Reklama

Te oskarżenia, jeżeli wierzyć doniesieniom medialnym i ich konsekwencjom w postaci dymisji szefa KNF, należy ocenić bardzo krytycznie – mówi nam Janusz Steinhoff, były minister gospodarki w latach 1997-2001 i wiceprezes Rady Ministrów w rządzie Jerzego Buzka w latach 2000-2001. – Przyczyną, jak sądzę, jest eliminacja wielu osób o bardzo wysokich, niepodważalnych przez środowisko kompetencjach, które wyeliminowano z administracji, nadmierne upolitycznienie administracji; kryteria polityczne i lojalności stały się jedynymi kryteriami, które weryfikują kandydatów na stanowiska. To, z czym mamy dziś do czynienia, to upartyjnienie i w konsekwencji erozja państwa.

JUSTYNA KOĆ: Prezes NBP Adam Glapiński mówi, że nie ma żadnego zamieszania, a tylko szum medialny. Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz mówi, że mamy do czynienia z kryzysem, wszystko oczywiście w kontekście afery KNF. To szum medialny czy kryzys?

JANUSZ STEINHOFF: Tu trzeba rozgraniczyć dwie kwestie. Prezes Glapiński i Rada Stabilności Finansowej jednoznacznie powiedzieli, że nic nie zagraża naszej stabilności finansowej i sektorowi bankowemu, że depozyty są bezpieczne i wszystko jest pod kontrolą. Ja z tą opinia się zgadzam. Nie ma w tej chwili żadnego zagrożenia dla finansów i to jest sygnał, który powinien uspokoić nastroje wśród depozytariuszy. BFG funkcjonuje dobrze, wszystkie stress testy, które przechodziły polskie banki, uplasowały je na czołowych miejscach w Europie.

Natomiast zupełnie inną sprawą jest kryzys polityczny funkcjonowania KNF. Te oskarżenia, jeżeli wierzyć doniesieniom medialnym i ich konsekwencjom w postaci dymisji szefa KNF, należy ocenić bardzo krytycznie.

Nominacja tak młodego człowieka, który zaczyna dopiero swoją karierę w finansach publicznych i obejmuje funkcję szefa KNF, jest nieracjonalna. Szefem KNF powinien zostać człowiek, dla którego jest to podsumowanie całej drogi życiowej, o nieskazitelnych kompetencjach etyczno-moralnych i o niekwestionowanych przez nikogo kompetencjach merytorycznych. W tej chwili miarą wiarygodności pana premiera będzie nominacja nowego szefa KNF, który powinien być powszechnie uznanym autorytetem merytorycznym, jak i etyczno-moralnym.

To musi być ktoś o niekwestionowanych kwalifikacjach, ponieważ od KNF zależy bardzo wiele. Po drugie, moim zdaniem, należy wstrzymać prace nad nowelizacją ustaw o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym i o KNF, tym bardziej, że szefem tej podkomisji jest senator, pod adresem którego, również w prasie, ukazały się oskarżenia. Trzeba tu zachować zdrowy rozsądek i wstrzymać jakiekolwiek działania, które mogą rodzić podejrzenia o brak obiektywizmu.

Reklama

Czy pan jako były wicepremier i minister gospodarki spotkał się z podobnymi sytuacjami?
Nie miała miejsca taka sytuacja w przeszłości ani w nadzorze bankowym, ani w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, które wcześniej funkcjonowały zanim powstał KNF. Przyczyną, jak sadzę, jest eliminacja wielu osób o bardzo wysokich, niepodważalnych przez środowisko kompetencjach, które wyeliminowano z administracji, nadmierne upolitycznienie administracji; kryteria polityczne i lojalności stały się jedynymi kryteriami, które weryfikują kandydatów na stanowiska.

To, z czym mamy dziś do czynienia, to upartyjnienie i w konsekwencji erozja państwa. Widać to w wielu obszarach, chociażby w spółkach, gdzie prezesami spółek zostają osoby, dla których jest to często pierwsza praca i nie dysponują żadnym dorobkiem i doświadczeniem. Gorzej, jeśli okazuje się, że nie mają nawet kwalifikacji moralnych.

