Nie ma porozumienia między nauczycielami a szefową MEN Anną Zalewską. Wszystko wskazuje na to, że szkołom grozi strajk generalny, prawdopodobnie w czasie matur albo egzaminu gimnazjalnego. Tymczasem jak wynika z informacji MEN, w roku szkolnym 2018/19 prawie 3 tys. uczniów musiało wrócić do podstawówki, mimo że uzyskali świadectwo ukończenia szkoły podstawowej w poprzednich latach. To efekt “reformy” edukacji PiS.

Brak konkretów

Próby rozmów nauczycieli z minister edukacji trwały od rana. Próby, bo do rozmów długo nie dochodziło. Minister domagała się wybrania reprezentacji ZNP, ta przekonywała, że szefowa MEN nie będzie wybierać osób do rozmów.

Po kilku godzinach w końcu do nich doszło. Spotkanie w centrum Dialog zakończono po 2 godzinach, jak łatwo przewidzieć – bez porozumienia.

– Propozycje pani minister były żadne. Brakło jakichkolwiek konkretów, odnoszących się do propozycji wzrostu wynagrodzenia o 1000 zł, a mówienie: idźcie do samorządu i tam szukajcie pieniędzy, jest po prostu niedorzecznością – mówił po zakończeniu rozmów Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

W spotkaniu oprócz ZNP wzięli udział także przedstawiciele OPZZ z przewodniczącym Janem Guzem i przedstawiciele Forum Związków Zawodowych ze Sławomirem Wittkowiczem.

– Pani minister próbuje nas skonfliktować z samorządami, mówi, że będzie oferowała dodatkowe wsparcie dla stażysty, chociaż wcześniej zabrała awans zawodowy tym stażystom, mówi, że będzie próbowała szukać oszczędności, tylko nie w ministerstwie, ale w kieszeniach nauczycieli – mówi Broniarz.

Przed 19.00 ZNP poinformowało, że 10 stycznia Zarząd Główny ZNP podjął uchwałę w sprawie sporu zbiorowego (zgodnie z prawem należy przeprowadzić procedury związane z wejściem w spór zbiorowy, by przystąpić do strajku).

Kiedy nauczyciele będą strajkować, jeszcze nie wiadomo.

Kilka propozycji w setkach milionów

Minister Zalewska po spotkaniu ze związkowcami stwierdziła, że złożyła nauczycielom kilka propozycji liczonych w setkach milionów złotych od 1 września 2019 roku, skutkujących dużymi kwotami w roku 2020 i kolejnych. – Propozycje, które przedstawiliśmy, wynikają również z dyskusji i z tego, w jaki sposób mówi się o kłopotach nauczycieli – stwierdziła Anna Zalewska.

Za wysokie progi na uczniowskie nogi

Coraz wyraźniej widać też kłopoty uczniów w związku z “reformą” edukacji minister Zalewskiej. O chaosie w szkołach napisano już dużo. Wiadomo, że we wrześniu szkoły średnie czeka kumulacja roczników. To efekt likwidacji gimnazjów i wydłużenia podstawówki do ośmiu klas.

W obecnym roku gimnazja skończy ostatni rocznik, a z podstawówek wyjdą pierwsi ośmioklasiści. W efekcie oba roczniki spotkają się w walce o miejsce w liceum.

Drugi raz w podstawówce

Kłopoty mają także uczniowie, którzy muszą powtarzać rok. Tylko w ostatnim wrześniu 2 797 uczniów z powodu braku promocji w klasie II gimnazjum musiało wrócić do podstawówki, pomimo uzyskania świadectwa ukończenia szkoły podstawowej w poprzednich latach.

– To kuriozalna sytuacja, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Zresztą my już mówiliśmy o tym przed wprowadzeniem reformy, tylko minister Zalewska długo nie widziała problemu – mówi Kinga Gajewska z PO, która uzyskała dane z MEN dzięki interpelacji poselskiej.

– To, co spotkało te niespełna 3 tys. uczniów, to jest fatalna sytuacja, ale jeszcze gorzej będzie w następnym roku, kiedy uczniowie, którzy nie ukończą III klasy gimnazjum, będą musieli wracać do podstawówki. Wówczas będą do tyłu o 2 lata. Zgodnie z reformą ci uczniowie pójdą już do 4-letniego liceum – mówi Kinga Gajewska. – Pamiętajmy, że uczniowie, którzy nie uzyskują promocji do następnej klasy, to nie tylko leniwi wagarowicze, często to młodzież, która przeżywa osobisty dramat, a kłopoty w nauce są tylko tego skutkiem – dodaje posłanka.


Zdjęcie główne: Anna Zalewska, Fot. Flickr/KPRM/P. Tracz