Reklama

Wydaje się, że najbardziej aktywni w przestrzeni publicznej są dziś pozoranci: pozorny minister spraw zagranicznych objeżdża Europę, pozorny premier wprowadza pozorny Nowy Ład, pozorny prezydent proponuje ustawę, która wiadomo, że nie przejdzie, ale generalnie wszyscy robią wrażenie, że coś robią. Jak się na to patrzy z dużej perspektywy, to wygląda tak, że oni z tymi taczkami jeżdżą, tylko nikt nie widzi, co tam jest w taczce, czy to pusty przebieg – mówi nam dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego. I dodaje: – Skoro taką mamy świetną dyplomację i tak doskonale pan Rau dogadał się z Ławrowem, to niech załatwi zwrot wraku. Za to przecież politycy KO, a wcześniej Platformy byli wręcz linczowani

Ostatnie tygodnie to wzrost aktywności prezydenta Andrzeja Dudy i nie tylko, mam na myśli kwestie związane z Ukrainą i wtorkowe spotkanie w Pałacu, ale też inicjatywę w sprawie Sądu Najwyższego czy puszczanie oka, że rozważa weto lex Czarnek. Co się jest przyczyną?

Mirosław Oczkoś

MIROSŁAW OCZKOŚ: W budowaniu wizerunku czy podejściu PR dobrze albo źle wypada się na czyimś tle, ale również ta zasada obowiązuje względem „własnego tła”. Patrząc na reakcje tych, co zwolennikami prezydenta nie są, można dostrzec, że doszukują się rzeczy, których tam nie ma. Niektóre są wręcz entuzjastyczne. My teraz nie antycypujemy, jaki pan prezydent jest, bo my już to wiemy. To nie jest przygotowanie do pierwszej kadencji. Teraz oczywiście wiemy, że nie ma już trzeciej kadencji, przynajmniej na razie nie ma takich planów, zatem obserwujemy go pod kątem kończącej się kadencji nr 2, a na tle wcześniejszych zachowań wszystko, co zrobi, normalnie budzi nasz zachwyt.

To świadczy o skali naszej paranoi politycznej. Oczywiście, że można powiedzieć, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale

Reklama

jeżeli ktoś zachwyca się rzeczami, które są oczywiste, to budzi to pewne wątpliwości. Przypomina mi się w tym kontekście anegdota, że dwójka skinheadów uratowała staruszkę, bo przestała ją kopać. Trochę tak to wygląda.

Sytuacja na świecie dość mocno się zmieniła, sytuacja w Polsce też wygląda na zmienną i oczywiście pan prezydent mógłby dalej nic nie robić, ale poczekałbym przede wszystkim na test, którym będzie lex Czarnek. Nagromadziło się przy tym wiele emocji, łącznie z tym, że po 6 latach objawiła nam się pani prezydentowa, co prawda nie było żadnego komunikatu i wszystko było tajne przez poufne, ale jednak. Potem pan Czarnek rozmawiał z parą prezydencką, oczywiście z obu spotkań są pewne przecieki, jednak po czynach ich poznacie. Jeżeli prezydent zawetuje ustawę, którą chyba poza panem Czarnkiem i jego najbliższym otoczeniem każdy uważa za bezsensowną, to będzie wyraźny znak.

Podobno pan prezydent jest osobą ulegającą wpływom. Pod kogo urokiem jest teraz?
Podobno tak rzeczywiście jest i kiedy zawetował fatalną lex TVN, otworzył się dla niego świat polityków zachodnich, którzy próbują go trochę zbudować i dopuszczają go do różnych gremiów, spotkań itd. Trwa zatem takie ładowanie ego prezydenta Polski. Musimy jednak patrzeć na kontekst, a wiemy, że nie jest samodzielnym politykiem, nie ma nawet swojego obozu, ponieważ przez tyle lat nie był w stanie go zbudować.

I teraz, wracając do początku naszej rozmowy, prezydent przedstawił ustawę, która nie przejdzie, bo pojawił się sprzeciw ziobrzystów, ale i kontrustawa, żeby uratować te 58 mld z UE, a to tylko świadczy o tym, że obóz rządzący ma nóż na gardle. Oczywiście można coś ściągnąć z podatków, ale widać już, że sztandarowy pomysł Mateusza Morawieckiego nie wypali. Ciekawe, że

w 2015 roku PiS szedł do wyborów z hasłem „Polska w ruinie” i wszyscy myśleli, że to była diagnoza, a to była zapowiedź programu. W PiS-ie wszystko jest na odwrót, ład to bałagan, sprawiedliwością nazywa niesprawiedliwość, naprawa sądownictwa tak przyspieszyła, że ludzie czekają kilka miesięcy, a nawet rok dłużej na orzeczenia.