Rzeczywiście możemy mówić o kryzysie, erozji państwa?
Zdecydowanie tak. Do tej pory w różnych rządach występowało zjawisko większego lub mniejszego upolitycznienia czy też niemerytorycznej nominacji na stanowiska, ale w takim rozmiarze nigdy to nie występowało.

Oczywiście opieramy się na doniesieniach medialnych, ale czy możemy mówić o wierzchołku góry, czy raczej pan Chrzanowski to rodzaj “zaradnisia”, który działał sam?
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jestem człowiekiem odpowiedzialnym, nie mam informacji, które wskazywałyby na taką czy inną przyczynę tej patologii. To powinna sprawdzić prokuratura. Zdaję sobie oczywiście sprawę, jaką “niezręcznością” dla obecnego rządu jest fakt, że minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym. Rozdzielenie tych organów dawało zdecydowanie większą gwarancję obiektywizmu działania prokuratury. Osobiście uważam, że dużym błędem było powrócenie do koncepcji połączenia tych funkcji, co teraz szczególnie widać.

Rząd i minister sprawiedliwości będą zawsze podejrzewani o naciski na prokuratorów, ponieważ minister sprawiedliwości sam nadzoruje śledztwo w sprawie, po części, swojego środowiska politycznego.

Ta sprawa powinna być bardzo dokładnie wyjaśniona. Te zarzuty, które padły w trakcie analizy taśm, dotyczą nie tylko korupcji, i to korupcji urzędnika, który powinien stać na straży przestrzegania prawa, ale również pojawiły się tam zarzuty odnośnie do “prania brudnych pieniędzy” w stosunku do jednego z senatorów. To są bardzo poważne zarzuty wymagające wyjaśnienia, a przede wszystkim wyeliminowania w przyszłości.

Jeżeli to prawda, że nowelizuje się ustawę, wprowadzając do KNF przedstawiciela Prezesa Rady Ministrów, co jeszcze jest do zaakceptowania, to wprowadzanie przedstawiciela ministra koordynatora służb specjalnych, inaczej mówiąc kooptacja tzw. niemego członka KNF, żeby pilnował pozostałych, to dla mnie jest to rozwiązanie nieskuteczne i nieracjonalne.

Moim zdaniem należałoby się zastanowić, czy szefowie takich urzędów jak KNF, UOKiK i Urzędu Regulacji Energetyki, czyli najważniejszych urzędów regulacyjno-kontrolnych, które powinny mieć suwerenność, niezależność i bardzo mocną pozycje prezesa, nie powinni być wybierani przez parlament, tak jak ma to miejsce np. przy wyborze Rzecznika Praw Dziecka. Przecież szef KNF, UOKiK oraz URE mają szerokie i ważkie dla funkcjonowania gospodarki kompetencje.

Przykładem mogą być próby różnych działań konsolidacyjnych rządu. Taka sytuacja miała miejsce np. w przypadku działań rządu Donalda Tuska, który chciał połączyć gdańską Energę z PGE. Wówczas szefowa UOKiK, pani Małgorzata Kransodębska-Tomkiel nie wyraziła na to zgody. Po czasie pożegnała się ze stanowiskiem, ale w chwili podejmowania decyzji była suwerenna. Podobnie powinno być teraz. UOKiK powinien bardzo precyzyjnie przeanalizować proponowaną fuzję Lotosu z Orlenem. Tymczasem rząd ogłasza decyzję o połączeniu tych podmiotów, a nikt nawet się nie pyta, czy UOKiK się na to zgodzi. Z punktu widzenia funkcjonowania rynku moim zdaniem to jest działanie nieracjonalne.

Zdecydowanie potrzebny jest porządek w państwie.

Trzeba się zastanowić nad mechanizmami, które będą prowadziły do eliminacji przypadkowych wyborów na takie stanowiska. Przyznam się, że zupełnie nie rozumiem decyzji pani premier Szydło o mianowaniu pana Chrzanowskiego na stanowisko szefa KNF. On zdecydowanie nie spełniał kryteriów, które powinny być brane pod uwagę przy tej nominacji.

Podobno był protegowanym pana Glapińskiego.
To tym gorzej, bo on powinien być człowiekiem niezależnym, który będzie, przestrzegając prawa, nadzorował sektor finansowy, czyli bankowy, emerytalny, ubezpieczeniowy, agencje płatnicze itd. To musi być niezależny, suwerenny ekspert.

