Reklama

Czy Unia uruchomi artykuł 7 przeciwko rządom PiS? – Fakt, że Polska jako kraj, który służył za przykład skutecznej transformacji po roku 1989, zostanie tak bardzo napiętnowana, jak wcześniej żadne inne państwo członkowskie, z punktu widzenia politycznego jest dla nas zabójczy – mówi w rozmowie z wiadomo.co Eugeniusz Smolar, członek Rady Centrum Stosunków Międzynarodowych. I dodaje: – Trudno oczekiwać, aby kraje członkowskie pieniądze własnych podatników kierować chciały do kraju, który pokazuje im gest Kozakiewicza

JUSTYNA KOĆ: Czy nowy premier Mateusz Morawiecki, władający językami, światowiec, może dać nowe otwarcie w stosunkach z Unią Europejską?

EUGENIUSZ  SMOLAR: Mamy sytuację pewnego zawieszenia, ponieważ mianowanie nowego premiera w normalnych warunkach byłoby źródłem pewnego otwarcia i takie nadzieje u niektórych naszych partnerów europejskich się pojawiły. Dowodem na to jest m.in. poniedziałkowy artykuł w „Financial Times”, w którym czytamy, że Morawiecki ma szansę dokonać nowego otwarcia w napiętych stosunkach Polski z UE, co byłoby w interesie zarówno Polski, jak i Unii. Jednocześnie wszyscy mają świadomość, i to również czytamy w tym komentarzu redakcyjnym „FT”, że decyzje podejmuje Jarosław Kaczyński i nie mamy do czynienia z normalnym systemem politycznym, gdzie premier w oparciu o większość parlamentarną realizuje własną koncepcję polityki. W związku z tym, szczególnie w UE – zarówno w Komisji, jak i w parlamencie – wszyscy mają świadomość, że to Jarosław Kaczyński dokonał tej nominacji i że będzie egzekwował politykę, która jemu odpowiada. Czy ulegnie zmianie poprzez mianowanie Mateusza Morawieckiego? Wyraża się daleko idącą wątpliwość, ponieważ

w sprawach prawno-instytucjonalnych Polska się tak bardzo zmieniła i z taką determinacją i radykalizmem zostało to przeprowadzone, łącznie ze zmianami w ostatnich dniach, że panuje daleko idący sceptycyzm.

Niemniej w stosunkach dyplomatycznych, osobistych panuje kurtuazja, w związku z tym uściski dłoni i uśmiechy niekoniecznie przekształcają się w nowe opinie o tym, co się w Polsce dzieje.

Reklama

Pana ostanie słowa może potwierdzić wypowiedź prezydenta Francji, już po spotkaniu z premierem Morawieckim, że będzie wspierać Komisję Europejską w sprawie wprowadzenia art. 7. To samo zapowiedziała też kanclerz Merkel.
Dla władz PiS-u musi to być szczególnie dotkliwie, bo cała propaganda polegała na demonizacji KE, a szczególnie pierwszego wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa, sugerując, że jest on antypolskim lewakiem, który ma jakieś osobiste ambicje w tej dziedzinie.

Oni nie znają UE i nie zdają sobie sprawy, że jeżeli ktoś taki jak Timmermans w taki sposób występuje, to jest to efekt świadomości wynikającej z konsultacji, że posiada poparcie większości krajów UE.

Podobnie było w wypadku ostatniego wpisu na Twitterze przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, w którym alarmuje i porównuje politykę PiS do strategii Kremla. Nie są to osobiste inicjatywy, ponieważ żaden z nich nie pozwoliłby sobie na tego typu osobistą inicjatywę nie mając pewności, że istnieje daleko posunięty konsensus w ocenie jakiejś sprawy. Mając złą diagnozę, albo też samooszukując się, rząd nie jest w stanie przeprowadzić chłodnej analizy po to, aby prowadzić skuteczną politykę europejską. Chyba że, a tak sądzę, PiS-owi na tym nie zależy, ponieważ najważniejszym jest przeprowadzenie zmian w samej Polsce.

W tym samym czasie, kiedy premier Morawicki robił „dobre wrażenie” w Europie, w Polsce PiS dopychał zmiany w sądach.
I to zostało odnotowane. W przeszłości publicyści i politycy często żalili się, że Zachód nie zna Polski i że się Polską nie interesuje. Otóż

stopień kompetencji w elitach zachodnich i w środowisku dziennikarskim na temat tego, co się dzieje w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach w Polsce, gwałtownie wzrósł.

Niestety, źródłem tej pogłębionej kompetencji w sprawach Polski nie są zmiany pozytywne, tylko zmiany o charakterze destrukcyjnym.

Może jednak jakieś pozytywy tej zmiany znajdziemy, jeżeli chodzi o nasze stosunki z UE? Premier Morawicki zapowiedział np., że będzie przestrzegał decyzji w sprawie Puszczy.
Tutaj mieliśmy do czynienia z gestem, który został odnotowany, ale czeka się nie na słowa, tylko na działania. Patrząc na determinację, z jaką PiS łamał konstytucję czy prowadził do zmiany ustaw o SN i KRS, ograniczające pluralizm i demokrację, trudno sobie wyobrazić, że nagle chcieliby się z tego wycofać.

Jarosław Kaczyński cofa się tylko przed siłą.

Czyli czeka nas w środę wszczęcie art. 7?
Trudno powiedzieć, bo to są kwestie uzgodnień między głównymi partnerami, ale ten głos Angeli Merkel i Emmanuela Macrona jest bardzo doniosły, słyszany we wszystkich stolicach.

Czy słyszany jest też w Budapeszcie? Wiktor Orbán, wielki przyjaciel Kaczyńskiego, zapowiedział, że nie poprze wszczęcia procedury z art. 7, a do tego potrzebna jest jednomyślność.
Po pierwsze, do ostatniej chwili nie będziemy wiedzieć, jak zachowa się Orbán. Do mnie dotarły informacje, że

dyplomacja węgierska rozpatruje różne możliwości.

Węgry mają bardzo specyficzne interesy, np. w dziedzinie energetycznej, i zależy im, aby Unia nie zablokowała inwestycji Rosjan w siłownię jądrową. Dla Węgier stosunki gospodarcze z Francją, a szczególnie z Niemcami, mają znaczenie podstawowe, tak więc trudno powiedzieć, co się ostatecznie wydarzy. Niewykluczone, że dojdzie do zablokowania wszczęcia procedury art. 7. Niemniej sam fakt, że Polska jako kraj, który służył za przykład skutecznej transformacji po roku 1989, zostanie tak bardzo napiętnowana, jak wcześniej żadne inne państwo członkowskie, z punktu widzenia politycznego jest dla nas zabójczy.

Dużym faux pas był wcześniejszy wyjazd premiera ze szczytu przed spotkaniem z przewodniczącym RE Donaldem Tuskiem?
Biorąc pod uwagę, że była to pierwsza wizyta premiera Morawieckiego, to

należałoby zadbać o jak największą liczbę spotkań po to, aby się poznać, aby zabiegać o poparcie dla spraw polskich, uśmiechać się i nawet sugerować więcej niż Morawiecki może.

Tymczasem premier opuszcza szczyt pod byle pretekstem, że musi się zapoznać z tajnymi dokumentami. Jeden z byłych polskich dyplomatów zwrócił uwagę, że w Brukseli Polska ma 3 placówki dyplomatyczne, a każda z nich posiada własną tajną kancelarię. Gdyby istniały rzeczywiście jakieś pilne materiały o charakterze wywiadowczym, bądź kontrwywiadowczym, to premier mógł się z nimi zapoznać na miejscu i wcale nie musiałby wracać do Polski. W Brukseli zostało to potraktowane z pewnym zdziwieniem.

Może Mateusz Morawiecki, który jest krótko w polityce, nie zdawał sobie sprawy z istnienia takich placówek?
To już jest problem jego i jego doradców, ale są ambasadorzy, doradcy, z premierem był też doświadczony, znający UE wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański.

Nie ma wytłumaczenia dla tego, co się stało.

Mówił pan o interesach węgierskich, że Orbán dobrze rozpoznaje te interesy i o nie zabiega. Czy możemy powiedzieć, o co gra Jarosław Kaczyński na arenie międzynarodowej? Oprócz oczywiście wstawania z kolan.
Razem z Piotrem Burasem, Adamem Balcerem i Grzegorzem Gromadzkim napisaliśmy dla Fundacji Batorego trzy analizy polityki zagranicznej PiS-u. Doszliśmy do wniosku, że polityka zagraniczna, a szczególnie polityka europejska, podlega wymogom polityki wewnętrznej. Dla Jarosława Kaczyńskiego celem przewodnim jest dokonanie radykalnej i bardzo szybkiej transformacji wewnętrzno-politycznej. To PiS robi z niesłychaną determinacją i skutecznością.

Kaczyński i jego doradcy mają świadomość, że instytucją, która jest w stanie w sposób w miarę skuteczny stosować retorsje za te zmiany, jest właśnie Unia Europejska.

Polityka unijna i różne agresywne, mało skuteczne gesty i słowa, które były skierowane wobec KE i PE, nie służą temu, żeby prowadzić jakąś pozytywną politykę, tylko politykę negatywną typu – powiem w sposób kolokwialny – „odwalcie się od nas”. Przypomnę, że popełniono kilka kardynalnych błędów, takich jak np. opcja brytyjska, która uległa destrukcji z powodu Brexitu. Mówienie też o tym, że Polska będzie domagać się zmian traktatowych, a Jarosław Kaczyński ma już prawnika, który pisze mu nowe traktaty europejskie, jest jakąś polityczną kpiną, skoro zamysł ten nie znalazł poparcie nawet w regionie. To wszystko były gesty o charakterze niepoważnym i negatywnym wobec projektu europejskiego.

Bardzo zaszkodzą Polsce, na przykład finansowo?
Polityka europejska to nie jest polityka zagraniczna, ponieważ na nią składają się polityki poszczególnych resortów, tzw. polityki resortowe, czy to w dziedzinie energetyki, czy rolnictwa, wsparcia dla naszych planów energetycznych na linii Północ-Południe. To wszystko są projekty, które są wspierane przez Unię Europejską.

W momencie, kiedy dany kraj podważa zasady funkcjonowania UE, na którą myśmy się zgodzili, i to w referendum, to decydując się na taką politykę, wzmocnioną przez agresywne gesty możemy spotkać się z retorsjami, które być może nie będą dotyczyć art. 7, ale będą dotyczyć innych form współpracy i pomocy EU.

Większość krajów płatników netto już w czasie negocjowania poprzedniego budżetu optowała za tzw. małym budżetem. Dzięki niemal dwuletniej strategii rządu Tuska i Sikorskiego udało się zdobyć partnerów i przekonać ich do tego, że potężne pieniądze kierowane w stronę Polski służą nie tylko Polsce i naszej transformacji, ale i całej gospodarce europejskiej. Po Brexicie budżet zmniejszy się od 10 do 12 mld euro rocznie, będziemy mieć zatem dużo mniej dostępnych środków. Na dodatek ważne będą inne potrzeby: sprawy obronności, rozwoju gospodarczego, klimatyczne, a także środki związane z uchodźcami.

Pieniędzy na cele, na których Polsce najbardziej zależy, będzie mniej.

Kompromis europejski polega na tym, że każdy dba o interesy własnego kraju, pamiętając równocześnie o interesach Unii Europejskiej jako całości. Trudno oczekiwać, aby kraje członkowskie pieniądze własnych podatników kierować chciały do kraju, który pokazuje im gest Kozakiewicza.


Zdjęcie główne: Eugeniusz Smolar, Fot. Heinrich-Böll-Stiftung, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.