Reklama

Ostatnio obserwatorzy i komentatorzy polskiej polityki coraz częściej sugerują psychiczne i osobowościowo-charakterologiczne zaburzenia u prezesa rządzącej partii. Padają sformułowania o obłędzie, szaleństwie, furii, utracie samokontroli… – pisze Janusz A. Majcherek i przedstawia studium przypadku

Z drugiej strony wciąż zdają się krępować profesjonalnych analityków zalecenia, by nie psychologizować, a tym bardziej nie psychiatryzować zjawisk politycznych. Tak jakby stan umysłu politycznych przywódców nie miał wpływu na sytuację polityczną.

Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie obowiązywały dyrektywy  tamtejszych towarzystw psychologicznych i psychiatrycznych, aby nie wydawać osądów poczytalności osób publicznych bez poddania ich badaniom klinicznym, przypadek Donalda Trumpa sprowokował i ośmielił do takich analiz. Bo

do funkcji i stanowisk politycznych mogą dochodzić (dorwać się) osoby o nieprawidłowej, zaburzonej, anomalnej strukturze osobowości.

Liczne tego przykłady dokumentuje i analizuje naukowy duet psychiatry Roberta S. Robinsa i politologa Jerrolda M. Posta w obszernym studium zatytułowanym wprost „Paranoja polityczna”. Co więcej, jak badacze ci zaznaczają, polityka jest taką dziedziną ludzkiej aktywności, która szczególnie przyciąga osoby o zaburzeniach mentalnych.

Reklama

Choć paranoiczna postawa przejawia się w wielu dziedzinach ludzkiej działalności, najwyraźniej daje się dostrzec w niespokojnym świecie polityki, jako że należy do jego nieodłącznych cech (s. 14). Dzieje się tak, gdyż paranoja, najbardziej interpersonalna z chorób psychicznych, jest również najbardziej polityczną w szerokim tego słowa znaczeniu: dotyczy stosunków władzy. Paranoicy potrzebują przecież wrogów, a gdzie można ich znaleźć więcej niż w świecie polityki? (R&P, s. 30). Dlatego świat polityki to środowisko, które z nieodpartą siłą przyciąga jednostki i grupy o cechach paranoicznych (R&P, s. 31).

Z tego powodu można uznać, że termin „paranoja” należy nie tylko do języka psychiatrii, ale także do aparatu pojęciowego nauk społecznych i politycznych (KK 2010B, s. 148) Co więcej, jest to zjawisko mierzalne przy pomocy specjalnej skali (Skala Paranoi Politycznej) (KK 2010B, s. 149 i n.).

Przejawami paranoi politycznej w Polsce zajmują się rodzimi badacze, na czele z Krzysztofem Korzeniowskim, lecz analizują oni to zjawisko w wymiarze społecznym i statystycznym, a nie jednostkowym.

Może to wynikać także – czy przede wszystkim – z tego, że najwyższe gremia przywódcze partii politycznych nie są skłonne pozwolić badać się i opisywać psychologom społecznym (KK 2010A, s. 45).

Biorąc jednak pod uwagę ustalenia ogólnoteoretyczne i studia przypadków przeprowadzone przez Robinsa i Posta oraz rozpoznanie sytuacji w Polsce dokonane przez Korzeniowskiego i innych badaczy, można się pokusić o analizę pewnego konkretnego, jednostkowego przypadku polskiego, umieszczając go wszakże w szerszym kontekście.

Ucieczka w świat urojony

Opór przeciwko psychiatryzacji funkcjonariuszy i postaci publicznych wynika nie tylko z obawy nadużycia takich analiz czy manipulowania nimi dla partykularnych celów politycznych czy propagandowych, ale także z niedostrzegania lub niezrozumienia specyfiki tego zaburzenia, jakim jest paranoja, a przejawiającej się w skutecznym ukrywaniu za pozorami normalności.

Typową cechą tego zaburzenia jest dobrze zorganizowany system urojeń, przy czym pod innymi względami świadomość pozostaje niezakłócona, odmiennie niż w innych chorobach psychicznych. Paranoik jest zupełnie normalny, jeśli nie liczyć urojeń o otaczającym go zewsząd spisku i zagrożeniu. Często bywają dobrze zamaskowane, ale mogą zdominować każdą chwilę życia paranoika (R&P, s. 13).

Ale o wiele bardziej niebezpieczna jest sytuacja, gdy urojenia mają postać pograniczną, a co za tym idzie, trudno w nich rozpoznać wytwór szaleństwa. U większości polityków-paranoików urojenie polega na wyolbrzymieniu i wypaczeniu prawdziwych zdarzeń i racjonalnych przekonań, nie jest zaś czysto psychotyczną inwencją (R&P, s. 32).

Zgodnie z wykładnią psychiatryczną, paranoja nie osłabia zdolności intelektualnych. Można powiedzieć, że u politycznego paranoika intelekt służy umacnianiu paranoicznego myślenia, umysłu używa się do uzasadniania przyjętej z góry wizji, a to, co nie jest z nią zgodne, zostaje odrzucone lub przeinaczone (KK 2010A, s. 32).

Umysł paranoika, według analiz R&P, charakteryzuje siedem cech: podejrzliwość, ksobność, mania wielkości, wrogość, lęk przed utratą niezależności, projekcja, myślenie urojeniowe. Łatwo odnajdziemy je u analizowanej tu postaci politycznego przywódcy.

Impulsem do wzmożenia paranoicznego sposobu postrzegania świata może być traumatyczne doświadczenie. Paranoik przeważnie więc skutecznie się broni przed rozpaczą i pustką. Paranoja to obrona przed depresją i stratą (R&P, s. 106). Strata najbliższej osoby to zawsze trauma. Ale tym większa, jeśli jest się samotnym, nie ma własnej rodziny, jest się natomiast jednym z bliźniaków, który ginie tragicznie. A do tego dochodzi śmierć matki, jedynej ukochanej i kochającej osoby, jaką się posiadało. Rozpacz i pustka w takiej sytuacji muszą być dojmujące.

Rzeczywiście, analiza uczuć targających tym człowiekiem może się wydać nietaktem, naruszającym intymną sferę przeżyć. Trudno jednak bez jej przynajmniej zasygnalizowania zrozumieć jego poczynania. Tym bardziej, że jedną ze szczególnych właściwości myślenia spiskowego, będącego emblematycznym przejawem paranoi politycznej, jest to, iż pojawia się ono bardzo szybko po ważnych awersyjnych wydarzeniach i jednocześnie jest bardzo odporne na wygaszanie, szczególnie przy użyciu perswazji (KK 2102, s, 547). Inaczej mówiąc, argumenty nie są w stanie go osłabić.

Pogrążanie się w paranoi jest formą ucieczki od świata sprawiającego przykrości. Paranoik chroni się przed niemożliwą do zniesienia rzeczywistością, konstruując rzeczywistość zastępczą. Jest ona pocieszeniem dla zranionego ego. Potrzeba podtrzymania pozytywnego wyobrażenia o sobie wyjaśnia, dlaczego tak kurczowo trzyma się przekonania, że jest obiektem spisku. Choć można by się spodziewać, że z ulgą przyjmie wiadomość o nieistnieniu spisku, w rzeczywistości będzie zdruzgotany. Pozbawiłoby go to poczucia własnej ważności. Lepiej być prześladowanym niż ignorowanym (R&P, s. 27).

Nieskuteczna będzie wówczas żadna perswazja o nieistnieniu spisku („układu”) i o braku dowodów na sprzysiężenie wrogich sił. Zgodnie ze schematem interpretacyjnym stosowanym nagminnie przez omawianego tu polityka (do tego stopnia, że stał się on niemal jego rozpoznawczym znakiem firmowym), jeśli nie ma dowodów istnienia spisku czy układu, świadczy to o przebiegłości spiskowców, umiejętnie je usuwających, a zatem o szczególnie niebezpiecznym charakterze tego spisku czy układu;

brak potwierdzenia zmowy jest zatem najlepszym potwierdzeniem jej istnienia.

Geniusz, jego wrogowie i projekcje

Paranoik nie jest jednak irracjonalny, jego styl myślenia robi wrażenie przenikliwego, bo sięgającego w głąb zjawisk, a zwłaszcza ich przyczyn, ukrytych lub skrywanych przed mniej dociekliwymi i bystrymi obserwatorami. Świat paranoika jest w pełni racjonalny i wytłumaczalny, czyli zrozumiały, dlatego taki pociągający dla innych.

W świecie pełnym niepewności paranoiczny przywódca proponuje pewność. Uporządkowany świat, jaki paranoik tworzy w swej fantazji, jest o wiele bardziej spójny od świata realnego. Nie zdarza się nic, co nie miałoby umyślnej przyczyny (R&P, s. 56).

Jest to odzwierciedlenie naiwnej – i przez to łatwo podchwytywanej – teorii rzeczywistości społeczno-politycznej, zgodnie z którą człowiek wierzący w nią uważa, że wydarzenia ważne z jakichś powodów są wynikiem uknutych w konspiracji tajemnych porozumień czy decyzji podejmowanych w sposób co najmniej niejawny (KK 2012, s. 547).

Jest to więc paranoiczna wersja determinizmu, zgodnie z którą wszystko ma przyczynę, ale ukrytą.

Wszystko jest wynikiem skrupulatnie przygotowanych planów i celowego działania „tajnych sił”. Przypadki i tzw. sploty okoliczności nie istnieją albo nie odgrywają żadnej istotnej roli. Nie ma tu miejsca na przypadkowe ludzkie słabości albo niegodziwości. Mogą one jedynie skrywać celowe działanie wrogiego „układu” (KK 2010A, s. 31).

Ani usunięcie obu braci z kancelarii Lecha Wałęsy, ani odwołanie rządu Jana Olszewskiego, ani fiasko koalicji PiS-LPR-Samoobrona, ani śmierć brata-prezydenta w katastrofie lotniczej, podobnie jak wiele innych i pomniejszych zdarzeń ostatnich 30 lat nie było zatem skutkiem zbiegu niekorzystnych, fatalnych i nieprzewidywalnych okoliczności, ani rezultatem błędów, pomyłek i głupstw popełnionych przez dwóch braci-bliźniaków i ludzi z ich otoczenia, lecz wynikiem zaplanowanej działalności zorganizowanych grup i środowisk, prowadzących skoordynowane ataki na polskość, suwerenność, niepodległość, narodową integralność, historyczną prawdę oraz ich obrońców, na czele których stał kiedyś on wraz z bratem, a teraz sam.

Ten sposób interpretacji świata utrwala wyobrażenie paranoika o sobie samym jako szczególnie przenikliwym, co umacnia go w poczuciu własnej wyjątkowości i wielkości. Jedną z cech osób o skłonnościach do paranoi politycznej jest wyższy poziom samoakceptacji, oparty na poczuciu dumy z przenikliwości dokonywanego i posiadanego wglądu w skryte i potajemne mechanizmy rządzące polityką.

Aroganckie przekonanie o własnej wielkości pozostaje w bliskim związku z wiarą paranoika, iż jest on centralnym obiektem zainteresowania. Jest pewien swoich racji, nie dopuszcza żadnej różnicy zdań. Zna całą prawdę i żywi swego rodzaju pogardę dla głupców, którzy mają odmienne zdanie. Arogancka postawa paranoika jest powodem nieustannych kłopotów w stosunkach z innymi ludźmi (R&P, s. 21).

Ponieważ zna prawdę (o katastrofie – czyli zamachu – w Smoleńsku, agencie „Bolku”, rosyjsko-niemieckim kondominium, zmowie łże-elit III Rzeczypospolitej, perfidii „układu” itd.), więc wszystkich niepodzielających jego przekonań ma nie tylko za głupców, ale i szkodników.

Nie mają oni oczywiście wstępu do jego otoczenia, a każdy, kto się w nim znajdzie, musi je podzielać bez zastrzeżeń.

Konflikty z głupcami odrzucającymi jego wizje i interpretacje umacniają go w przekonaniu o słuszności tychże, a perypetie doznawane w toku zmagań o ich przeforsowanie uważa za osobistą krzywdę, siebie więc za permanentnie krzywdzonego.

Nieustannie pała gniewem z powodu niesprawiedliwości, jakich doznał w tym pełnym zagrożeń świecie. Wszędzie naokoło wyczuwa wrogość, przekonany, że otaczają go ludzie zdecydowani, by go dopaść. Przeciwstawia się wyimaginowanym wrogom i wywołując wilka z lasu, prowokuje wrogie reakcje, co tylko utwierdza go w przekonaniu (R&P, s. 22).

Walcząc z realnymi i wyimaginowanymi wrogami nasz bohater skonfliktowuje się z całym światem zewnętrznym, od krajowej opozycji, przez niezależne instytucje, takie jak sądy krajowe i zagraniczne, Komisja Wenecka czy Komisja Europejska, a na przywódcach politycznych rangi Angeli Merkel i Emmanuela Macrona kończąc. Ich krytyczne uwagi, napominania i pouczenia utwierdzają go w przekonaniu o wszechobejmującym sprzysiężeniu przeciw niemu i jego politycznemu obozowi, a więc umacnia w pewności, że swoją aktywnością rzeczywiście naruszył mnóstwo interesów oraz naraził się wielu reprezentującym je osobom i grupom, co tym silniej motywuje go do jej kontynuowania, co skonfliktowuje go z kolejnymi grupami i środowiskami, co tym bardziej umacnia…

Wydobycie się z tego błędnego koła wywoływania konfliktów i wikłania w walkę z kolejnymi w ten sposób wykreowanymi wrogami jest niemożliwe, bo oznaczałoby rezygnację, a ta kapitulację.

Bowiem paranoicy nie mają przeciwników, rywali czy oponentów, tylko wrogów, tych zaś nie wystarczy zwyczajnie pokonać, a już na pewno nie można się z nimi wdawać w kompromisy czy ich pozyskiwać. Wrogów się niszczy (R&P, s. 15). Elementem konstytutywnym polityki jest rywalizacja o władzę, rywale w wyścigu do władzy stanowią niezbędną część życia politycznego, ale zdrowy psychicznie aktor sceny politycznej widzi w nich konkurentów. Dla paranoika natomiast są bezwzględnymi wrogami, których trzeba zniszczyć, inaczej zniszczą jego (R&P, s. 37).

Nie musi chodzić o unicestwienie fizyczne – a w każdym razie nie tylko czy nie przede wszystkim o nie (choć pojawiły się na zapleczu prezesa postulaty przywrócenia kary śmierci dla osądzenia zbrodni Tuska i innych zdrajców, a czołowy poeta „dobrej zmiany” opiewa wieszanie i uświęcanie we krwi). To musi być zdelegitymizowanie, następnie zdezawuowanie, a wreszcie zdyskwalifikowanie w sferze symbolicznej.

Przy czym chodzi tu o zgeneralizowane, uogólnione wyobrażenie wroga, albowiem jedną z cech myślenia paranoicznego jest posługiwanie się tzw. stereotypem duszy grupowej, czyli traktowanie zbiorowości wrogów jako jednego zuniwersalizowanego wroga, postrzeganego jako samodzielny i wszechobecny byt intencjonalny (działający intencjonalnie). Sprzyja temu tzw. efekt jednorodności, czyli skłonność do postrzegania grupy obcej jako bardziej jednolitej niż własna. Wrogowie są tacy sami, bo jednakowo źli.

Posiadanie i zwalczanie wrogów jest immanentną cechą postawy paranoicznej, bowiem ona sama wyraża się we wrogości wobec innych.

Pierwszą cechą, jaka rzuca się w oczy nawet przy przypadkowym zetknięciu z paranoikiem, jest nie tyle jego przekonanie o spisku czy arogancja, ile generalnie wrogie nastawienie do świata. Paranoik jest wojowniczy i łatwo się irytuje, nie ma poczucia humoru, jest niezwykle wrażliwy na oznaki lekceważenia, kłótliwy, spięty, nastawiony obronnie. Elementem tej obronnej postawy jest nieustanna gotowość do ataku (R&P, s. 21-22). Wymienione w tej diagnozie cechy to dokładna charakterystyka omawianej tu postaci.

Wrogość wobec otoczenia i skonfliktowanie z nim jest źródłem problemów, które paranoik postrzega jako wywoływane przez innych. To mechanizm zwany projekcją. O ile podejrzliwość jest oznaką paranoi, o tyle projekcja stanowi jej podstawowy mechanizm (R&P, s. 23). Polega na przypisywaniu innym intencji, którymi kieruje się samemu (choć nie przyznając się do tego nawet przed sobą samym).

W polityce dotyczy to władzy, zatem polityczny paranoik przypisuje innym (wrogom) żądzę władzy – jej zdobycia lub utrzymania (stąd oskarżenia o „wrzask odrywanych od koryta”, pomawianie protestujących jako „ludzi poprzedniej władzy” niezdolnych do pogodzenia się z jej utratą, przedstawianie jako tych, „którzy utracili przywileje” i chcą je odzyskać itp.). Musi zdobyć lub utrzymać władzę (a więc pożądać jej), aby nie dopuścić do jej zdobycia czy utrzymania przez tych, którzy jej – w jego wyobrażeniu – pożądają.

Myśleniu takiemu sprzyja tzw. błąd atrybucji, polegający na przypisywaniu innym wewnętrznych motywacji i inspiracji zachowań negatywnych („tacy są z natury”), a sobie – zewnętrznych („my tylko reagujemy na sytuację wytworzoną przez innych”).

Tworzony przez paranoika obraz wroga bywa często projekcją jego własnych uczuć, zwierciadlanym odbiciem jego samego. W wyobrażeniu paranoika jego działania są narzucone przez wroga. Jeśli wróg zwodzi i oszukuje za pomocą słowa pisanego, paranoik użyje przeciw niemu szczegółowej i wyszukanej akademickiej pseudowiedzy. Spisek trzeba będzie zwalczać za pomocą spisku, organizacje za pomocą organizacji. Motywacje, lęki, niepokoje i pragnienia paranoika zostaną przypisane widmowym oponentom. Relacja z wrogiem bierze więc początek w fantazji i eksternalizacji, ale jeśli sprowokowany przeciwnik zareaguje, fantazja przybiera postać rzeczywistości (R&P, s. 123).

Akademicka pseudowiedza uruchamiana na usługi analizowanego tu paranoika to szczególnie spektakularny przejaw jego przypadłości. W pierwszej kolejności chodzi o członków zespołu parlamentarnego powołanego dla uzasadnienia teorii spisku stojącego u źródeł katastrofy (czyli zamachu) pod Smoleńskiem, największej obsesji tego człowieka.

Największym wyzwaniem zaś są słowa spisane w formie raportu komisji Millera, któremu trzeba zatem przeciwstawić własną komisję (ówże zespół) i własny raport, czyli słowo pisane. W zespole tym znaleźli się ludzie posiadający mniej lub bardziej wysoki i formalny cenzus akademicki i naukowy, legitymujący się stosownymi tytułami, przede wszystkim z zakresu nauk ścisłych i technicznych, co szczególnie podnosiło ich rangę i miało robić wrażenie na postronnych. Nie wszyscy z nich mieli wprawdzie kiedykolwiek do czynienia z analizami wypadków lotniczych czy awiotechniką, ale to nie umniejsza ich autorytetu w oczach sympatyków i wyznawców.

Nie ma takiej bredni, jakiej nie byłby gotów potwierdzić i uzasadnić któryś z członków tego zespołu.

Nie ma takiego absurdu, który nie byłby brany przez nich pod uwagę jako hipoteza badawcza (bomba helowa, sztuczna mgła, kilkukrotne wybuchy na pokładzie…). Nie ma takiego metodologicznego idiotyzmu, jaki byłby przez nich wykluczony z prowadzonych „badań” (zgniatanie puszki po napojach, doprowadzanie parówek do pękania pod wpływem ciśnienia, ustne symulowanie dźwięku rzekomego wybuchu, zderzanie samolotu z brzozą przymocowaną do pędzącego samochodu…).

Nienawiść w imię prawdy

Ale akademicka pseudowiedza jest uruchamiana przez naszego paranoika lub na usługi jego i jego popleczników także w innych dziedzinach.

To rozmaite hipotezy i teorie historyczne mające zdjąć z Polaków odpowiedzialność za zbrodnie popełnione na Żydach w Jedwabnem, Kielcach i innych miejscach. To narracje kreujące taki przebieg strajków sierpniowych oraz powstania i rozwoju „Solidarności”, w których to Lech Kaczyński staje się postacią pierwszoplanową. To ekspertyzy prawnicze dowodzące, że zwykłe ustawy mają pierwszeństwo przed ustawą zasadniczą, a wola rządzącej większości przed orzeczeniami sądowymi. To doktryny ekologiczne i ekspertyzy dendrologiczne uzasadniające wycinkę Puszczy Białowieskiej. To wywody o wyższości naprotechnologii nad zapłodnieniem in vitro.

Złote czasy nastały dla wyznawców rozmaitych doktryn, teorii i hipotez dotychczas wyśmiewanych i lekceważonych w środowiskach naukowych. Usłużni naukowcy, także znani niegdyś z wartościowego dorobku i dokonań, podsuwają naszemu bohaterowi i jego propagandystom najrozmaitsze interpretacje, nierzadko z kręgu mitów i legend miejskich.

Wierzy on zatem, że Niemcy kierują do Polski gorsze produkty chemii gospodarczej niż na własny rynek, imigranci roznoszą pasożyty i pierwotniaki, Tusk był (a może i jest?) w zmowie z Putinem, tenże Putin z Merkel (kondominium niemiecko-rosyjskie), na pokładzie tupolewa doszło do serii wybuchów itd., itp.

Pewność posiadania prawdy, ugruntowana przez odwołania do naukowej pseudowiedzy (traktowanej oczywiście jako wiedza pewna) jest pociągająca. Absolutna pewność, z jaką paranoiczny przywódca roztacza wokół zeksternalizowaną nienawiść, przyciąga zwolenników, którzy utracili punkty oparcia. To przekonanie o słuszności ma zasadnicze znaczenie dla samooceny i psychicznej integralności. Przyznanie się do błędu byłoby odkryciem osobistej ułomności i stanowiłoby cios dla i tak kruchej samooceny paranoika. Wyłom w niezłomnych przekonaniach paranoicznego przywódcy rozluźniłby więź między nim a jego zwolennikami. To posiadanie monopolu na prawdę umożliwia paranoicznemu przywódcy zebranie wokół siebie niezadowolonych, gniewnych jednostek, podburzenie ich siłą swojej retoryki i skoncentrowanie ich agresywnej energii na zewnętrznym wrogu. Rozproszone jednostki stają się w ten sposób potężnym ruchem społecznym (R&P, s. 124).

Kult otaczający analizowanego przez nas przywódcę przez jego wielbicieli i wyznawców jest bezkrytyczny i niepodatny na jakiekolwiek wątpliwości. Jest przedstawiany jako geniusz, strateg, zbawiciel i człowiek bez skazy, wolny od jakichkolwiek ułomności, od których niewolny jest żaden normalny człowiek. Prawda i dobro są całkowicie po jego stronie, o czym on sam zapewniał nieraz.

Jest bez wątpienia postacią charyzmatyczną. To ta charyzma pozwoliła mu stać się reprezentantem wszystkich niezadowolonych, sfrustrowanych, rozczarowanych, zagniewanych rodaków.

Zgromadził ich, zjednoczył, skonsolidował i uczynił „potężnym ruchem społecznym”, bo wskazał (cóż, że urojonych – w paranoi to nie problem) winowajców ich krzywdy, przeciw którym skierował ich gniew, obiecując zadośćuczynienie i pomstę.

Przekształcenie rozproszonych jednostek, hodujących osobno swoje indywidualne frustracje, w masowy ruch społeczny, konsolidowany zbiorową nienawiścią do wrogów, to wielkie dokonanie. Utwierdzając ich w poczuciu wspólnoty, podsyca tę ich nienawiść, która staje się pod jego wpływem główną siłą napędową i sprawczą kierowanego przezeń obozu politycznego i tworzącego jego zaplecze ruchu społecznego. Od internetowych hejterów, przez kibolskich bandytów, do nacjonalistycznych bojówkarzy, wciągnął w orbitę swojego oddziaływania i wprzągł w realizację swoich celów rozmaite środowiska, upoważniając je do wyładowywania nienawiści przez agresję (wobec KODziarzy, obcych etnicznie i wyznaniowo, nieheteronormatywnych, kosmopolitów, ateistów etc.).

