Reklama

Rząd musi uspokoić górników, których skazał poprzez niekompetentne decyzje zarządów spółek i ministra Sasina na zakażenia. Dziś próbują górników kupić. Gdyby wcześnie czasowo wygasili kopalnie i testowali więcej, nie doszłoby do tak dramatycznej sytuacji, wówczas górnicy, jak wszystkie inne zawody, dostaliby postojowe – mówi nam Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów w rządzie PO-PSL. I dodaje: – Gdyby nie było tak złej sytuacji finansowej, to przy słabnących sondażach prezydenta Dudy wprowadziliby 15. emeryturę, bon turystyczny 1000 zł i nie tylko oczko plus, ale basen plus, jak kiedyś w Grecji. Nie mają tych pieniędzy, dlatego musieli odejść od pomysłu bonu 1000 zł i ograniczyć go tylko do dzieci i do 500 zł

JUSTYNA KOĆ: 100 proc. postojowego dla górników ogłosił w poniedziałek minister Sasin. Podoba się pani ten pomysł?

IZABELA LESZCZYNA: Wydaje się, że to koło ratunkowe, ale dla rządu, po tym, co wydarzyło się w kopalniach. Rząd musi uspokoić górników, których skazał poprzez niekompetentne decyzje zarządów spółek i ministra Sasina na zakażenia. Dziś próbują górników kupić. Gdyby wcześnie czasowo wygasili kopalnie i testowali więcej, nie doszłoby do tak dramatycznej sytuacji, wówczas górnicy, jak wszystkie inne zawody, dostaliby postojowe. Pani premier Emilewicz kompletnie się zaplątała, tłumacząc, że sytuacja z górnikami jest nieporównywalna z innymi, bo to rząd podjął decyzję o zamknięciu kopalń. Przecież dokładnie takie same decyzje podjął ten sam rząd, zamykając restauracje, fitness kluby, fryzjerów i wiele innych zakładów pracy. Coś się pani Emilewicz pomyliło, nie pierwszy raz zresztą.

Decyzja jest moim zdaniem niesprawiedliwa dla innych pracowników, ale to niestety rząd doprowadził do sytuacji, że górników i Górny Śląsk pokazuje się palcami. Dziś próbują swoją nieudolność przykryć pieniędzmi.

Stać nas na to?
Nas na nic nie stać, a precyzyjniej, nikt nie wie, na co nas stać, ponieważ rząd ukrywa przed nami prawdziwy stan finansów państwa. Dziś np. rząd już wie, jakie ma dochody podatkowe za maj, czyli te, które obrazują stan gospodarki z kwietnia, gdy mieliśmy całkowity lockdown, ale sądzę, że powie o tym głośno dopiero po wyborach prezydenckich.

Reklama

Jednak żeby wyobrazić sobie, jak jest źle, wystarczy porównać dane dotyczące  sprzedanej produkcji przemysłowej: w marcu jej wartość spadła o 2,3 proc., a w kwietniu o 25 proc. Tymczasem dochody podatkowe za marzec spadły o 31 proc., to jakie będą za kwiecień? Oczywiście trudno, żeby było inaczej, bo rząd zamroził gospodarkę, ale skoro pani pyta, czy nas na to stać, to powtórzę, że nie stać nas na nic, ponieważ rząd PiS-u przejadł wszystkie owoce wzrostu i nie zostawił żadnej poduszki finansowej, która pozwalałaby na działania pomocowe nieobarczone tak dużym ryzykiem dla finansów państwa.

Jedyne, co nam zostało, to emisja kolejnych obligacji, które powiększają dług publiczny.

Oczywiście rząd ucieka się do kreatywnej księgowości i emituje je poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polski Fundusz Rozwoju, by w ten sposób uniknąć przekroczenia konstytucyjnego progu zadłużenia (czyli 60 proc. PKB). To nie zmienia faktu, że tegoroczny deficyt całego sektora finansów publicznych przekroczy prawdopodobnie 200 mld zł. I to pokazuje, w jakim stanie są finanse publiczne po prawie 5 latach rządu PiS-u i 5 latach świetnej koniunktury gospodarczej.

