Reklama

Kogo się anektuje i zajmuje? Słabego. A my dziś robimy wszystko, aby być słabym – mówi w rozmowie z nami gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. – Nie potrafimy poukładać naszych relacji z Ukrainą, z którą oczywiście mamy złożoną historię, nie potrafimy utrzymać dobrych relacji z Litwą. Jednocześnie ten rząd robi wszystko, co jest możliwe, aby doprowadzić do destrukcji UE – a stamtąd już są kierowane do naszych polityków apele o rozwagę i dialog. W końcu sojusz, który gwarantuje nam bezpieczeństwo, czyli NATO – jak można doprowadzić do sytuacji, że polski minister obrony narodowej na międzynarodowej konferencji mówi, że mamy gorącą wojnę z Rosją? To jest wysoce nieodpowiedzialne. To wszystko pcha nas do izolacji – dodaje. Wręczenie nominacji generalskich kwituje krótko: – Zwierzchnik sił zbrojnych nie zdaje sobie sprawy, że tymi nominacjami, tak samo jak w listopadzie w 2016 roku, demoralizuje siły zbrojne. Żołnierze widzą, że nie doświadczenie, a lojalność wobec ministra determinuje awans. Konsekwencje tego będziemy ponosić przez najbliższe 10-15 lat

JUSTYNA KOĆ: Dostał pan zaproszenie na paradę z okazji święta Wojska Polskiego?

GEN. MIROSŁAW RÓŻAŃSKI: Jeżeli przyjmiemy konwencję, że możliwe, że listonosz nie zdążył z doręczeniem, to niech to będzie odpowiedz na pani pytanie.

Gdyby pan dostał, to by pan poszedł?
Tak, oczywiście. Jako były dowódca generalny, żołnierz rezerwy z zaproszenia kierownictwa resortu MON skorzystałbym. Mając na uwadze, że jest to miejsce, gdzie powinno się oddawać uznanie i szacunek dla żołnierzy, którzy są w służbie, to takie zaproszenie bym przyjął.

Reklama

Po co była ta parada? Dla kogo? Dla żołnierzy, polityków, obywateli?
Moim zdaniem,

mówiąc przewrotnie, w wojsku świąt jest za dużo.

Gdy rozpocząłem dowodzenie jako dowódca generalny, wskazałem, że te święta należy zredukować, ale dwa święta powinny odbywać się na pewno – to właśnie święto Wojska Polskiego, ale powinny być też obchodzone święta jednostek wojskowych, tzw. święta pułkowe, używając języka okresu przedwojennego. Odpowiadając na pani pytanie, to dzisiejsze święto jest potrzebne społeczeństwu, które zasługuje na to, żeby dowiedzieć się, czym jest wojsko w wymiarze zaprezentowania swojego potencjału, ilości rodzajów sił zbrojnych. Wojsko jest na utrzymaniu całego społeczeństwa, więc taka prezentacja wojska raz w roku powinna mieć miejsce, zresztą z udziałem nie tylko rządzących, ale polityków wszystkich opcji.

Gdy spojrzymy na kwestię dotyczącą żołnierzy, to jest tu pewien paradoks. To jest ich święto, tymczasem są oni obciążeni uczestnictwem w tym przedsięwzięciu. Uczestnictwo w paradzie powinno być konsekwencją służby, tutaj nie powinny prezentować się jednostki wojskowe według wzrostu czy kolorystyki munduru.

Powinni się prezentować najlepsi z najlepszych, ci którzy byli na misjach, to powinno być wyróżnienie.

Ten sznyt paradny powinien zabezpieczyć pododdział honorowy czy reprezentacyjny WP.

Dzisiejsza defilada była największą od kilkudziesięciu lat, ale czy wojsko ma się czym chwalić?
Nasze wojsko ma bardzo ważny atut, który jest niemierzalny, ale najistotniejszy. Dziś wojsko może się chwalić swoją kompetencją i doświadczeniem. Mówię o szeregowych, o podoficerach, oficerach, którzy byli na misjach, na co dzień niosą pomoc społeczeństwu; czy to lotnicy, którzy w ramach Akcji Serce pomagają transplantologom, czy pododdziały inżynieryjne, które, można powiedzieć, permanentnie są na wojnie, bo rozbrajają niewybuchy- ostatnio w Kołobrzegu. Tym wojsko powinno się chwalić i z tego powinniśmy być dumni.

Jeżeli spojrzeć na wojsko z szerszej perspektywy, to niestety nie jest to najlepszy czas dla wojska. Jeżeli ci żołnierze, których wymieniłem, nie będą dysponowali profesjonalnym, nowoczesnym, adekwatnym sprzętem, to niestety ich umiejętności nie wystarczą, nie zagwarantują nam bezpieczeństwa.

