Reklama

Staram się czasami rozmawiać z tymi, którzy wtedy walczyli o wolność, ale to jest bardzo trudne. Oni są jak w amoku, jakby wstąpili do jakiejś sekty. Niektórzy próbują się tłumaczyć, a inni mówią wprost – nie licz na mnie. I nie liczę. Myślę, że część z nich robi to, co robi, tylko dla korzyści. Tak było, jest i będzie. Ale są też tacy, którzy przyznają, że nie wiedzą, jak długo to wytrzymają – mówi w rozmowie z nami Jerzy Borowczak, poseł Platformy Obywatelskiej, kiedyś działacz opozycji demokratycznej, jeden z inicjatorów strajku w Stoczni Gdańskiej, bliski współpracownik Lecha Wałęsy.

KAMILA TERPIAŁ: Wychodzi pan na ulice, żeby bronić sądów i Sądu Najwyższego?

JERZY BOROWCZAK: Wychodziłem na ulice już wcześniej. Jarosław Kaczyński od początku nie ukrywał, że będzie robił to, co uważa za stosowne. Zacząłem protestować, kiedy PiS zaczął dewastować konstytucję i przejął Trybunał Konstytucyjny. Byłem na ulicy także teraz, gdy przejmowano Sąd Najwyższy…

Cokolwiek z tego, co mówią protestujący, trafia do polityków PiS-u?
Na pewno nie trafia, tak jak nie trafiało do ubeków.

Reklama

Jak wtedy protestowaliśmy, też nas wyśmiewali i pytali, czy wiemy, na co się porywamy, ostrzegali, że nas zniszczą. Ja to słyszałem na każdym przesłuchaniu. I co? Każdy protest w słusznej sprawie kiedyś wygra.

Często wracają do pana obrazki z przeszłości?
Kiedy jestem w Sejmie i słyszę na każdym kroku wydawane polityczne komendy, czy widzę budynek otoczony metalowymi barierkami, to siłą rzeczy one do mnie wracają. Jak wchodzę do Sejmu, muszę cztery razy pokazać przepustkę, a kiedyś po terenie parlamentu każdy mógł się przespacerować. Można to wszystko tłumaczyć kwestiami bezpieczeństwa, ale to mydlenie oczu. Takie postępowanie ma krótkie nogi.

Jak bardzo krótkie?
Władza nie przejedzie się może na TK czy SN, ale może się wbrew pozorom przejechać na błahej sprawie. Tak jak

komuna przejechała się na zwolnieniu Anny Walentynowicz, chociaż wcześniej zwalniała wiele osób i wiele zamykała do więzienia. Władza musi się z tym liczyć. Tylko szkoda społeczeństwa, bo wprowadzane przez nich zmiany mogą być nieodwracalne.

A co teraz może być taką zapalną iskrą?
Za rządów AWS w Słupsku policjant uderzył dziecko. Pamiętam, ile wtedy kosztowało nas uspokojenie nastrojów, aby nie doszło do wybuchu w całej Polsce. Teraz to może być na przykład uderzenie kogoś podczas protestów przed Sejmem. Widzę, że policja ostatnio coraz częściej zachowuje się jak milicja, nie broni obywatela, tylko władzy. Szkoda mi nawet tych policjantów, ale my dojdziemy do tego, kto wydawał rozkazy. A liczba kombatantów, pokrzywdzonych przez tę władzę, cały czas rośnie i będzie rosła. Przybędzie prześladowanych sędziów, obywateli, studentów… Cały czas będę powtarzał, że warto protestować.

Kiedyś wiedzieliśmy, że mniejszość trzeba szanować, a ta władza mniejszości nie daje żyć, chociaż głosowało na nią 18 proc. Polaków. Ale przyjdzie taki dzień, w którym zmieni się kierunek wiatru i ich przegoni. Nie pomoże rozdawanie pieniędzy, komuna też rozdawała.

A jeżeli wybory nie będą uczciwe?
Wiem, że nie będą uczciwe. PiS już się do tego przygotowuje, nie tylko zmieniając ordynację wyborczą i przejmując sądy, zapowiadają też, że chcą zamykać media, które władzy przeszkadzają. Znowu wrócę do przeszłości – władza ludowa miała wszystko: telewizję, radio, służby specjalne, sądy. PiS też chce mieć wszystko i też skończy jak tamta władza.

