Reklama

Chcemy dialogu, ale to nie politycy mają decydować o tym, jak wygląda kino. Upolitycznienie kina, sztuki w ogóle, to jej niszczenie – mówi w rozmowie z wiadomo.co Renata Czarnkowska, producentka i jedna z inicjatorek inicjatywy Kobiety Filmowcy. Do tej grupy na Facebooku dołączyło już ponad 2 tys. osób. Kobiety zapowiadają, że będą bronić “stabilnego systemu finansowania najlepszych projektów filmowych” i apelują o porozumienie całego środowiska.

KAMILA TERPIAŁ: Dlaczego powstała inicjatywa Kobiety Filmowcy?
RENATA CZARNKOWSKA:
Bo jesteśmy kobietami i najlepiej nam się pracuje wspólnie. Kobiety są tą siłą, która w ciągu ostatnich 2 lat choć na chwilę skutecznie zatrzymała autorytarne zapędy władzy.  Zaczęło się od tego, że zapytałam kobiety z mojego środowiska, co sądzą o tym, co się dzieje.

Ten kobiecy punkt widzenia nie zamyka drogi mężczyznom, którzy chcieliby się do was przyłączyć?
Jeżeli komuś to coś zamyka, to jego problem. Jesteśmy bardzo ważną częścią środowiska filmowego skupiającą wszystkie specjalizacje i zawody filmowe. Po tym, co stało się z TVP, Narodowym Instytutem Audiowizualnym i Filmoteką Narodową, zaczęłyśmy się martwić o naszą przyszłość. Krążyły plotki, niejasne informacje, narastał niepokój. Pan premier Gliński nie tłumaczył, co oznaczają słowa, że jest “niezadowolony z funkcjonowania PISF-u i konieczne są zmiany”.

Pierwszy raz zebrałyśmy się jeszcze przed odwołaniem dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Magdaleny Sroki.

Reklama

Zadałyśmy sobie pytanie, czy nie czas, aby środowisko się skonsolidowało, i czy nie należy zacząć wyprzedzać ruchy polityków, którzy chcą decydować o naszej przyszłości.

Chwilę później minister kultury Piotr Gliński zadecydował za was i odwołał szefową PISF-u, wbrew opinii rady Instytutu.
Dwa dni po naszym pierwszym spotkaniu gruchnęła wiadomość, że Magdalena Sroka została odwołana i to, naszym zdaniem, niezgodnie z prawem. Od razu uprzedzam pytanie, nie wspieramy jej dlatego, że jest kobietą. Ktokolwiek znalazłby się na tym miejscu, zachowałybyśmy się tak samo. Jeżeli dzieje się coś złego, to musimy stanąć murem za osobą, która nas reprezentuje. Tak rozumiem wspólnotę. Z tego powodu spotkaliśmy się 9 września przed siedzibą PISF – my, filmowcy, kobiety i mężczyźni, młodzi i starsi, także nestorzy naszego środowiska. Działo się to w 1. rocznicę śmierci Andrzeja Wajdy.

Chodzi przede wszystkim o obronę Magdaleny Sroki, czy wypracowanego kilkanaście lat temu systemu finansowania polskich filmów?

To jest obrona tego, co filmowcy sami wypracowali i zorganizowali, instytucji, która jest własnością całego środowiska.

Przypomnę, że ustawa o kinematografii została uchwalona głosami posłów PiS-u i SLD, ale przygotowało ją środowisko filmowców na czele z Agnieszką Odorowicz, Jackiem Bromskim i Maciejem Strzemboszem. Teraz politycy PiS twierdzą, że to dzięki nim powstał Instytut, że to ich dzieło, usprawiedliwiając w ten sposób próby zawłaszczenia kolejnej instytucji kultury. A może ekspercki system oceny projektów, którego zazdroszczą nam w innych krajach, to także ich zasługa? I sukcesy polskiego kina – artystyczne, festiwalowe i frekwencyjne? Nie, to #efektpisf, że użyję hasła z naszej kampanii.

Naprawdę wszystko działa sprawnie, nikt nie ma zastrzeżeń?
Nie ma takiej możliwości, żeby przez 12 lat wszystko działało idealnie. Każdy z nas pewnie ma jakieś uwagi i zastrzeżenia. Ale skoro sami coś zbudowaliśmy, to potrafimy też naprawić. My nie mówimy: zostawcie nas w spokoju, bo wszystko jest cudownie.

PISF to cały czas młoda instytucja. Te pierwsze 12 lat to czas budowania, sprawdzania pewnych rozwiązań. Wyciągamy wnioski i naszą rolą jest wprowadzenie ich w życie. Dlaczego ma to robić MKDiN, skoro premier Gliński sam przyznaje, że nie ogląda polskich filmów?

Ktoś z ministerstwa kultury w ogóle z wami rozmawia?
Wydaje się, że ministerstwo wykonuje ruchy pozorowane i gesty, które sami później niszczą. Nie odpowiadają na pisma stowarzyszeń i gildii skupiających filmowców. Dopiero kiedy 9 października zebraliśmy się przed siedzibą PISF-u, minister Paweł Lewandowski zaprosił nas do siebie. Mimo obaw, poszła delegacja środowiska. Podpisaliśmy rodzaj wstępnego porozumienia, które miało być początkiem dialogu, a zaraz potem ukazały się wywiady, w których przedstawiciele ministerstwa po prostu obrażali środowisko.

Bardzo podobają mi się słowa Krzysztofa Zanussiego, że “minister kultury jest od tego, aby uwodzić środowisko, rozmawiać z nim”. Teraz zamiast to robić rzuca oskarżeniami, które nie mają żadnych podstaw.

Przypomnę, że instytut podlega ministerstwu. Jest to organ kontrolny, ale nie sprawujący władzę. Musimy pilnować, aby nie łamano ustawy o kinematografii, która powołała Polski Instytut Sztuki Filmowej. O ironio, osoby, które podobno mają na celu jego dobro, nazywają go Państwowym Instytutem Sztuki Filmowej, chociaż taki – przynajmniej na razie – nie istnieje. Chcemy dialogu, ale to nie politycy mają decydować o tym, jak wygląda kino. Wyciągając wnioski z historii, każdy urzędnik odpowiadający za tę sferę kultury powinien rozumieć, że upolitycznienie kina, sztuki w ogóle, to jej niszczenie. Narzucanie artystom tematów, kierunków rozwoju kończy się socrealizmem. Polecam przedstawicielom władzy powrót do lektury wiersza Zbigniewa Herberta “Potęga smaku”.

Czego obawiacie się najbardziej?
Boimy się upolitycznienia PISF-u. Ale jestem pewna, że wybitni artyści, indywidualności polskiego kina nie pozwolą sobie na narzucanie ideologicznych przekazów.

I może w tym cała nadzieja? Że jednak mało będzie osób, które będą chciały się podporządkować…

Jest bardzo dużo utalentowanych młodych twórców. Ale jeżeli nie będą mieli pieniędzy na swoje filmy, znajdą się w trudnej sytuacji. A pieniędzy nie dostaną, jeżeli nie będą robili rzeczy zgodnych z linią polityczną (linia partii rządzącej – jestem przerażona, ten język powraca).

W innej sytuacji są doświadczeni, utytułowani twórcy, którzy mają już wypracowaną pozycję, także poza granicami, a w innej debiutanci i młodzi filmowcy. Agnieszka Holland, Małgorzata Szumowska czy Paweł Pawlikowski mogą realizować się twórczo za granicą. Mimo to chcą robić filmy w Polsce, gdzie pieniędzy jest mniej, a co za tym idzie, warunki pracy gorsze. Ich produkcje są zauważane i nagradzane na całym świecie. Czy MKDiN to docenia? Nie, wręcz przeciwnie – są obrażani, odsądzani od czci i wiary, a ich filmy są cenzurowane i nazywane antypolskimi, tylko dlatego, że mają uniwersalne przesłanie. Wszyscy pamiętamy emisję “Idy” w programie 2 rządowej TVP.

O tym, co może się stać z polskim kinem, dyskutuje się także poza granicami kraju. To ważne?
Bardzo!

Otrzymujemy wsparcie od przyjaciół filmowców z całego świata. Wim Wenders dyrektor Europejskiej Nagrody Filmowej i wybitny twórca, wystosował list do ministra Piotra Glińskiego.

Polscy twórcy są zapraszani na międzynarodowe festiwale i tam są pytani o to, co dzieje się z polską kinematografią i co zamierzamy z tym robić.

Filmowcy są aktywnymi uczestnikami życia społecznego i wiedzą, co stało się z Trybunałem Konstytucyjnym, sądami, organizacjami pozarządowymi. Wiemy, że politycy chcą decydować za nas w każdym obszarze naszego życia. Chcemy rozmawiać, ale nie pozwolimy sobą manipulować. Jesteśmy bardzo czujni, nie pozwolimy na rozbicie środowiska.

Jest szansa, że protest środowiska skończy się tak jak czarny protest? Będziecie w stanie wyprowadzić ludzi na ulice, aby zawalczyli o wolność kultury?

My nie chcemy porywać tłumów. Zdajemy sobie sprawę, że dla ogółu społeczeństwa dzieją się w kraju rzeczy ważniejsze. To my musimy zadbać o naszą wolność i przyszłość.

To jest czas próby dla środowiska?
Oczywiście. Jeśli ten polityczny walec przejdzie, czego się obawiamy i dlatego działamy, to zacznie się czas osobistych, trudnych wyborów. Władza nie lubi niezależnych instytucji i organizacji, czego ostatnim przykładem jest przejęcie kontroli nad NGO. Środowisko filmowe to wspólnota indywidualistów, ludzi niepokornych, idących własną drogą, ale też grupa zawodowa, której praca owocuje nie tylko konkretnym wynikiem ekonomicznym, ale też przynosi wartość dodaną, budowanie wspólnoty. Myślenie, że można to zrobić przy pomocy politycznych agitek jest, że użyję eufemizmu, złudne.


Zdjęcia główne: Protest przed PISF, Fot. Facebook/Kobiety Filmowcy; Kino Kultura (d. Rejs) w Warszawie, Fot. Alina Zienowicz, licencja Creative Commons

Reklama