Tym bardziej, że jest nieusuwalny.
Koncepcja funkcjonowania kadencji prezesa, bez możliwości jego usunięcia, jest racjonalna, ale należy pochylić się nad pomysłem, by wybory na takie stanowiska odbywały się w parlamencie. Wówczas mamy szansę na publiczną debatę o kandydacie. Jest to bardziej demokratyczne i racjonalne z punktu widzenia jakości tych kandydatów. Wtedy żaden premier nie będzie wystawiał przypadkowych kandydatów, wiedząc o tym, że narazi się na kontestację w parlamencie.

To musielibyśmy założyć, że do parlamentu powrócą standardy debaty. Teraz bywa z tym różnie, także przy wyborze na stanowiska. Wystarczy zobaczyć, jak wygląda wybór na Rzecznika Praw Dziecka.
Dlatego trzeba budować kulturę polityczną. Poseł ma mandat do podejmowania decyzji. On przed swoimi wyborcami powinien odpowiadać za każdą podjęta decyzję, czyli za każde głosowanie. Powinien na szalę swojego głosu kłaść swój autorytet jako posła na Sejm. Myślę, że tak było w polskim parlamencie przez wiele lat. W przeszłości jednak ta kultura parlamentarna była na wyższym poziomie.

Teraz mamy do czynienia z tzw. maszynkami do głosowania. Niestety, mówię to z przykrością, ale wyjątkowo krytycznie oceniam jako bardzo niski poziom demokracji wewnętrznej w funkcjonujących w naszym parlamencie partiach politycznych.

Opozycja zgłosiła wniosek o powołanie komisji śledczej w tej sprawie. Czy w kontekście tego, co powiedział pan o prokuraturze, to dobry pomysł?
Mamy różne doświadczenia z komisjami śledczymi. W obecnej chwili mamy do czynienia z sytuacją, która dotyczy również prac parlamentarnych, bo w tle jest nowelizacja ustaw, które otwierają drogę do przejmowania banków za złotówkę. Marzyłoby mi się państwo, które samo sobie radzi z tego rodzaju patologiami, działa sprawnie, a sądy szybko rozstrzygają. Niestety, w tej chwili mamy procesy, które toczą się czasem 20 lat, ja sam nie tak dawno zeznawałem na procesie Emila Wąsacza, który trwa już 15 lat i nie wiem, kiedy się skończy.

Mamy ten niedowład także dlatego, że nie zmieniamy przepisów, a obecna władza zainteresowana jest wymianą kadr zamiast ewolucją wymiary sprawiedliwości.

Czy ta sprawa doprowadzi do poważnego spadku notowań rządu?
Myślę, że tak, bo to bardzo poważne zarzuty. Przypominamy sobie aferę Rywina i jej konsekwencje dla SLD czy aferę taśmową i konsekwencje dla PO.

W interesie rządzących jest dogłębne wyjaśnienie tej sprawy, tak aby nie pojawił się nawet cień podejrzeń, że ktoś tu coś próbował zamieść pod dywan ze względu na polityczną taktykę.

Na razie PiS wszystkim obciąża pana Chrzanowskiego. Tymczasem z doniesień medialnych wynika, że mamy tu splot osobowości o różnych intencjach: pana Sokala, człowieka prezydenta w KNF, który chce “przejmować banki za złotówkę”, pana Glapińskiego, szefa NBP, i jego protegowanego, pana Chrzanowskiego; jest też prawnik Grzegorz Kowalczyk, obecnie w radzie nadzorczej Plus Banku, należącego do Zygmunta Solorza – gdzie trafił z rekomendacji Marka Chrzanowskiego. To wszystko okraszone nowelizacją w parlamencie zgłoszoną w dniu złożenia doniesienia do prokuratury.
To jest bardzo poważny problem i dziwię się, że również pan prezydent wykazuje się brakiem aktywności w tej materii. Moim zdaniem głos pana prezydenta powinien być słyszany wszędzie, bo mamy do czynienia z kryzysem funkcjonowania państwa w istotnym obszarze, mamy do czynienia z erozją państwa i to bardzo poważną.


Zdjęcie główne: Janusz Steinhoff, Fot. Flickr/Kozminski University, licencja Creative Commons

Reklama