PiS nie będzie miał oporów przed ingerencją w proces wyborczy?
To, co ta władza robi, upoważnia nas do tego, aby tak myśleć.

Nieprzypadkowo zmienia ordynację wyborczą i przejmuje Sąd Najwyższy, nie zwraca uwagi na ostrzeżenia PKW. Proszę przy okazji zwrócić uwagę, jak wyglądają prace nad projektami ustaw w Sejmie, PiS nie słucha nikogo, nawet Biura Legislacyjnego. Jak ktoś ma wątpliwości, to tym gorzej dla niego.

 “Chciałbym prosić Was o sięgnięcie pamięcią do tamtych lat, do naszych marzeń o Polsce przyszłości. Suwerenność naszej Ojczyzny była naszym głównym celem, ale kreśliliśmy również w długich debatach wizję Polski demokratycznej, jakiej pragnęliśmy i przekuwaliśmy je w programy na przyszłość” – pisze pan w liście do posłów PiS-u działających w “Solidarności”. Pyta pan: “Czy naprawdę chcecie Polski rządzonej autorytarnie, słabej, skłóconej?”. Ktoś odpowiedział?
Nie oczekiwałem tego, ale czułem się w obowiązku złożyć takie oświadczenie na piśmie. Staram się czasami rozmawiać z tymi, którzy wtedy walczyli o wolność, ale to jest bardzo trudne. Oni są jak w amoku, jakby wstąpili do jakiejś sekty. Niektórzy próbują się tłumaczyć, a inni mówią wprost – nie licz na mnie. I nie liczę. Myślę, że część z nich robi to, co robi, tylko dla korzyści. Tak było, jest i będzie. Ale są też tacy, którzy przyznają, że nie wiedzą, jak długo to wytrzymają.

Jarosław Kaczyński nie daje ludziom w partii żadnej wolności, nie ma dyskusji i głosowań, są tylko jego niepodważalne decyzje. Kiedyś też znaleźli się ludzie, którzy mieli odwagę wystąpić przeciwko partii.

Myśli pan, że bunt w PiS-ie narasta?
Wydaje mi się, że tak. Przyjdzie taki moment, że zaczną się wzajemnie zagryzać.

Dlaczego Jarosław Kaczyński zawraca nas z drogi wolności i demokracji?
Myślę, że taki jest jego stan umysłu. Nie ma nic poza polityką, żyje w innym, zamkniętym świecie. On realizuje swój cel i nie zwraca uwagi na żadne koszty.

Jaki jest jego cel?
Ludzie mają różne idee.

Jarosław Kaczyński postanowił zostać naczelnikiem państwa, łamać innym kręgosłupy i otaczać się miernotami. Myślę, że jest z siebie dumny. To jest jego żywioł.

Jarosław Wałęsa wygra wybory w pana mieście, czyli Gdańsku?
Oczywiście. Być może w drugiej turze spotka się z Pawłem Adamowiczem. Nie rozumiem, dlaczego zdecydował się wystartować, ale miał do tego prawo.

Europosłowi PO pomoże nazwisko?
Myślę, że kilka procent ludzi zagłosuje na niego właśnie dlatego. Ale to jest bardzo dobrze przygotowany kandydat. Ma ogromne doświadczenie, studiował w USA, był posłem, jest europosłem. Ma swoją wizję Gdańska.

PiS próbuje wykreślić Lecha Wałęsę z kart historii. Uda się?
Zapisywać i wykreślać mogą wszystko, ale to niewiele zmieni.

Lecha Wałęsę znam od 1979 roku i nigdy nie zmienię o nim zdania. Dopóki jest Internet, pamięta o nim i o “Solidarności” cały świat, to prawda pozostanie prawdą.

Świat interesuje się też tym, co dzieje się w Polsce. Zagraniczne media piszą o końcu demokracji. To nam pomoże?
W PRL też mieliśmy kontakt z zagranicznymi mediami, ale nigdy nie wierzyłem, że Zachód będzie chciał chętnie pomagać. Teraz też nie bardzo liczę na skuteczne działanie UE. Naciski na PiS niewiele zmienią. Większe nadzieje pokładam jednak w społeczeństwie. Tak jak kiedyś.


Zdjęcie główne: Jerzy Borowczak, Fot. Flickr/European Parliament/European Union 2011 PE-EP/Pietro Naj-Oleari, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.