Reklama

To pokazuje faktyczną pozycję prezydenta, który jest bardzo uzależniony od swojego zaplecza politycznego i widać, że jest na krótkiej lince. Na pewno w obliczu zbliżających się wyborów to pozycja bardzo niewygodna, ale “sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”, chciałoby się powiedzieć – mówi nam były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień. Pytamy też o orzeczenie Sądu Najwyższego i jego konsekwencje. – Rządzący zderzyli się ze ścianą, na razie są jeszcze w szoku i tego nie wiedzą, ale w końcu to do nich dotrze – podkreśla nasz rozmówca

JUSTYNA KOĆ: Bez kamer i fleszy, po cichu prezydent zaprzysiągł nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, Krystynę Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Jakuba Stelinę.

JERZY STĘPIEŃ: Zarówno pani prof. Pawłowicz, jak i pan Piotrowicz to bardzo reprezentatywne postaci dla tego środowiska politycznego, więc mnie to nie zaskakuje, choć dla pana prezydenta to była gorzka pigułka do przełknięcia, dlatego nie chciał mieć mediów na uroczystości. Wydaje mi się, że nie miał innego wyjścia i musiał ich zaprzysiąc.

Nie mógł powtórzyć tego manewru sprzed 4 lat, kiedy odmówił zaprzysiężenia 3 sędziów prawidłowo wybranych.

Dlaczego nie mógł?
Sam prezydent przyznał się, że czekał na decyzję polityczną, a ta została podjęta przez większość rządzącą, która zdecydowała, że ci sędziowie nie zostaną zaprzysiężeni i że zostanie uchylona uchwała Sejmu. Nastąpił nowy wybór sędziów, których prezydent zaprzysiągł. Skoro prezydent sam przyznał, że czekał na decyzję polityczną, to trudno to komentować. To pokazuje faktyczną pozycję prezydenta, który jest bardzo uzależniony od swojego zaplecza politycznego i widać, że jest na krótkiej lince. Na pewno w obliczu zbliżających się wyborów to pozycja bardzo niewygodna, ale “sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”, chciałoby się powiedzieć.

Reklama

Jaki będzie TK z panią Pawłowicz i prokuratorem Piotrowiczem?
Ja powtarzam, że Trybunału już nie ma od dawna.

W momencie kiedy pierwsze orzeczenie TK zostało zlekceważone, skończyła się niezależność TK. Wtedy przestał pełnić swoją funkcję.

Konstytucja mówi, że wyroki TK są ostateczne, a okazało się, że rządzący powiedzieli, że nie są ostateczne, jeżeli nie są po ich myśli. W tej sytuacji musimy uznać, że nie ma Trybunału Konstytucyjnego. Mam nadzieję, że kiedyś dojdzie do postawienia przed Trybunałem Stanu, a także przed sądami osób odpowiedzialnych za to, bo bardzo łatwo wskazać winnych tego deliktu konstytucyjnego i jednocześnie przestępstwa urzędniczego.

Pan mówi, że TK już nie ma, a pan Kaleta komentując wyrok SN w sprawie KRS powiedział, że to TK jest sędzią ostatniego słowa.
Ale rządzący powiedzieli coś innego w grudniu 2015 roku i dobrze, żeby pamiętali, co zrobili z Trybunałem. Mają atrapę TK, jest budynek i pensje, to miejsce, gdzie można upchnąć ludzi, którzy przegrali wybory – co sam powiedział pan Lipiński, wiceprzewodniczący PiS – ale swojej funkcji nie pełni.  To najlepszy dowód, co rządzący sami uważają o TK i jak go traktują. Z punktu widzenia państwa TK nie ma już żadnego znaczenia. Właśnie trzech sędziów wybranych jeszcze przez poprzedni Sejm skończyło kadencję i okazuje się, że jeden z tych sędziów przez 3 lata nie był w ogóle dopuszczany do orzekania.

Jak można mówić o istnieniu Trybunału, kiedy jeden z sędziów nie jest dopuszczany do orzekania pod byle pretekstem?

A był on taki, że ponieważ prokuratura wniosła sprawę, że jego wybór był niewłaściwy, to on teraz będzie stronniczy w sprawach, w których występuje Prokurator Generalny, a ponieważ PG występuje we wszystkich sprawach, to pana sędziego Zubika odsunięto od orzekania. To logika schizofrenika.

SN orzekł, że neo-KRS nie może stać na straży praworządności sędziowskiej.
Bo nie stoi i to jest fakt. Gdyby chociaż przez moment czuli się odpowiedzialni za stan praworządności w Polsce, to KRS wzięłaby w obronę chociażby sędziego Juszczyszyna. Poszczególni członkowie KRS biorą go w obronę, jak rzecznik KRS sędzia Mitera czy wiceprzewodniczący neo-KRS sędzia Johann, ale nie stać było tego organu, aby podjąć uchwałę w obronie tego sędziego czy innych. Przypomnę, że sędziowie są szykanowani dziś za to, że wydają orzeczenia. Są przecież w prawie polskim specjalne procedury, które określają, w jaki sposób można polemizować z orzeczeniami, wręcz je uchylać, natomiast tutaj nic takiego się nie stało.

KRS nie stanęła ani razu – moim zdaniem – w obronie praworządności i niezawisłości sędziowskiej. To najlepszy dowód, że nie spełnia swojego konstytucyjnego zadania, a nie spełnia go, bo jest reprezentacją nie sędziów, tylko polityków, którzy ją wybrali, i koło się zamyka.

Jakie to rodzi konsekwencje? Już dziś mamy ok. 500 sędziów wybranych przez neo-KRS, ci sędziowie wydali ok 70 tys. wyroków. Każdy z nich można zakwestionować?
Tak i na pewno strony, które nie będą zadowolone z orzeczeń, będą kwestionowane. Podejrzewam, że gdy te sprawy trafią do II instancji, sędziowie będą się zachowywali według tego, co orzekł SN, czyli respektując wyrok TSUE. Będziemy mieli pogłębiający się chaos i mam nadzieję, że to skłoni rządzących, aby czym prędzej usiąść i zdecydować o nowym kształcie KRS, bo ta sytuacja na dłuższą metę jest nie do utrzymania.

Ta sytuacja nie będzie komfortowa dla rządzących, a wręcz przeciwnie, co w końcu przełoży się na słupki poparcia. Prędzej czy później rządzący będą musieli zmienić prawo o KRS, tu nie ma innego wyjścia, a jeżeli coś jest nieuchronne, to lepiej, żeby zdarzyło się wcześniej niż później, bo pozwoli to uniknąć przykrych konsekwencji dla porządku prawnego i państwa, autorytet Polski na arenie międzynarodowej będzie upadał, a to jest nie do zaakceptowania.

Jest pan optymistą?
Rządzący zderzyli się ze ścianą, na razie są jeszcze w szoku i tego nie wiedzą, ale w końcu to do nich dotrze.

Prokurator Parchimowicz powiedział, że on w świetle wyroku SN nie będzie stawiał się przed Izba Dyscyplinarną w swoich sprawach, bo nie ma ona prawa funkcjonować.
Bo tak jest i tak będą zachowywać się wszyscy sędziowie, którzy mają postępowania dyscyplinarne. Nie ma się co dziwić.


Zdjęcie główne: Jerzy Stępień, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama