Reklama

Pięćdziesięciu ambasadorów to nie pięciu czy nawet piętnastu. Wszyscy nasi najważniejsi partnerzy z Unii i ze świata podpisali ten list i tego nie da się zbagatelizować jednym tweetem, że “pani Mosbacher pomyliła Holandię z Polską”. To pokazuje, że Polska nie ma żadnej polityki zagranicznej, po drugie nie ma kadr, po trzecie rządzącym chyba w tym wszystkim jest dobrze. To strategia, która ma krótkie nogi – mówi nam ekspert od wizerunku politycznego dr Mirosław Oczkoś. – Jeżeli prezes wejdzie do rządu na stanowisko wicepremiera, to znaczy, że użyto już wszelkich możliwych środków, bo to swoista broń atomowa, która zostanie odpalona. Skoro rozważane jest takie rozwiązanie, to znaczy, że jest tragicznie i zawieszono całość tego projektu na teoretycznie najmocniejszym haku, czyli Kaczyńskim. Jeżeli ten hak się poluzuje, to będzie koniec koalicji, już nikt tego nie uratuje – dodaje

JUSTYNA KOĆ: To, co widzieliśmy w sobotę na Nowogrodzkiej, czyli podpisanie umowy koalicyjnej, to hit czy kit?

Mirosław Oczkoś

MIROSŁAW OCZKOŚ: To był podwójny kit i rzeczywiście kluczowe jest to, co zobaczyliśmy, a nie czym było naprawdę.  Wystąpiło czterech niezadowolonych panów, bez podania sobie ręki – w mowie ciała niepodanie ręki jest czymś bardzo mocnym, sam prezes Kaczyński kilka razy stosował ten manewr np. z prezydentem. Wcześniej

prezes Kaczyński wygłosił laudację niczym na stypie. Dodatkowo nie ujawniono tego, co podpisano, zatem to potęguje i prowokuje do rożnych dywagacji.

Czyli wizerunkowa klapa. To zastanawiające, bo do tej pory PiS świetnie radził sobie w sferze PR.
Na tym etapie, na którym znajduje się Zjednoczona Prawica, to nie może rozgrywać się wokół domysłów, bo już teraz wizerunkowo to kiepsko wygląda. Co innego na początku, kiedy to była gra, jednak potem okazało się, że nikt nie jest w stanie wygrać. Pewnie to trwałoby znacznie dłużej, ale ciśnienie przed płotem na Nowogrodzkiej było już tak wielkie, że trzeba było w jakiś sposób to rozładować i przeciąć. Nie zmienia to jednak faktu, że to jedna wielka kpina ze społeczeństwa polskiego, które nie jest może super zainteresowane, kto zostanie jednym czy drugim ministrem, ale jest mocno zainteresowane walką z pandemią, rosnącym bezrobociem i gigantyczną dziurą budżetową. Tu wszyscy zajmują się stołkami i nie da się już oszukiwać, że mają jakieś wspólne cele.

Reklama

Dla mnie to nawet nie wyglądało jak podpisanie umowy, tylko raczej rozejmu, zawieszenia broni, że od dziś nie strzelamy po 22.00 i nie używamy ostrej amunicji. Niemniej żadna ze stron nie ma wątpliwości, że przy pierwszej okazji, jaka się nadarzy, ten rozejm zostanie zerwany.

Jarosław Kaczyński traci siły i wpływy?
Traci, choć jest oczywiście ciągle najmocniejszym z graczy, natomiast nie wiemy, co będzie w dalszej perspektywie. Kaczyński jest w fazie przebudowy Polski i myślał, że teraz w II kadencji domknie system, po czym go zamrozi, ale okazało się, że zamrażarka nie działa. Rekonstrukcja rządu zazwyczaj poprawia notowania i jest wizerunkowo pozytywnym zabiegiem, a tutaj nie dość, że nastąpił samozapłon – przypomnę dymisję ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego i szefa MSZ Czaputowicza – to jeszcze Solidarna Polska pokazała PiS gest Kozakiewicza. Powszechnie uważano, że Kaczyński zmiażdży Ziobrę, a tu nic takiego się nie stało.

