Reklama

Z ministrem Radziwiłłem mam wrażenie, że doszliśmy do pewnego impasu. Mamy nadzieję, że nowy minister łatwiej porozumie się z premierem i całym obozem – mówi nam Jakub Kosikowski, rzecznik Porozumienia Rezydentów OZZL. Pytamy też o sytuację w szpitalach po masowym wypowiadaniu klauzuli opt-out i szanse na prawdziwą reformę ochrony zdrowia. – Skoro zreformowane zostały szkoły, mamy programy socjalne, autostrady, to nielogiczne by było, gdyby zabrakło pieniędzy na tak ważną dla wszystkich sprawę, jak zdrowie – mówi nasz rozmówca. I dodaje: – Nie każdy zdaje sobie sprawę, że w szpitalach brakuje naprawdę wszystkiego, nawet papieru, żeby wydrukować wypis. I nie mówię tu lokalnych małych szpitalach, ale o wielkich wojewódzkich molochach. Proszę zobaczyć. jak wyglądają posiłki szpitalne. Brakuje po prostu na wszystko.

JUSTYNA KOĆ: Ciężko było porozumieć się rezydentom z ministrem Konstantym Radziwiłłem. Czy z nowym ministrem zdrowia, Łukaszem Szumowskim, będzie łatwiej o porozumienie?

JAKUB KOSIKOWSKI: Minister Radziwiłł inaczej niż my patrzył na nasze problemy, niektóre bagatelizował, natomiast inne sprawy, dla nas poboczne, uważał za newralgiczne. Nie zależało nam jednak na dymisji ministra Radziwiłła, bo poświęciliśmy 2,5 roku na dialog, a to szmat czasu. Zdajemy też sobie sprawę, że to nie była jego wina, że nie mógł zagwarantować nam większych nakładów na zdrowie, mamy jednak żal o sposób przedstawiania nas i naszych postulatów w mediach. Z drugiej strony cieszymy się z nowego otwarcia.

Liczymy na to, że pan minister Szumowski spojrzy na sprawę z innej perspektywy, z perspektywy lekarza szpitalnego, kardiologa, który doskonale musi widzieć u siebie w pracy, jakie są realia. Ufamy, że inaczej spojrzy na problemy, które zgłaszaliśmy i zgłaszamy nadal.

Wiadomo już, kiedy spotkanie?
Mamy świadomość, że pan minister musi zapoznać się z urzędem i spokojnie czekamy aż będzie mógł się spotkać. Chcielibyśmy jak najszybciej, może dojdzie do niego już w przyszłym tygodniu. Z ministrem Radziwiłłem mam wrażenie, że doszliśmy do pewnego impasu. Mamy nadzieję, że nowy minister łatwiej porozumie się z premierem i całym obozem rządzącym w sprawie reformowania ochrony zdrowia. I będzie to prawdziwa reforma,

Reklama

nie taka, jak wprowadzenie sieci szpitali, gdzie te same środki są przelewane, tylko w inny sposób, i inaczej liczone.

Mam nadzieję, że naprawdę dojdzie do tego, że ta ochrona zdrowia stanie się, tak jak mówił premier Morawiecki w exposé, jednym z priorytetów dla władzy.

Ciężko było ministrowi Radziwiłłowi obiecać lekarzom rezydentom większe pieniądze, ponieważ nie miał własnego zaplecza politycznego. Nowy minister, Łukasz Szumowski, również go nie ma.
Nie chciałbym, abyśmy patrzyli na to w kwestiach zaplecza politycznego. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że minister zdrowia nie jest ministrem finansów czy premierem. Nie jest więc w stanie dać czegoś, czego rząd nie daje. Dlatego

domagamy się cały czas spotkania również z ministrem finansów i panem premierem.

Perspektywa tego, kto ma jakie zaplecze polityczne, z punktu widzenia ochrony zdrowia nie jest tak istotna. Zaplecze polityczne nie oznacza, że w budżecie znajdą się na coś środki.

To prawda, ale mając silną pozycję w rządzie można więcej wywalczyć. Minister Macierewicz – już były szef MON – otrzymał dofinansowanie na strzelnice w każdym powiecie w wysokości 2 mln.
Nie chciałbym wypowiadać się o obronności, bo uważamy, że to równie ważna kwestia, jak ochrona zdrowia. Pewnie można zarządzać lepiej tymi pieniędzmi, można gorzej. Mamy tylko nadzieję, że znajdą się fundusze na ochronę zdrowia, skoro znajdują się na inne projekty. Liczymy, że ochrona zdrowia również stanie się częścią “dobrej zmiany”.

Nie chciałabym studzić waszego optymizmu, ale podobno Łukasz Szumowski otrzymał propozycję objęcia resortu dzień przed nominacją. Nie miał nawet czasu, aby spotkać się z premier i porozmawiać o wizji i kierunkach zmian.
Też doszły do nas takie medialne informacje, ale poczekajmy na oficjalne wypowiedzi ministra, nie chce nam się w to wierzyć. Przed dymisją Radziwiłła też mieliśmy informacje z mediów, że na pewno zostaje, bo jego dymisja byłaby przyznaniem się do błędów, a okazało się, że został odwołany. Staramy się nie wierzyć w plotki, poczekajmy na spotkanie.

Przejdźmy do sytuacji w szpitalach i postulatów. Czego domagacie się od ministra i rządu?
Chcieliśmy bardzo, żeby było tak, jak w kampanii wyborczej obiecywał minister Radziwiłł, czyli 6 proc. PKB w 2-3 lata. Wobec tego domagaliśmy się 6,8 proc PKB (wg. wyliczeń WHO dla Polski) w 3 lata.