Książka Robinsa i Posta, będąca podstawą do przeprowadzanych tu analiz przywołanego przypadku, ma podtytuł „Psychologia nienawiści”. Nienawiść jest bowiem ściśle związana z polityczną paranoją, jest jej istotnym komponentem, ale też formą przejawiania, zarówno w mowie („mowa nienawiści”), jak i uczynkach (napaści, pobicia, agresja wobec obcych, innych, odmiennych…).

Ja, my oni

Uczestnictwo w masowym ruchu społecznym, kierowanym przez charyzmatycznego przywódcę, konsolidowanym silnymi emocjami, zwróconymi przeciw licznym wrogom, a uzasadnianymi pseudonaukowymi argumentami o ich zmowie, nie dla wszystkich jest oczywiste i łatwe.

Ucieczka od samego siebie i włączenie się w wielki ruch wymaga samooszukiwania. Przywódca to ułatwia, przedstawiając teraźniejszość w jak najciemniejszych barwach i obiecując świetlaną przyszłość. Nadaje ruchowi wymiar quasi-religijny, przystąpienie doń i udanie się na wojnę staje się więc świętą sprawą. Uczestników ogarnia religijny zapał, z którego wynika samopoświęcenie. Potężną motywacją dla niezadowolonych dusz przyłączających się do ruchu jest nędza teraźniejszości i wspaniałe perspektywy (R&P, s. 130).

Istotną cechą paranoi politycznej jest negatywizm.

Osoby myślące o polityce w sposób paranoiczny negatywnie oceniają świat społeczny i świat polityki, własną sytuację i własne szanse, mają pretensje do świata i innych ludzi (KK 2012, s. 564). Stan teraźniejszy (tzn. w momencie składania obietnic) to „Polska w ruinie”. Chodzi zarówno o rzekomą nędzę materialną, jak i moralną. Degrengolada jest (była) totalna, wymaga wiec totalnych zmian. Nic nie może zostać po staremu, bo wszystko było zdegenerowane. Zatem wszystko trzeba poddać destrukcji, aby wszystko uległo zmianie („dobrej zmianie”). Dzięki temu „Polska wstanie (wstaje) z kolan”, wszystko się odradza, nabiera nowego życia i blasku. Przyszłość pozostaje świetlana, bo kierunek wytyczony przez przywódcę jest słuszny.

Paranoiczne myślenie znosi wszelkie wątpliwości i daje niezłomną pewność w słuszności swoich racji i interpretacji. Pewność ta potrafi graniczyć z fanatyzmem. Osoba paranoiczna politycznie niesiona poczuciem misji, działa w imię wyższych celów, co daje jej poczucie „wyższego” sensu życia (KK 2012, s. 564).

Ale przeszkody i zagrożenia nie znikły, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Tak jak nieodłączną cechą paranoika jest podejrzliwość, tak głównym rysem fanatycznego ruchu jest nieufność w stosunku do obcych. Wątpienie i wątpiący zagrażają oddaniu sprawie, które wymaga bezkrytycznej lojalności wobec ruchu i jego przywódcy. W ramach grupy wymaga się więc jednakowego myślenia. Wątpienie świadczy o tym, że ktoś mógłby wyjść poza grupę i ją oceniać; zdolność do wątpienia w dogmat zakłada pewność siebie. W fanatycznych ruchach nie ma miejsca dla dociekliwych, pewnych siebie jednostek, wątpienie jest bowiem wrogiem ślepego zaangażowania. Jeśli [taka] grupa jest silna, to siłą sztywną, która nie dopuszcza żadnych pytań ani wyzwań – stąd podejrzliwość jaka panuje na granicy między grupą a światem zewnętrznym (R&P, s. 132).

Granica ta musi więc być uwyraźniona przez ostre, dychotomiczne oddzielenie obywateli pierwszego i drugiego sortu, przyjaciół i wrogów, patriotów i renegatów…

Deprecjacja jednych (wrogów) idzie w parze z idealizacją drugich (swoich). W warunkach stresu ja i obiekty, z którymi się ono identyfikuje (jak grupa etniczna czy partia polityczna), ulegają idealizacji. Inne obiekty (na przykład historyczni adwersarze naszej grupy etnicznej lub partii) są postrzegane jako niebezpieczni prześladowcy i ulegają demonizacji (R&P, s. 121). Służy temu kreowanie własnej tożsamości w oparciu o historię i tradycję, znane i propagowane jako polityka historyczna. Nasza przeszłość jest wzniosła i szlachetna, nasi wrogowie są dziedzicami podłości i zdrady. „My stoimy tam, gdzie kiedyś, oni tam, gdzie stało ZOMO”.

Przy czym w tym przypadku partia polityczna zostaje utożsamiona z grupą etniczną, prawdziwi Polacy są przez nią reprezentowani i z nią utożsamiani. Zwolennicy innych partii politycznych nie mają prawa do utożsamienia z tą grupą etniczną, jej historią i tradycją (polskością). Należą do „drugiego sortu”. Np. działaczom KOD nie wolno oddać hołdu „Ince” i „Zagończykowi”, nie mają prawa do utożsamienia się z tą częścią polskiej tradycji.

To jeśli chodzi o wrogów wewnętrznych, krajowych. Wrogowie zewnętrzni to przede wszystkim Niemcy, będący bezpośrednimi spadkobiercami Prus i III Rzeszy, czyli zaborców i okupantów, ze stale obecnym w ich mentalności syndromem narodu panów, dybiącego na naszą suwerenność. Ale ufać nie można nikomu, wróg czai się wszędzie, Ukraińcy to spadkobiercy i kontynuatorzy banderowców, Szwedzi to niebezpieczni idioci szerzący „multi-kulti”, Francuzi i reszta Europy to potomkowie tych, którzy nas zdradzili w 1939 r. A już zwłaszcza imigranci spoza Europy to prawdziwe zagrożenie, szerzące nie tylko zbrodniczą ideologię islamizmu, lecz także rozsiewające groźne „pasożyty i pierwotniaki”.

Lęk, przestrach, obawa przed innymi i w rezultacie całym otoczeniem zewnętrznym stymuluje postawy i nastawienia paranoiczne.

Przestraszony przywódca polityczny przyswaja sobie paranoiczną postawę, żeby przetrwać. Izoluje się i nie jest już w stanie stworzyć sojuszów opartych na zaufaniu (R&P s. 15). Samoizolacja i nieufność są newralgicznymi cechami osobowości naszego przywódcy.

Zarażeni paranoją

Paranoja polityczna, podobnie jak każde zjawisko o charakterze politycznym, nie jest jedynie osobistą sprawą i indywidualną przypadłością, jak w przypadkach paranoi czy zaburzeń innego rodzaju. Jako polityczna staje się publiczną, oddziałując na stosunki społeczne i kształtuje je. Przyciąga ludzi o podobnych skłonnościach, tworzy z nich krąg wzajemnego wtajemniczenia, wsparcia i współdziałania („zakon PC”, „sekta smoleńska”).

Przynależność do organizacji skupiających ludzi, którzy podobnie myślą, opowiadają się po stronie aniołów i wspólnie zwalczają złych, obcych spiskowców, jest źródłem otuchy, bez względu na to, czy dana organizacja to związek zawodowy będący w konflikcie z dyrekcją czy naród prowadzący wojnę. To właściwa człowiekowi – zwłaszcza w momentach stresu – skłonność do przybierania paranoicznej postawy, gdy jest się uwikłanym w organizację społeczną, nasila się jeszcze, kiedy na czele takiej organizacji stoi paranoiczny przywódca i kształtuje ją zgodnie z własnymi patologicznymi przekonaniami (R&P, s. 116).

Ale każdy, kto znalazł się z jakichkolwiek powodów i motywów w bliskim otoczeniu takiego paranoicznego lidera, przejmuje jego styl myślowy i typ mentalny.

Ludzie znani niegdyś z rozsądnych, umiarkowanych czy przynajmniej dyskutowalnych poglądów, wszedłszy w krąg bezpośredniego oddziaływania paranoicznego przywódcy zaczęli powtarzać jego najbardziej absurdalne tezy i frazesy, forsować i uwierzytelniać jego obraz rzeczywistości, uzasadniać jego najbardziej kuriozalne i destrukcyjne poczynania.

Ludzie mogą „zarażać się” myśleniem paranoicznym, gdyż jest to przypadłość przybierająca postać tzw. paranoi indukowanej (indukowanego zaburzenia urojeniowego), zwanej inaczej udzieloną (obłędem udzielonym) – udziela się ona osobom bliskim paranoikowi, tkwiącym w jego otoczeniu (KK 2012, s. 549).

Podatność na taką indukcję (i będącą jej rezultatem paranoję ukrytą) wzrasta wraz z emocjonalnym utożsamieniem z osobą indukującą oraz zamknięciem na argumenty z zewnątrz, informacje pochodzące z innych źródeł i konfrontację z nimi. Skala owego indukowania, zasięg udzielania się paranoi politycznej, są uzależnione także od podatności otoczenia, a zatem paranoicznych skłonności występujących w społeczeństwie. W przypadku społeczeństwa polskiego są one silne i nasilają się (KK 2010A, s. 97-99; KK 2012;). Najsilniejsze wykryto w elektoracie PiS (badanie CBOS z 2015).

Negatywizm postaw paranoicznych w polskim społeczeństwie przejawia się generalnym odrzuceniem III RP. Mimo deklaratywnej afirmacji systemu demokratycznego silne są problemy z jego rozumieniem i definiowaniem.

Osobom paranoicznym politycznie bliskie jest identyfikowanie się z państwem opiekuńczym i wyznaniowym, izolacjonizmem, restrykcyjnością i solidaryzmem („Polska solidarna”). Okazuje się zatem, że głosząc aprobatę demokracji rozumieją ją w sposób rozmijający się z jej istotą. Nic dziwnego, że mamy w Polsce do czynienia z ruchem politycznym, który pod hasłem wzmacniania demokracji niszczy jej konstytutywne aspekty.

Zatem paranoja polityczna jest systemem mentalności społeczno-politycznej bezpośrednio i pośrednio podważającym legitymizację panującego demokratycznego systemu społeczno-politycznego. Podważanie bezpośrednie to przypisywanie dominującej roli spiskom politycznym, konspiracjonizm stanowiący oś paranoi politycznej oraz odmawianie realnej roli instytucjom i procedurom demokratycznym. Rzecz też nie w tym, że osoby paranoiczne politycznie otwarcie deklarują wrogość wobec demokracji. Przypomnijmy, że przede wszystkim nie przyjmują jej one zgodnie z definicją słownikową. Dla nich demokracja to państwo wyznaniowe i opiekuńcze. Jak zasugerowano powyżej, mogą one deklarować poparcie dla hasła demokracja, ale faktycznie będą zabiegać o system polityczny zgoła niedemokratyczny (KK 2012, s. 563).

Z tym mamy obecnie do czynienia w Polsce – podważaniem konstytutywnych elementów systemu demokratycznego przy deklaratywnym powoływaniu się nań.

W pewnych aspektach rozumienie demokracji przez wielu Polaków zbliżone jest raczej do definicyjnych cech faszyzmu, a nawet narodowego socjalizmu (KK 2010A, s. 164, 165).

Świat urojony, świat realny

Badania wykazują, że osoby skłonne do paranoi politycznej relatywnie gorzej oceniają sytuację i perspektywy państwa, czują się bardziej sfrustrowane, przeżywają obniżony nastrój, są bardziej anomiczne, czują się silniej wyalienowane politycznie, są bardziej autorytarne, żywią silniejsze przekonania antysemickie, są bardziej ksenofobiczne, skłonne przypisywać obywatelom innych państw (Niemiec, USA, Izraela, Rosji) nieczystych i niejawnych intencji, przekonane o groźbie zawładnięcia przez obcych polską gospodarką (KK 2010, s. 155).

Ich poglądy jawią się dość ponuro: jeśli nie roszczenia – to zakazy. Można je streścić następująco. Kwestie ekonomiczne powinny być rozwiązane zgodnie z duchem państwa opiekuńczego. Należy – w zasadzie za wszelką cenę – dotować rolnictwo, zapewnić świadczenia społeczne, zwalczać bezrobocie, utrzymać państwową własność przedsiębiorstw. Wskazana jest także polityczna i ekonomiczna izolacja na arenie międzynarodowej. Należy strzec się NATO, Unii Europejskiej i tzw. obcego kapitału. Zalecana jest daleko posunięta restrykcyjność wobec przestępców, aborcji i dawnej nomenklatury. Jedyny akcent, w szczególny sposób, pozytywny to zgoda na przyznanie Kościołowi katolickiemu znacznego wpływu na sprawy państwa i jego politykę (KK 2010A, s. 169).

Zwiększoną podatność na myślenie paranoiczne wykazują osoby starsze, słabiej wykształcone, zajmujące niższe pozycje społeczno-zawodowe, osiągające niższe dochody, mające gorzej wykształconych ojców, mieszkające w mniejszych miejscowościach, deklarujące się jako wierzące lub głęboko wierzące i częściej uczestniczące w praktykach religijnych (KK 2010A, s. 127).

To niemal dokładna charakterystyka elektoratu partii, która objęła w Polsce rządy.

Na takim zapleczu społecznym opiera się władza sprawowana przez jej lidera, reprezentującego te środowiska i w ich imieniu realizującego swoją misję, wyznaczoną paranoicznym myśleniem o polityce. Ten polityczny paranoik jest niezmordowanym orędownikiem swoich racji. Wie, po co żyje i ma wystarczające zasoby energetyczne, by sprostać swojej misji. Jest to osoba heroiczna i świadoma swojego heroizmu (KK 2012, s. 564).

Heroizm ten wynika z potęgi sił, którym musi stawić czoła i je pokonać. To, że w istocie są one urojone, to istota paranoi politycznej. Motywacje oparte na urojeniach pobudzają jednak do realnych działań. Poczynania żyjącego w świecie urojeń politycznego paranoika mają – niestety – skutki w świecie całkiem realnym. Tym dotkliwsze, im silniejsza jego realna – choć niekoniecznie formalna – władza.

Janusz A. Majcherek
Autor jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego

W opracowaniu wykorzystano następujące pozycje:
Robert S. Robins i Jerrold M. Post, „Paranoja polityczna. Psychologia
nienawiści”, Książka i Wiedza 2007 (cytowana jako R&B)
Krzysztof Korzeniowski, „Polska paranoja polityczna. Źródła, mechanizmy
i konsekwencje spiskowego myślenia o polityce”, PAN 2010 (jako KK 2010)
K. Korzeniowski „Paranoja polityczna. Charakterystyka zjawiska i metody
jego pomiaru”, „Przegląd Psychologiczny” 2/2010 (KK 2010B)
K. Korzeniowski, „Paranoja polityczna jako rys społeczno-politycznej
mentalności Polaków”, „Studia Ekonomiczne” 4/2012 (KK 2012)


Zdjęcie główne: Plakaty wyborcze Jarosława Kaczyńskiego z 2010 roku, Fot. Flickr/marcin ejsmont, licencja Creative Commons

Reklama