Premier Morawiecki udzielił ciekawego wywiadu tygodnikowi braci Karnowskich, już któregoś z kolei. Swoją droga ciekawe, że żadnego nie udzieli mediom nieprzychylnym władzy…
To znak firmowy tej władzy i mówię to z przykrością – to pogarda. Przestało też w ogóle obowiązywać słowo konferencja, ponieważ wysocy przedstawiciele władzy po prostu wygłaszali swoje tezy i wychodzili z konferencji bez pytań. Klasycznym zachowaniem establishmentu, gdy pojawiają się niewygodne pytania, jest odwrót i pokazanie pleców. Dziennikarze biegają po korytarzach sejmowych np. za marszałkiem Terleckim, który czasem coś bąknie, a czasem nie. To traktowanie dziennikarzy w sposób niepoważny, nawet pogardliwy i poniżający. W normalnej sytuacji powinno być tak, jak zrobiła ostatnio stacja TVN24 – gdy trzech posłów ewidentnie do kamery kłamało, przerwano transmisję. Sądzę, że to powinien być jakiś kierunek w myśleniu dziennikarzy w Polsce. Pomijam już, że jest pewna gama zachowań wpisanych w obowiązki urzędnika państwowego i są to m.in. niekłamanie i pewne minimum moralności. Zachowania takie jak szerzenie propagandy, kłamanie, mijanie się z prawdą, pomijanie faktów, co notorycznie robią przedstawiciele władzy, to raczej zachowania polityków ze Wschodu.

Skoro przy Wschodzie, to słychać – podobnie jak w przypadku prezydenta – pochwały i zachwyty nad ministrem Rauem, który spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Rosji, Ławrowem. Pan podziela te pochwały?
Minister Rau dużo ostatnio jeździ i rozmawia, ale przecież nie dlatego, że jest takim świetnym ministrem, tylko dlatego, że Polska przewodniczy OBWE w tym półroczu, a to jest organizacja, z którą musi się liczyć nawet Ławrow. Wygląda na to, po tych poklepywaniach, że panowie rzeczywiście się dogadali, ale w takim razie proponuję powiedzieć „sprawdzam”. Skoro taką mamy świetną dyplomację i tak doskonale pan Rau dogadał się z Ławrowem, to niech załatwi zwrot wraku. Za to przecież politycy KO, a wcześniej Platformy byli wręcz linczowani. To oczywiście dość populistyczne, co teraz mówię, ale nie różni się wiele od tego, co mówiono 7-9 lat temu.

Premier mówi w tym wywiadzie: „To prawda, że kryzysów, które przyszły głównie z zewnątrz, jest teraz wyjątkowo dużo. Tworzy to duże ciśnienie polityczne, a w ślad za tym pewną nadzieję po stronie opozycji, że za chwilę się przewrócimy. Ale mylą się. Nie przewrócimy się, wyjdziemy z tych trudności i znowu wygramy”. Premier zaklina rzeczywistość, a może, jak twierdzą niektórzy, szykuje się na wybory?
Gdyby oceniać zewnętrzne działania premiera, to rzeczywiście

wygląda to jak szykowanie się na wcześniejsze wybory jesienią, bo wówczas zaczną już działać te wszystkie „trzynastki” i „czternastki” dla emerytów, może trochę wypłaszczy się inflacja.

Druga konstatacja jest taka, że pan premier przypomina kapitana na tonącym okręcie, gdzie woda podchodzi już do mostka kapitańskiego, a premier krzyczy wciąż, aby płynąć dalej. To ewidentnie zaklinanie rzeczywistości, ale to nie pierwszy raz, kiedy Mateusz Morawiecki to robi. Pan premier też często kłamie, zatem kiedy mówi takie rzeczy i to w takim tygodniku, to można przypuszczać, że wręcz walczy o życie. Codziennie jest odstrzeliwany jeden z jego oficerów w ekipie, majtkowie już dawno uciekli, pytanie, jak długo to wytrzyma i kiedy się go poświęci na ołtarzu politycznym, aby zmienić wizerunek, ponieważ pan premier już tego wizerunku raczej nie zmieni.

Wydaje się, że najbardziej aktywni w przestrzeni publicznej są dziś pozoranci: pozorny minister spraw zagranicznych objeżdża Europę, pozorny premier wprowadza pozorny Nowy Ład, pozorny prezydent proponuje ustawę, która wiadomo, że nie przejdzie, ale generalnie wszyscy robią wrażenie, że coś robią. Jak się na to patrzy z dużej perspektywy, to wygląda na to, że oni z tymi taczkami jeżdżą, tylko nikt nie widzi, co tam jest w taczce, czy to pusty przebieg. Z jednej strony każdego Polaka interesuje to, żeby było lepiej, niż gorzej, natomiast patrzymy na bezradność w pewnych działaniach bądź kabaretowość – raptem wczoraj pan Sasin podpisał umowę na budowę małych reaktorów jądrowych z firmą, która nie wybudowała żadnego reaktora jeszcze,

wygląda na to, że mamy powtórkę z maseczek i respiratorów, słowem z wielkiej ściemy.

A ponieważ ten rząd nauczył się żyć w propagandzie, to takie są efekty. Wypuszcza się różnych ludzi, aby krzewili słowo PiS-owskie, ale poza nimi to już tylko igrzyska. To wszystko miesza się w jednym kotle i prawdopodobnie jak my spróbujemy tej zupy, której nam nawarzyli, to dostaniemy wszyscy niestrawności i być może ostrego rozstroju żołądka i biegunki, która nas mocno przeczyści.

(INK)


Zdjęcie główne: Mateusz Morawiecki, Fot. Flickr/KPRM/Krystian Maj, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Flickr/Fryta 73, licencja Creative Commons

Reklama