Po rozmowach i negocjacjach jesteśmy gotowi na zmniejszenie naszych postulatów do 6 proc. w 2023. Nie chcemy nikogo szantażować, naszym zdaniem kondycja ochrony zdrowia jest tak zła, że bez dodania środków nie uda się tego zmienić.

Trzeba tę prowizorkę, którą mamy teraz, zamienić w sensownie działający system. Żyjemy coraz dłużej, mamy coraz lepsze drogi i infrastrukturę, a ochrona zdrowia jest jakby zapomnianym tematem, który wciąż funkcjonuje w odmętach poprzedniego ustroju.

Jak wygląda sytuacja z klauzulą opt-out? Ilu lekarzy ja wypowiedziało?
Samo wypowiedzenie to nie jest wyznacznik, bo nie wszyscy mieli takie klauzule podpisane. Wypowiedziało około 5 tys. lekarzy, ale w ogóle nie podpisało jej kilka razy tyle. Ciężko to dokładnie policzyć, ponieważ są duże rozbieżności między danymi ministerstwa a danymi naszymi i izby lekarskiej. Minister Radziwiłł podawał, że mamy 135 tys. lekarzy w Polsce. Niestety, ten rejestr ciągle uwzględnia lekarzy, którzy wyjechali za granicę, uwzględnia również tych, którzy nie pracują w zawodzie. Ci lekarze mają nadal prawo wykonywania zawodu, ale pracują w firmach farmaceutycznych, naukowo lub poza szpitalami, są już na emeryturach. Część lekarzy pracuje na własnej działalności gospodarczej.

Z naszych danych, uzyskanych dzięki izbom lekarskim wynika, że lekarze, którzy wypowiedzieli klauzulę, to około 20 proc. wszystkich etatowych lekarzy szpitalnych, a to bardzo dużo. Proszę pamiętać, że w 2007 wystarczyło 20 proc. strajkujących szpitali, aby sparaliżować służbę zdrowia.

Podsumowując: ilu lekarzy pracuje maksymalnie 48 godzin w tygodniu?
Wedle szacunków, ogólna liczba lekarzy szpitalnych jest nie większa niż 50 tys. (wg danych NIL, jest to około 25 tys. etatowych, plus szacunkowo drugie tyle w formie “kontraktów” i działalności gospodarczych), stąd wyliczenia, że maksymalnie 48 godzin na tydzień pracuje około 20 tys. lekarzy zatrudnionych w lecznictwie szpitalnym w Polsce. Ta liczba w woj. pomorskim czy zachodniopomorskim lokalnie nie powoduje utrudnień, ale z perspektywy woj. opolskiego, dolnośląskiego czy podkarpackiego, gdzie większość lekarzy w szpitalach masowo klauzulę opt-out porzuciło, jest duży problem w obsadzie dyżurów. Innym problemem jest też to, że za mało lekarzy kształcimy i nie zachęcamy ich do pozostania w Polsce, czy nawet do tego, aby nie uciekali do sektora prywatnego, a nawet do podstawowej opieki zdrowotnej. Teraz to POZ podbierają lekarzy internistów i pediatrów szpitalom, ponieważ oferują lepsze warunki, bo podstawowa opieka zdrowotna jest lepiej finansowana i daje lepsze warunki pracy, bez dyżurów nocnych, i mniejszą liczbę ciężkich przypadków, jest obarczona mniejszą odpowiedzialnością niż lecznictwo szpitalne. My zgłaszamy ten problem już od czasów ministra Zembali i poprzedniej władzy. Tak naprawdę ta

klauzula opt-out gwarantowała trzymanie szpitali przy życiu, aby jakoś funkcjonowały, ale za parę lat nawet tą klauzulą nie będzie można dopiąć grafików.

W tej chwili największa grupa lekarzy, jeżeli chodzi o lecznictwo szpitalne, to lekarze powyżej 71. roku życia.

Każdy, kto był w szpitalu nawet w odwiedzinach, widział tę smutną rzeczywistość.
Tak, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że w szpitalach brakuje naprawdę wszystkiego, nawet papieru, żeby wydrukować wypis. I nie mówię tu lokalnych małych szpitalach, ale o wielkich wojewódzkich molochach. Proszę zobaczyć. jak wyglądają posiłki szpitalne. Brakuje po prostu na wszystko.

A jak pan słyszy takie wypowiedzi, jak ministra Marka Suskiego, że potrzeba cudu, aby spełnić wasze postulaty, to co pan myśli?
Uważam, że takie słowa to ogromne nadużycie, żeby ładnie powiedzieć.

To słowa na użytek mediów, aby przedstawić nas jako roszczeniową bandę, która ma nierealne życzenia.

Pieniądze, których domagamy się na służbę zdrowia, są porównywalne do innych projektów, na które w budżecie znajdowały się środki. Ochrona zdrowia jest w tej chwili najbardziej zaniedbanym sektorem, który wymaga najpilniej naprawy. Skoro zreformowane zostały szkoły, mamy programy socjalne, autostrady, to nielogiczne by było, gdyby zabrakło pieniędzy na tak ważną dla wszystkich sprawę, jak zdrowie. Zdajemy sobie sprawę, że nie bez kozery wszystkie poprzednie rządy nie zajmowały się za bardzo zdrowiem w tym kierunku, ponieważ to jest jak bomba, która z kadencji na kadencje była coraz większa. Teraz próba jej rozbrojenia jest już niezwykle trudna i będzie coraz trudniejsza, ale obawiamy się, że w następnej kadencji będzie już za późno i sama wybuchnie niezależnie od tego, czy ktoś będzie ją reformował, czy nie.


Zdjęcie główne: Pixabay

Reklama