Modernizacja armii nie działa?
Ostanie 3 lata w zakresie modernizacji oceniam jako czas stracony, bo szumne zapowiedzi artykułowane przez pana Macierewicza praktycznie nie zostały spełnione. Następca Macierewicza redukuje kolejne przetargi bądź akceptuje stary sprzęt, który powinien być wycofany i przekazany do demobilu, jak czołgi T-72, słynne hełmy stalowe, które chce poddać renowacji, czy w końcu okręty, które mamy kupić od Australii – to naprawdę nie jest dobry prognostyk.

Mówiąc o marynarce wojennej pamiętajmy, że przyjęty przez poprzedni rząd pakiet programów operacyjnych, w tym m.in. zwalczania zagrożeń na morzu, przewidywał wybudowanie i pozyskanie okrętów typu Kormoran, jeden już wszedł do szyku, a pod dwa następne powinny być podłożone stępki i powinny być produkowane. Mieliśmy być wyposażeni w okręty ochrony wybrzeża i patrolowe, czyli Czapla i Miecznik, zawieszono te programy.

Mam wielką obawę, że tego typu działania, jak kupowanie starego sprzętu, który nadaje się tylko do zezłomowania, nie poprawią naszego bezpieczeństwa. W tym wymiarze wizerunek naszego wojska jest niestety kiepski, a nawet bardzo zły.

Partia rządząca przed wyborami deklarowała pewne posunięcia dotyczące systemu dowodzenia. PiS zapisał, że będzie chciał wprowadzić standardy zbliżone do Zachodu, że Sztabowi Generalnemu powierzy się funkcję doradczą dla ministra czy prezydenta. Dzisiaj ci sami politycy mówią o tak zwanym jednoosobowym dowodzeniu. Obawiam się, że nie rozumieją tego pojęcia i mówię to z całą odpowiedzialnością. Dla mnie jest to sekwencja kłamstw, które są typowe dla tego obozu rządzącego.

To, o czym dziś mówią rządzący, to tak naprawdę cofanie nas do czasów Układu Warszawskiego, tymczasem powinniśmy dążyć do rozwiązań NATO-wskich.

Prezydent wręczył dziś też nominacje, jak pan je ocenia?
Jeżeli weźmiemy listę oficerów, którzy otrzymali dziś pierwszą gwiazdkę generalską lub następną, nie wymieniając nazwisk, bo nie chcę krzywdy zrobić kolegom, to moim zdaniem jest tam tylko trzech oficerów, którzy mogą dzisiaj z podniesioną głowa przyjąć nominacje. Awansowanie do stopnia generalskiego dyrektorów departamentów MON pokazuje, jak wygląda dziś system dowodzenia. Jak można wytłumaczyć tak szybką nominację dowódcy WOT, skoro ta formacja nie osiągnęła nawet zdolności bojowej? Moim zdaniem są to awanse za lojalność, a nie za kompetencje czy doświadczenie.

Mamy wielu oficerów, którzy spędzili czas na niejednej misji, dowodzili jednostkami wojskowymi, są nadal pułkownikami, a kolega, którego dobrze znam, dostaje awans generalski za lojalność. To jest zły sygnał.

Zwierzchnik sił zbrojnych nie zdaje sobie sprawy, że tymi nominacjami, tak samo jak w listopadzie w 2016 roku, demoralizuje siły zbrojne. Żołnierze widzą, że nie doświadczenie, a lojalność wobec ministra determinuje awans. Konsekwencje tego będziemy ponosić przez najbliższe 10-15 lat.

Budżet MON na ten rok wynosi 41,5 mld zł, z czego ponad 12 na modernizację. To są pieniądze, które powinny wystarczyć, aby w sensowny sposób modernizować armię?
Jeżeli te gigantyczne pieniądze, które jeszcze mają zostać zwiększone, bo mamy ambicje, aby większy wskaźnik PKB dedykować na obronność, zestawimy z deklaracjami, że zostanie zwiększona ilość sił zbrojnych, to prosta matematyka wskazuje, że nie ma szans na modernizację.

Jeżeli dziś mamy 100 tys. żołnierzy i w krótkim czasie chcemy podwoić tę liczbę do 200 tys., to przecież tych żołnierzy trzeba ubrać, wyposażyć, nakarmić – nie ma szans na rozsądną modernizację.

Jeżeli z budżetu na modernizację armii kupuje się samoloty dla VIP-ów, to moim zdaniem to jest nieporozumienie. Tylko żeby była jasność, oczywiście kupno tych samolotów jest uzasadnione, bo nie może być tak, że pan prezydent, premier czy marszałkowie wsiadając do samolotu mają obawy, czy dolecą. Kancelarie premiera, prezydenta, Senatu mają swoje budżety. W moim przekonaniu nieracjonalne wydatkowanie powoduje, że nawet jakbyśmy nakłady zwiększyli do 2,5 proc. PKB, to i tak nie przyniesie to odpowiedniego skutku.

