Reklama

Ponad godzinę premier Mateusz Morawiecki roztaczał wizje Polski nowoczesnej, rozwijającej się, bogatej i jednocześnie socjalnej. Większość czasu poświęcił na sprawy gospodarcze. Zapowiedział budowę miliona mieszkań, Narodowego Instytutu Onkologii, rozwój przemysłu węglowego, ale i energii atomowej. Pozostanie program 500 Plus, ale lepiej będzie się żyć wszystkim. – Oczywiście odpowiedzi na fundamentalne pytanie, czy daje się to wszystko pogodzić, nie było, było tylko zapewnienie, że się da – exposé Morawieckiego komentuje dla nas prof. Witold Orłowski, ekonomista.

JUSTYNA KOĆ: Panie profesorze, bardzo bym chciała, żeby Polska z exposé premiera Morawieckiego się ziściła. Z jednej strony Polska socjalna dbająca o obywateli, z drugiej prężna gospodarczo, bogata.
WITOLD ORŁOWSKI:
Z tym niewątpliwie wszyscy się zgadzamy, tylko nie wiadomo, jak to osiągnąć i przede wszystkim pogodzić. Premier jako dowód pokazywał III kwartał 2017 roku, ale prawdę powiedziawszy rozwój gospodarczy to nie jest coś, co się daje osiągnąć w ciągu jednego kwartału.

Oczywiście odpowiedzi na fundamentalne pytanie, czy daje się to wszystko pogodzić, nie było, było tylko zapewnienie, że się da. To, co mnie rozczarowało w tym exposé, to fakt, że zabrakło mi konkretów. Oczywiście exposé powinno zawierać ogólną myśl rządu, co powinien zrobić, zawsze jest też tak, że jak jest za dużo szczegółów, to się to wytyka, a jak za mało, to też niedobrze. Myślę, że

tu były i szczegóły, i generalna myśl, zabrakło czegoś innego. Generalnej informacji, jakiej zasadniczej metody chce używać rząd, aby osiągnąć te trudne do osiągnięcia cele.

Premier zapowiedział, że z gospodarki konsumpcyjnej chce przejść na gospodarkę oszczędności. To realne?
Mniej więcej w środku przemówienia padło to zdanie i ja się zgadzam, że głównym celem gospodarczym rządu powinna być zmiana z kapitalizmu konsumpcji na kapitalizm oszczędności, można by było jeszcze dorzucić do tego inwestycje. Tylko że premier nie zająknął się jednym zdaniem, jak ma zamiar tę Polskę oszczędności i inwestycji budować. Nie było nic o tworzeniu klimatu dla inwestycji, ale co najważniejsze – nie było słowa o oszczędności. Nawet te rzeczy, które zostały już zapisane w narodowej strategii rozwoju, choć i tam mało było na ten temat, z exposé w ogóle wypadły.

Reklama

Najważniejsza deklaracja, co chce rząd osiągnąć, bo zmiana modelu gospodarczego to największa rzecz, którą można zrobić w ciągu kadencji, tak naprawdę padła, a potem nie było już ani słowa, jak rzad będzie chciał to zrobić. Były szczegóły różnego kalibru, niektóre z nich mi odpowiadają, jak reforma służby zdrowia i zwiększenie jej finansowania, pewne działania dotyczące instytutów badawczych – tu pełna zgoda. Nie było żadnych odpowiedzi, jak rząd chce zmienić model kapitalizmu, co powinno być głównym zadaniem, i wcale niełatwym. Zresztą do tej pory rządowi się to nie udaje,

nie ma ani wzrostu oszczędności, ani wzrostu inwestycji. Oczekiwałbym najpoważniejszej informacji, co ma zamiar rząd robić przez najbliższe 2 lata. Zresztą słowo “oszczędności” padło tylko w tym jednym zdaniu, więcej już nie padło.

Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy zbyt uzależnieni od kapitału zagranicznego, z tego wynika, że potrzebujemy więcej kapitału krajowego, czyli więcej oszczędności w kraju, i znowu bez słowa kontynuacji, w jaki sposób to ma zostać osiągnięte. Tego najbardziej jestem ciekaw. Zresztą warto powiedzieć, że tu właśnie występuje sprzeczność krótkookresowa między dzieleniem a tworzeniem, nie da się na krótką metę wspierać konsumpcji i oszczędności. To jest oczywiste.

Mateusz Morawiecki był wicepremierem w rządzie Beaty Szydło i ministrem finansów, zatem miał realny wpływ na sprawy gospodarcze i finansowe już wcześniej.
Tak, tylko do tej pory często padało stwierdzenie, że Morawiecki ma ograniczoną władzę w rządzie nad innymi  ministrami i nie może realizować tego, co by chciał. Teraz powinien mieć już pełnię władzy.

Podobnie jak wzywał nas wszystkich do śmiałości przy planowaniu, nawet cytując Piłsudskiego o romantyzmie, to powinien również mieć śmiałość mówienia o tym, co zamierza robić.

