce z dala od mediów prywatnych, jeśli nie chcą demolować relacji polsko-amerykańskich.

Wiadomo w dodatku, że największym prywatnym nadawcą jest TVN, którego właścicielem jest amerykański koncern.

Reklama
Ambasador Mosbacher wysłała w tej sprawie list do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym  ostrzega, że Stany Zjednoczone nie będą tolerować wypowiadanych publicznie przez polskich polityków krytycznych słów pod adresem dziennikarzy stacji TVN. Prawica mówi o “skandalu dyplomatycznym”. To rzeczywiście skandal?
Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – nie byłoby takiego listu, gdyby nie regularne grożenie zamachem na wolność mediów i zupełnie kuriozalne oskarżenia w sprawie słynnego reportażu. Przesłanie tego listu wskazywałoby raz jeszcze, jak wielkie znaczenie USA przywiązują do wolności mediów i do tej sprawy w szczególności. Zarzucanie przedstawicielowi USA arogancji przez mistrzów arogancji, którzy wielokrotnie obrażali już chyba wszystkich partnerów międzynarodowych naszego kraju (może poza Węgrami), brzmi zabawnie. Czy rządzący chcą wywołać drugą już w tym roku wojnę z USA? Przypomnę, że pierwsza wokół ustawy o IPN zakończyła się dotkliwą porażką i bezwarunkową kapitulacją pokazującą, ile warte jest to prężenie mięśni i opowieści o wstawaniu z kolan. Chcą powtórki?

W mediach zachodnich pojawiły się nagłówki niepozostawiające wątpliwości: “Populistyczna partia rządząca szuka sposobu na ograniczenie kapitału zagranicznego w koncernach medialnych”. To mogło przestraszyć polityków PiS-u?
PiS nie tyle boi się nagłówków w mediach, ile konkretnych reakcji zachodnich polityków. Ale jedno i drugie ma na siebie wpływ. Wycofanie się prokuratury nagle w niedzielę to nie jest normalne działanie. To musiało być spowodowane bardzo ostrą reakcją ze strony opinii publicznej w Polsce i za granicą. Ktoś tu w Polsce złapał się za głowę i kazał natychmiast zastopować działania prokuratury.

Możemy się tylko domyślać, kto nakazał prokuraturze tak niestandardowe działanie, jak ogłaszanie w niedzielę specjalnego komunikatu, że w poniedziałek kogoś nie przesłucha i nie postawi zarzutów. Wydanie tego wyjątkowego komunikatu to nie była decyzja podjęta na poziomie rzecznika prokuratury, tylko na szczytach władzy.

Prokuratura chciała postawić zarzut propagowania nazizmu. To było w ogóle do obrony?
To istny dom wariatów. Przecież każdy myślący człowiek wie, że jeżeli dziennikarze TVN chcieli przeniknąć do środowisk nazistowskich, to musieli stwarzać wrażenie przychylności dla tych środowisk i ich chorej ideologii. Każda inna interpretacja jest zupełnie niewiarygodna.

Szef klubu PO poseł Sławomir Neumann przekonuje, że w ten sposób “PiS rozciąga parasol ochronny nad nazistami”. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?
Tak, widać to w całej sekwencji zdarzeń związanych z działaniem neonazistów w Polsce. Sprawcy skandalicznych transparentów na Marszu Niepodległości z zeszłym roku, wieszania portretów europosłów PO na szubienicach i wreszcie faszyści pokazani w reportażu TVN wciąż nie doczekali się konsekwencji karnych.

Zamiast ścigać neofaszystów ściga się dziennikarzy, którzy to wszystko ujawnili. I nie chodzi tylko o urodziny Hitlera zorganizowane w lesie, co nazwałbym teatrzykiem absurdu, ale także na przykład neofaszystowskie koncerty.

Politycy PiS mówią, że to prowokacja TVN-u, a takiego problemu w Polsce nie ma. Pan też go nie zauważa?
Te brednie o prowokacji oparte są na zeznaniach jednego z oskarżonych, który przecież może opowiadać dowolne głupstwa i na absurdalnej interpretacji zdjęcia operatora TVN. A co do skali: w kuriozalnych urodzinach Hitlera uczestniczyło kilkunastu półgłówków, ale już na koncertach pokazanych w reportażu były setki, jak nie kilka tysięcy osób.

Powinniśmy to wszystko potraktować bardzo poważnie?
Takie rzeczy zdarzały się już w Polsce, ale gołym okiem widać, że ich skala jest w naszym kraju z roku na rok coraz większa.

Nie da się tego nie wiązać z bezkarnością sprawców tych działań. Nie mam co do tego wątpliwości.

To, że ambasador USA mówi o zamachu na media i ostrzega polskie władze, świadczy to tym, jak ważna jest ta sprawa dla Stanów Zjednoczonych, czy też jak bardzo wolność mediów jest w naszym kraju zagrożona?
Jedno i drugie. Wolność mediów w USA jest tak fundamentalną sprawą, że jakiekolwiek naruszenie tej zasady budzi gwałtowny sprzeciw. A skoro to amerykański koncern jest właścicielem największej telewizji komercyjnej w Polsce, uwaga Amerykanów jest tym bardziej wyostrzona. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że dla Amerykanów wolność słowa jest fundamentem demokracji. A władza PiS kieruje się zasadą – wolność mediów tak, ale pod warunkiem, że będą nam przychylne.

Dlatego tak łatwo przychodzi władzy podporządkowywanie sobie mediów publicznych?
Politycy PiS-u uważają, że tak zwane media publiczne są wspaniałe, a przynajmniej oficjalnie tak to formułują. A przecież

z daleka widać, że to jest ordynarna tuba propagandowa, którą można porównać tylko z telewizją czasu PRL. Władzy chodzi wyłącznie o “formowanie” opinii publicznej w taki sposób, aby dała PiS-owi zwycięstwo w kolejnych wyborach. Przecież siłą PiS-u nie są wojska sowieckie u bram, tak jak było w przypadku komunistów, tylko poparcie społeczne. Jak je stracą, to stracą wszystko i uważają, że swoją propagandą będą to poparcie podtrzymywać.

Jednak kiedy wynik wyborów samorządowych pokazał, że ona tak skutecznie nie działa, to także media publiczne stały się jednym z głównych podejrzanych. To jest bardzo proste myślenie – jeżeli poparcie w sondażach idzie w górę, to dzięki propagandzie, a jak idzie w dół, to przez brak skuteczności propagandowej.

Media, tylko te po drugiej stronie, stały się za to “chłopcem do bicia” po ujawnieniu tzw. taśm Morawieckiego.
“Wrogie media są winne naszych porażek” – takie myślenie często się pojawia w partiach prawicowych – pamiętam je jeszcze z czasów, kiedy byłem rzecznikiem rządu AWS-UW. W bardziej prawicowo-konserwatywnej części AWS od początku było przekonanie, że jeżeli traciliśmy poparcie, to przez brak przychylności mediów. Brakowało refleksji na temat tego, co innego mogło mieć na to wpływ, choćby nieustanne konflikty wewnątrz formacji rządzącej. W zachowaniu PiS-u widzę echo tamtego podejścia do mediów.

Powróciła sprawa projektu ustawy o dekoncentracji mediów. Podobno jest już gotowy. PiS zdecyduje się na działanie?
W PiS-ie wyraźnie ścierają się dwa kierunki działania. Pierwszy to oczekiwanie zdecydowanych działań i to jak najszybciej. To wydaje się niewiarygodne, ale

oni naprawdę uważają, że należy przejąć kontrolę nad mediami, bo są wrogie, niepolskie i w związku z tym szkodliwe. Ale okazuje się, że to nie jest proste z wielu powodów, także ze względu na reakcje zachodniego świata.

Zawsze kiedy powraca ta sprawa, pojawia się ostry i wyraźny sprzeciw (żeby przypomnieć choćby nieudaną próbę ukarania TVN przez KRRiT rok temu). Wydaje mi się, że PiS nie może teraz tego zrobić, bo nie ma na to politycznej siły.

Nie chce otwierać kolejnego “politycznego frontu”?
Kolejny konflikt oznaczałby tylko kolejne kłopoty.

Próby nękania TVN wynikają też z poczucia bezsilności wobec mediów, które chcieliby spacyfikować, ale nie są w stanie…

To miał na myśli wicepremier i minister kultury, prof. Piotr Gliński, zapowiadając, że ustawa jest gotowa, ale “to kwestia timingu politycznego”?
Ten “timing polityczny” to przede wszystkim czas i sytuacja przedwyborcza. PiS przestraszony wynikiem wyborów samorządowych tradycyjnie już zaczyna kuglować i łagodzić swoje oblicze przed kolejnymi wyborami. Dlatego sądzę, że przed wyborami do parlamentów europejskiego i polskiego nie zdecyduje się na taki ruch. Ale gdyby udało im się wygrać kolejne wybory, ten temat niewątpliwie powróci.


Zdjęcie główne: Krzysztof Luft, Fot. Facebook/krzysztof.luft.7

Reklama

Comments are closed.