Mówiąc obrazowo, jeżeli dziś Amerykanie mówią, że w ciągu dwóch lat stworzą dowództwo sił kosmicznych, Rosjanie chwalą się, że już dziś mają broń hipersoniczną, a my zwiększamy bezpieczeństwo powiększając liczebność armii do 200 tys., to o czym my mówimy.

Dziś słyszymy wiele deklaracji populistycznych i społeczeństwo przynajmniej w części to kupuje.

Wrócił pan niedawno z festiwalu Jurka Owsiaka, gdzie był pan gościem Akademii Sztuk Przepięknych. Powiedział pan tam w skrócie: do wojny prowadzi zła polityka i nieodpowiedzialni politycy. Odnajduje pan takie zachowanie w działaniach rządu?
Zdecydowanie tak, bo jak można wytłumaczyć zachowanie, kiedy prowadzimy działania, które kłócą nas z sąsiadami. Kiedy obecna władza zaczęła odpowiadać za politykę zagraniczną, jako naszego najważniejszego partnera wskazano Wielką Brytanię, podczas gdy to Niemcy byli naszymi najważniejszymi partnerami. Nie potrafimy poukładać naszych relacji z Ukrainą, z którą oczywiście mamy złożoną historię, nie potrafimy utrzymać dobrych relacji z Litwą. Jednocześnie ten rząd robi wszystko, co jest możliwe, aby doprowadzić do destrukcji UE – a stamtąd już są kierowane do naszych polityków apele o rozwagę i dialog. W końcu sojusz, który gwarantuje nam bezpieczeństwo, czyli NATO – jak można doprowadzić do sytuacji, że polski minister obrony narodowej na międzynarodowej konferencji mówi, że mamy gorącą wojnę z Rosją? To jest wysoce nieodpowiedzialne. To wszystko pcha nas do izolacji. Dlatego podczas spotkania z młodzieżą w Kostrzynie wskazywałem, jak to wszystko jest niebezpieczne. To już Clausewitz powiedział, że wojna jest kontynuacją polityki państwa, tylko innymi środkami. Zgadzam się z tym w 100 proc. Misje, które realizują nasi żołnierze, są konsekwencją postanowienia prezydenta. To przecież nie sami żołnierze postanawiają, że pojadą na misję zagraniczną, tylko jest to konsekwencją polityki.

Dzisiejsza polityka popycha nas do sytuacji, w której jesteśmy izolowani; o kondycji armii już mówiliśmy. Kogo się anektuje i zajmuje? Słabego. A my dziś robimy wszystko, aby być słabym.

Antoni Macierewicz otrzymał misję skontrolowania armii i sytuacji w MON. Rozumie pan ten ruch?
Traktuję to w kategorii żartu politycznego, bo jeżeli ma to polegać na prawdzie, to znaczy, że pan Kaczyński chce usłyszeć potwierdzenie tezy, którą sobie założył. Minister Macierewicz będzie bronić tej tezy, tak jak broni tezy o zamachu w Smoleńsku.

Jeżeli tego typu analizę powierza się człowiekowi, który w układzie międzynarodowym “sprzedał” Mistrale za dolara, obiecał, że w ciągu kolejnych miesięcy polskie wojsko powinno otrzymać śmigłowce, obiecał też, że w Szczecinie zaczniemy budować okręty podwodne, to jest to niepokojące. Chyba że pan prezes Kaczyński stracił zaufanie do ministra Błaszczaka i postanowił zweryfikować jego działanie poprzez wysłanie poprzednika na fotelu MON.

Ma pan żal do prezydenta jako zwierzchnika sił zbrojnych, że pozwoliła na to, co stało się z armią?
W przededniu podjęcia decyzji o odejściu z armii odbyłem trzygodzinną rozmowę z panem prezydentem, na którą zresztą nie zgodził się pan Macierewicz. Po tej rozmowie podjąłem decyzję, że koniec, ja nie będę firmował tego, co będzie się działo w armii. Wówczas straciłem wiarę w to, że mogę mieć wsparcie w zwierzchniku sił zbrojnych, który będzie konsekwentnie dążył do tego, żeby poprawić bezpieczeństwo kraju poprzez budowanie silnej armii. Dzisiaj z perspektywy trzech lat nie chcę mówić w kategoria żalu, bo to są decyzje prezydenta, natomiast ja się z nimi nie zgadzam.

Zresztą wcześniej podczas wspólnej odprawy prezydent poprosił, abyśmy rozmawiali szczerze, czym mnie obraził, bo uważam, że przełożonych nie wolno oszukiwać. W konsekwencji tamtej odprawy trzech moich oficerów straciło stanowiska, dwóch generałów i pułkownik. Pan prezydent nie obronił tych oficerów, mimo że mówiłem mu, jakie są implikacje odprawy, w której uczestniczył Macierewicz i zwierzchnik sił zbrojnych.


Zdjęcie główne: Mirosław Różański podczas Przystanku Woodstock w 2017 roku, Fot. Ralf Lotys (Sicherlich), licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.