Śmiało za to chwalił się, że przyrost długu w tym roku będzie wynosił zero lub będzie bliski zeru po raz pierwszy od 20 lat. To jego zasługa?
Zobaczymy oczywiście, bo budżet ocenia się po całym roku, czasami mogą być przesunięcia. Natomiast to, że budżet jest w tym roku w doskonałym stanie, to nie ulega wątpliwości. Nie zdziwiłbym się, gdyby tak się okazało, że cały budżet będzie na niewielkim minusie, a cały dług publiczny wzrośnie niewiele, zwłaszcza że mieliśmy do czynienia z dość mocnym złotym. Jednak powtarzam, że rozwój gospodarczy rozumiem w kategoriach utrzymania czegoś przez lat 5 czy 10, a nie osiągnięcia w jednym roku. Cieszy mnie oczywiście to osiągnięcie jednoroczne, natomiast pytanie, jak to się chce osiągnąć stale. Przypominam, że są na to metody, np. można zadeklarować odpowiednią krańcową regułę budżetową, która mogłaby przez kolejne lata prowadzić do zrównoważonego budżetu. Czegoś takiego nie usłyszeliśmy.

Usłyszeliśmy tylko, że w tym roku tak będzie, bez cienia deklaracji, czy rząd ma zamiar w przyszłym roku dążyć do tego samego, czy do poprawy, czy może się pogorszyć sytuacja. Znów trudno było znaleźć jakąś większą myśl niż tylko krótkookresowe kierunki zmian finansów.

Premier Morawiecki zapowiedział też, że wszystko odbuduje: stocznie, kolej, autostrady. Starczy na to pieniędzy?
Myślę, że to bardziej specyfika wszystkich exposé, które są mówione. Polska jest krajem, gdzie w znacznej mierze dzięki unijnym pieniądzom w ostatnich latach budujemy dużo. Deklaracje, że będziemy budować dużo, nie dziwią. Oczywiście jest pytanie, jak taki wielki program, jak centralny port lotniczy czy komunikacyjny, spowoduje, że może nie starczyć pieniędzy na inne inwestycje strukturalne. Z jednej strony mamy centralny port lotniczy, z drugiej deklaracje o strukturze lokalnej, która też na pewno będzie kosztować dziesiątki miliardów złotych. Łatwo składać tego typu obietnice, gorzej potem z realizacją. Trzeba przyznać, że Mateusz Morawiecki nie jest pierwszym, ani ostatnim premierem, który składa tego typu obietnice.

Premier zapowiedział też, że wszyscy uczciwi przedsiębiorcy dostaną pakiet upraszczający, czyli słynną konstytucję dla biznesu.
Oczywiście zobaczymy, o co chodzi. Konstytucja dla biznesu nie jest też niczym nowym.

Może za tą deklaracją coś się kryje nowego, natomiast na pewno nic fundamentalnie nowego.

Moją uwagę zwróciło słowo “uczciwi”.
Sądzę, że niepotrzebnie. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach, natomiast to jest metoda działania urzędów podatkowych w krajach rozwiniętych, gdzie zakłada się uczciwość, po drugie, bierze się pod uwagę fakt, że brak zastrzeżeń co do firmy niejako pozwala na udzielenie kredytu zaufania. Gdyby to tak było rozumiane, to nie jest to nic dziwnego, ani złego. Oczywiście pytanie, czy tak będą to rozumiały urzędy skarbowe.

Premier Morawicki mówił też, że za dużo jest biurokracji i przepisów w gospodarce. Trochę jak minister Wilczek.
Tak, chociaż trzeba zobaczyć, co z tego wyniknie. Mieliśmy deklaracje, że za dużo biurokracji, ale z drugiej strony słyszeliśmy, że nie ma sprzeczności między silnym państwem, które robi dużo, a tym, żeby nie było za dużo.

Na poziomie deklaracji to również dobrze brzmi. Zresztą ja nie pamiętam premiera, który nie deklarowałby ograniczenia biurokracji w stosunku do małych firm.

Czego zatem zabrakło w tym exposé?
Według mnie, zabrakło zdania o dużych firmach.

Mowa była o małych i średnich firmach, że o nie rząd będzie dbać, natomiast nie usłyszeliśmy, co z dużymi firmami, czy one są wrogiem, czy należy o nie dbać.

Ponieważ padło to w kontekst, że Polska jest zbyt zależna od kapitału zagranicznego, to pozostało uczucie niepewności, co właściwie premier myśli, czy jest życzliwy wobec kapitału dużych firm zagranicznych, czy nie.

Druga rzecz to sprawy UE. Co prawda padły miłe słowa o kawałku puzzla pasującym do kochanej Europy, padła jedna deklaracja, którą rozumiem jako chęć wyciszenia sporu co do Puszczy, natomiast nie było widać zachęcających sygnałów, jeżeli chodzi o szukanie porozumienia z Unią w innych sprawach, które są w tej chwili przedmiotem sporu między UE a polskim rządem, chodzi oczywiście o praworządność. Tu nie padły żadne słowa, a ton sugerował, że to są sprawy, w których nie mamy zamiaru z nikim rozmawiać. Tak zrozumiałem tę wypowiedź o polskim puzzlu, którego nie można inną stroną układać.

Spodziewa się pan jakiejś wyraźnej zmiany za premiera Morawieckiego?
Exposé by tego nie sugerowało, ale oczywiście do końca nie wiem, czy dowiedzieliśmy się wszystkiego, co chce premier robić, bo exposé było w ogromnej mierze powtórzeniem tego, co już było wiadomo, bo rząd to realizuje.


Zdjęcie główne: Exposé Mateusza Morawieckiego, Fot. KPRM

Reklama