Kaczyński na wicepremiera rozbroi tę sytuację?
Jeżeli prezes wejdzie do rządu na stanowisko wicepremiera, to znaczy, że użyto już wszelkich możliwych środków, nie ma już nic większego, to swoista broń atomowa, która zostanie odpalona. Oczywiście to ciągle spekulacje, a my uprawiamy sowietologię, bo nie ma oficjalnego potwierdzenia wejścia Kaczyńskiego do rządu. Skoro jednak rozważane jest takie rozwiązanie, to znaczy, że jest tragicznie i zawieszono całość tego projektu na teoretycznie najmocniejszym haku, czyli Kaczyńskim. Jeżeli ten hak się poluzuje, to będzie koniec, już nikt tego nie uratuje. Kaczyński i tak przez 5 lat sterował tym rządem. Skoro teraz ma wejść, to tylko po to, aby pokazać, i to raczej na zewnątrz, niż do środka, że on także będzie miał pieczę nad tym wszystkim. Podejrzewam, że także część samego PiS-u zaczęła się buntować, że “przystawki” czy “ogony” machają psem, jak mówił marszałek Terlecki.

Najpierw Gowin kontestował wybory majowe i nic mu się nie stało, właśnie ma wrócić do rządu, teraz Ziobro, który pokazał figę, też zostaje, podobnie jak jego wiceministrowie.

Kto więc wygrał te przepychanki?
To tylko i wyłącznie technologia władzy – stołki, posady, spółki. Mówienie teraz, kto zyskał, kto stracił, jest ryzykowne, chociaż wiele wskazuje na to, że to PiS i Jarosław Kaczyński stracili, skoro użyta ma zostać broń atomowa. Oczywiście sondaże są przychylne PiS, a złe dla koalicjantów, ale to się może zaraz zmienić. Na pewno stracił Mateusz Morawiecki, bo ewidentnie wygląda na to, że nie jest samodzielny. Przyznam, że trudno mi sobie wyobrazić teraz, że zostaje pierwszym wiceprezesem, skoro w rządzie musi być ze swoja opiekunką. To wszystko zaczyna wyglądać jak “kara z niebios”. Mamy coraz gorszą sytuację z epidemią, z którą rząd ewidentnie nie wie, co zrobić, a ponieważ zaczął od kłamstwa, że wirus jest w odwrocie, to dalej musi kłamać.

Chichot historii jest taki, że zachorował były minister zdrowia Łukasz Szumowski. Myślę, że Woody Alen ze Stanisławem Bareją i Alfredem Hitchcockiem by tego nie wymyślili. Drugą epidemią jest choroba władzy – toczy nas rak kłamstwa w przestrzeni publicznej.

List w sprawie osób LGBT podpisało 50 ambasadorów pod przywództwem Georgette Mosbacher. Kolejna wizerunkowa klapa?
To wizerunkowa masakra. To niczym wskazanie kija, którym dostaniemy na goły tyłek. Fatalnie to wygląda, bo byliśmy “głównym partnerem”, a teraz jesteśmy niegrzecznym dzieckiem, które stawiane jest do kąta. Nie sądzę, żeby młodsi wyborcy chcieli być w organizacji, którą proponuje aktualny rząd. 50 ambasadorów to nie 5 czy nawet 15. To kilkudziesięciu przedstawicieli najważniejszych krajów, bo

pod listem nie podpisali się tylko ambasadorowie Rosji, Białorusi, Arabii Saudyjskiej czy Turcji.

Wszyscy nasi najważniejsi partnerzy z Unii i ze świata podpisali ten list i tego nie da się zbagatelizować jednym tweetem, że “pani Mosbacher pomyliła Holandię z Polską”. To pokazuje, że Polska nie ma żadnej polityki zagranicznej, po drugie nie ma kadr, po trzecie rządzącym chyba w tym wszystkim jest dobrze. To strategia, która ma krótkie nogi. W rządzie mamy prawie samych historyków i dziwie się, że oni nie widzą, do czego to zmierza… Smutne.


Zdjęcie główne: Mateusz Morawiecki i Georgette Mosbacher, Fot. Flickr/KRPM/Adam Guz/KPRM; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Flickr/Fryta 73, licencja Creative Commons

Reklama