Rząd chwali się, że ponad 76 mld zł trafiło do polskich firm i pracowników, aby zabezpieczyć ich miejsca pracy. To wystarczy?
76 mld to jest trochę ponad 3 proc. PKB, zatem nie ma się czym chwalić. Nasi południowi sąsiedzi Czesi przeznaczyli prawie 20 proc. PKB, Niemcy tyle samo, z czego 10 proc. wypłacili wprost firmom. Pytam zatem, jak te 76 mld ma się do 400 mld, o których mówił ostatnio z mównicy sejmowej premier.

Gdyby chociaż te 76 mld zostało wypłacone szybko i bez zbędnych komplikacji, to efekt byłby dużo większy. Wypłacanie po 3 miesiącach od zamrożenia to działanie spóźnione.

Kolejne tarcze tylko zaciemniały obraz, poprawiały poprzednie, a przedsiębiorcy czuli się zagubieni, pracownicy sfrustrowani, nie wiedzieli, czy dostaną pomoc, czy nie, a w dodatku tarcza finansowa, która miała być lekiem na całe zło, okazała się także dziurawa.

Po pierwsze duże firmy mają mocno ograniczone szanse na skorzystanie z niej, mimo zapewnień rządu, że będzie inaczej. Po drugie te pieniądze są wydawane zupełnie poza kontrolą Sejmu i ministra finansów, a po trzecie regulamin wprowadził zasadę, że przedsiębiorca musiał zatrudniać pracownika na umowę o pracę, inaczej nie może skorzystać z pomocy. Tymczasem umowy cywilnoprawne istnieją w polskim prawie jako forma zatrudnienia, zatem nie rozumiem, dlaczego PiS tak podzielił pracowników. Przecież pomoc dla firmy to pomoc dla pracownika. PiS miał ponad 4 lata, aby ograniczyć możliwość zawierania takich umów, nie zrobił tego. Tymczasem nie ma lepszego czasu na takie działania, niż dobra koniunktura gospodarcza, gdy mamy rynek pracownika.

Nie będzie funduszy medycznych obiecanych przez prezydenta i premiera, nie będzie tez bonu turystycznego 1000 zł, a jedynie 500 i tylko na dziecko, co zapowiedział prezydent. Rzeczywiście jest tak źle z finansami państwa, że rząd PiS nie ma z czego dawać?
Niestety tak. Gdyby nie było tak złej sytuacji finansowej, to przy słabnących sondażach prezydenta Dudy wprowadziliby 15. emeryturę, bon turystyczny 1000 zł i nie tylko oczko plus, ale basen plus, jak kiedyś w Grecji. Nie mają tych pieniędzy, dlatego musieli odejść od pomysłu bonu 1000 zł i ograniczyć go tylko do dzieci i do 500 zł. PiS doprowadził finanse państwa do katastrofy, to nie jest tylko moje zdanie, swój niepokój wyraziło kilkudziesięciu ekonomistów w apelu do rządu. Problemy mielibyśmy nawet bez epidemii, bo wiadomo było, że spowolnienie nadchodzi. Dowodem na to jest prawie zupełny brak uszczelnienia VAT w roku 2019, zrealizowano tylko 2 proc. planu! Poza tym mam wrażenie, że PiS w tej kampanii nie zrozumiał, czego chcą Polacy, nie odczytał nastrojów społecznych.

Prezydent Duda rzuca kolejne obietnice, a przecież  mówi do ludzi, którzy tracą pracę, boją się o swoją przyszłość i nie mają szansy dostać się do lekarza.

Oczywiście opowiadają, że bonem chcą pomóc branży turystycznej, ale gdyby posłuchali Koalicji Obywatelskiej, to pomogliby wszystkim branżom, które ucierpiały na koronawirusie, a koszty byłyby trochę ponad 100-120 mld zł, za to wpływy podatkowe później byłyby wyższe i byłoby nas stać na spłacenie tego długu.

Teraz nie będzie?
Wygląda na to, że będziemy się coraz bardziej zadłużać i nie widzę szansy na szybką odbudowę dochodów podatkowych, bo rząd swoją opieszałością i niekompetencją w zarządzaniu epidemią i zamrożeniem i odmrażaniem gospodarki dopuścił do tego, że firmy upadają i zwalniają ludzi. To zjawisko można było ograniczyć.

Andrzej Duda obiecał bon turystyczny. Czym „kupić” wyborców chce Rafał Trzaskowski?
Prezydent Trzaskowski dużo trafniej odczytuje nastroje społeczne, jest autentycznie między ludźmi, my nie organizujemy mu spotkań, na które autokarami zwozimy zwolenników. Do Rafała Trzaskowskiego ludzie naprawdę przychodzą i chcą go słuchać, chcą z nim rozmawiać. On mówi o inwestowaniu w służbę zdrowia, żeby ludzie mieli równy dostęp do lekarza niezależnie od tego, gdzie mieszkają i ile zarabiają, żeby dzieciaki miały równy dostęp do edukacji, bo

pandemia pokazała dziś ogromne nierówności w społeczeństwie, a 500 Plus niczego nie załatwiło. Prywatne wydatki na ochronę zdrowia rosną szybciej niż publiczne. Aby dostać się do lekarza specjalisty, często trzeba zapłacić – jesteś bogaty, to się dostaniesz, nie masz pieniędzy, to zostaniesz bez pomocy.

Dziś mówienie o równym dostępie do lekarza czy edukacji to zupełnie inne postulaty, niż jeszcze pół roku temu. Ludzie zrozumieli, że jest cała masa osób wykluczonych z korzystania z usług publicznych. Moim zdaniem Rafał Trzaskowski rozumie funkcję silnego prezydenta jako partnera dla rządu w formule inicjowania takich rozwiązań prawnych, ustawowych, które gwarantuje konstytucja, bo konstytucja gwarantuje nam równy dostęp do leczenia i edukacji.

Aby to się stało, trzeba oczywiście dołożyć pieniędzy do ochrony zdrowia.

Skąd je wziąć teraz, w czasach kryzysu?
W Polsce musimy sprawić, aby rosły przede wszystkim prywatne inwestycje. Przedsiębiorcy muszą dziś poczuć się bezpieczni, sadzę, że to powinno być takie pobudzenie przedsiębiorczości jak za sprawą prawa Wilczka.

Wszystko, co nie jest zakazane, jest dozwolone…
Raczej jasne, proste, pewne prawo, czyli stabilne otoczenie prawne. To organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa – czego nie rozumie Sasin z Morawieckim – obywatel zawsze mógł robić to wszystko, co nie jest zabronione. Żeby prawo było stabilne, potrzebni są kompetentni rządzący, organy podatkowe, urzędnicy. Wtedy tworzy się przestrzeń do prowadzenia biznesu.

To przedsiębiorcy muszą się odbudować, aby podnieść finanse publiczne, a państwo musi im dać do tego poczucie bezpieczeństwa, a nie obiecywać nierentowne wielkie inwestycje publiczne, na których zarobią pełnomocnicy rządu i zaprzyjaźnione z PiS-em firmy znajomych.

Co takiego działo się w Sejmie podczas odwoływania ministra Szumowskiego, że prezes się uniósł, że takiej „chamskiej hołoty” w Sejmie jeszcze nie widział?
Dla mnie to zachowanie Kaczyńskiego było tak samo niedopuszczalne, jak wystąpienie premiera Morawieckiego ze wszystkimi przekłamaniami i manipulacjami, jakich dokonał. Premier pokazał, że jest przeciwnikiem demokracji i kompletnie nie rozumie, że opozycja z reguły nie zgadza się z rządem, a już na pewno zawsze, kiedy uważa, że pomysły rządu są złe i szkodliwe.

PiS lekceważy opozycję od samego początku i traktuje nas w sposób niedopuszczalny w żadnym demokratycznym państwie. Zachowanie podczas wystąpienia Barbary Nowackiej, podczas debaty nad odwołaniem ministra zdrowia, było niedopuszczalne. Nie dziwie się, że Borys Budka wstał i zareagował. Lider opozycji zwrócił uwagę rządowi, że nie powinien sobie tworzyć kółka wzajemnej adoracji i rozmawiać nie wiadomo o czym, gdy opozycja przedstawia wotum nieufności dla ministra, którego rodzina zarabia miliony, prawdopodobnie dzięki jego stanowisku. Kaczyński pokazał, jaki jest naprawdę, opozycja to dla niego hołota, która przeszkadza mu we wprowadzaniu państwa autorytarnego, jednopartyjnego.


Zdjęcie główne: Izabela Leszczyna, Fot. ARWC

Reklama