Koalicja Europejska nie jest tylko doraźnym sposobem na pokonanie PiS-u, ale nowym pomysłem na obronę liberalnej demokracji przed populistyczną rewoltą w całej Unii. Tak przynajmniej postrzegają KE demokratyczni politycy w Europie – pisze Cezary Michalski

W Polsce Koalicja Europejska jest często krytykowana za „zbyt szeroką formułę”, „brak wyrazistości ideowej”, „bycie tylko narzędziem do pokonania PiS”. W rzeczywistości może się okazać, że cała demokratyczna Europa jest na formułę wielkiej koalicji obronnej „skazana”.

Partie, które tworzą KE, nie tylko skorzystały na koalicji (patrz sondaże dające im szanse na zwycięstwo nad PiS-em), ale zapłaciły też cenę. Nie tylko PSL, SLD czy Nowoczesna, ale nawet PO mają kłopot z zachowaniem swoich odrębnych tożsamości. I z promocją własnego partyjnego logo.

Jednak dla KE nie ma alternatywy, jeśli demokracja w Polsce ma choćby podjąć wyrównaną walkę z silnym prawicowym populizmem.

Ale jeszcze ciekawsze jest to, że stworzenie KE zostało z ogromnym entuzjazmem przyjęte w Europie. Zarówno urzędnicy Komisji Europejskiej, jak też czołowi politycy chadeckiej EPP (chadeccy politycy z Francji, Holandii, Niemiec, krajów bałtyckich, a także najsilniejszy kandydat na nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej Manfred Weber) uznali KE za model polityczny, który powinien być zastosowany w całej polityce europejskiej. Zdaniem chadeckich polityków „Polska, gdzie w 2015 roku rozpoczął się marsz prawicowych populistów do władzy w Europie, może jako pierwsza ten marsz zatrzymać, pokazać, jak należy się przed populistami bronić”.

Oczywiście Koalicja Europejska powtarza rozwiązanie, które do pewnego stopnia istnieje już w Europie. W Niemczech jako wielka koalicja chadeków i socjaldemokratów przeciwko AfD i Die Linke.

Niemiecka wielka koalicja też miała w Niemczech wielu przeciwników. Była uważana za „rozwiązanie doraźne”, niewygodne zarówno dla chadeków, jak też dla socjaldemokratów, mało wyraziste w rytualnym sporze między lewicą i prawicą.

Jednak okazało się, że wciąż trzeba się do niej odwoływać, skoro najważniejszym celem (nawet w tak stabilnym z pozoru państwie, jak Niemcy, które na globalizacji i integracji Europy najbardziej skorzystało) stała się wspólna obrona liberalnej demokracji przed populistami. Skrajna prawica i neokomunistyczna lewica bardzo długo wydawały się w Niemczech przezwyciężonym chichotem historii (demokratyczna Republika Weimarska była priorytetowym wrogiem zarówno dla stalinowskiej Komunistycznej Partii Niemiec, jak też dla NSDAP Adolfa Hitlera, dopiero na gruzach Weimaru NSDAP dobiło także niemieckich komunistów). Dziś jednak w niektórych wschodnich landach Niemiec Alternatywa dla Niemiec i Die Linke mają wspólnie więcej wyborców, niż partie liberalnej koalicji. W dodatku

od dawna mamy do czynienia z „konwergencją”, czyli upodabnianiem się programów niemieckiej chadecji i socjaldemokracji w kwestiach społecznych, gospodarczych, w polityce zagranicznej i europejskiej.

Także w Parlamencie Europejskim (czyli na skalę całej Unii) od dawna istnieje (i rządzi całą Unią) wielka koalicja chadeckiej EPP i Europejskich Socjalistów, która po najbliższych wyborach, wobec wzmocnienia populistycznej prawicy, będzie musiała zostać poszerzona o liberałów, a być może także o liberalne skrzydło Zielonych. W momencie kryzysu liberalnej demokracji i w apogeum populistycznej antyliberalnej rewolty (wspomaganej też przez zewnętrzne siły antyzachodnie i antyeuropejskie, czyli przez Putina i amerykańskich prawicowych populistów stojących za Trumpem)

centroprawica i centrolewica nie są już w Europie dla siebie głównymi konkurentami i przeciwnikami. Nie są też wystarczająco silne, aby pozwolić sobie na wzajemny konflikt. Muszą być faktycznymi sojusznikami broniącymi liberalnego Zachodu.

Eksperyment Koalicji Europejskiej jest obserwowany z nadzieją nie tylko przez chadeków (dominująca w KE Platforma Obywatelska ale także PSL należy w europarlamencie do chadeckiej frakcji EPP), ale przez całą liberalną Europę. Nie tylko EPP, ale także socjaliści i liberałowie wyrazili zgodę na startowanie w Polsce z jednej listy ludzi, którzy później pójdą do różnych frakcji w Parlamencie Europejskim. Jednak będą to różne frakcje szerokiej liberalnej koalicji rządzącej UE. Czyli znowu Koalicja Europejska okazuje się dokładnym odpowiednikiem modelu polityki unijnej.

Zalety i ryzyko wielkiej koalicji

Zaleta jest jedna i wystarczająca. Wielka koalicja tradycyjnych konkurentów w obrębie liberalnej demokracji – chadeków, socjaldemokratów, liberalnych konserwatystów – to dzisiaj jedyna szansa na zgromadzenie obozu wystarczająco silnego, aby odeprzeć atak populistów. Ale jest i ryzyko. Kiedy obóz liberalnej demokracji był wystarczająco silny, dawał obywatelom realny polityczny wybór pomiędzy lewicą i prawicą wewnątrz liberalnego spektrum.

Dziś wybór zawęził się tak naprawdę do wyboru pomiędzy całą liberalną demokracją (z jej lewym i prawym skrzydłem), a całym antyliberalnym populizmem (nie tylko we Francji czy Włoszech prawicowi i lewicowi populiści atakują wspólnie, także w Polsce lewicowy populista Rafał Woś pisze w liberalnej prasie teksty przeciwko transformacji i wolnej gospodarce w Polsce, pod którymi swobodnie mógłby się podpisać Piotr Wójcik z „Gazety Polskiej”).

W ten sposób populiści stają się potencjalnymi „zmiennikami” dla całego obozu liberalnego. To zwiększa ryzyko, że w przypadku zużycia się, kompromitacji, porażki jakiegoś lidera obozu liberalnego władza wpadnie w ręce antyliberalnych populistów, bo nie będzie już bezpiecznego „zmiennika” w obozie demokratów.

Zatem trzeba mieć nadzieję, że jeśli liberalną demokrację uda się obronić i ustabilizować, a populistyczna rewolta zacznie wygasać, będzie można powrócić do starych sporów między centrolewicą i centroprawicą, między socjalistami, chadekami i konserwatystami. Na razie jednak nic w Europie nie zapowiada takiego luksusu. Wielka koalicja, taka jak polska KE, to na dzisiaj jedyne skuteczne narzędzie obrony demokracji w całej Europie.

Cezary Michalski

Autor jest publicystą “Newsweeka”


Zdjęcie główne: Marsz Wolności 2018, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons