Reklama

Smutno prezentuje się Rada Bezpieczeństwa przy prezydencie, bo wygląda na to, że spotykają się ludzie, którzy niewiele mogą, niewiele rozumieją, mają ustawiony celownik na PR, budowanie wizerunku i sprzedaż kłamstw. To wygląda niestety na początek mrocznego czasu w przestrzeni publicznej w Polsce, bo nie dość, że wojna, to brak pieniędzy z Funduszu Odbudowy plus jakieś karkołomne działania z polskim bezładem – mówi nam dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego. I dodaje: – Okazuje się, że w zderzeniu z polityką światową Kaczyński jest bezradny. Przyznam, że patrząc na tę bezradność najważniejszej osoby w państwie, która od 7 lat rządzi i dzieli, a nasze losy są w jego rękach, jestem przerażony

W ekipie rządzącej ewidentnie trzeszczy, szczególnie między Zbigniewem Ziobrą a prezydentem. Ziobro skrytykował wypowiedź prezydenta o Orbánie, zawieszono prace nad ustawą prezydenta o Sądzie Najwyższym. To cena, jaką Andrzej Duda płaci za to, jak został dowartościowany przez wizytę Bidena?

Mirosław Oczkoś

MIROSŁAW OCZKOŚ: Pytanie, co znaczy płacić karę, bo pan prezydent wyraźnie jeszcze w dalszym ciągu jest na tej amerykańskiej szprycy, na doładowaniu ponad swoje możliwości. Amerykanie są pragmatyczni i zrobili dokładny research polskiej sceny politycznej i poszli po linii najmniejszego oporu, nie ukrywajmy. Pan prezydent był najbardziej wdzięcznym obiektem, aby go wstawić na sterydy. Wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że

Amerykanie nie dali się nabrać na kamuflaż Jarosława Kaczyńskiego, że nagle zostali euroentuzjastami, poza tym w tym rządzie jest kilka osób, które świadomie lub nie, ale sympatyzują z Rosją i Putinem,

wyraźne wsparcie opozycji byłoby ryzykowne, dlatego padło na prezydenta. To czysty pragmatyzm.

Reklama

Ta ustawa o Sądzie Najwyższym i tak byłaby na kontrze Zbigniewa Ziobry, on to zapowiadał zanim prezydent wypowiedział się o Orbánie, ale to pokazuje, że nie ma żadnej koalicji, Zjednoczenia Prawicy. Zatem albo Zbigniew Ziobro zaczyna przygotowywać sobie najlepszą pozycję do startu, albo próbuje testować, na ile Jarosław Kaczyński pozwoli mu poszaleć na prawej stronie.

Problemy dopiero się zaczynają, bo pierwsze uderzenie naszej dobroci i pomocy za chwilę się skończy, entuzjazm wygaśnie, ponieważ państwo niewiele wykonało, aby wesprzeć samorząd w tym zakresie. Zaczną się zatem zaraz pojawiać konflikty, na których będzie żerowała Konfederacja. Prawdopodobnie na to samo ma ochotę Ziobro z kolegami, czego się obawiam, bo patrząc na to z punktu widzenia wizerunku Polski, ale też marketingu politycznego, to uchodzący za chwile zostaną przedmiotem brutalniejszej niż ostatnio gry (że zabierają pracę, miejsce w szpitalu itd.).

Ryszard Terlecki po odwołaniu komisji w sprawie SN przekonywał o całkowitej jedności Zjednoczonej Prawicy, a Zbigniew Ziobro nie chce wyjść na miękiszona. Czy Ziobro nie gra zbyt wysoko?
Przyznam, że zastanawiałem się, czy nie gra powyżej swoich możliwości, ale prawdopodobnie gra również powyżej swoich możliwości intelektualnych. Uprawianie polityki „nie bo nie”, kiedy nie ma kontry z drugiej strony, wygląda na bezpieczne.

Przypomnę, że Zbigniew Ziobro i jego akolita Patryk Jaki byli przyczyną ogromnego konfliktu z Izraelem i z USA. To z kolei jest wynikiem tego, że polityka zagraniczna za PiS-u jest absolutnie skierowana do środka i jak widać, nic się nie zmieniło.

Nie zmienią tego też wycieczki Jarosława do Kijowa, ponieważ wszystko, co robi, jest nastawione na sukces wewnętrzny. Stąd żaden z ministrów spraw zagranicznych nie kreował żadnej polityki, a w tę lukę wchodził właśnie Zbigniew Ziobro i nawet jeżeli ktoś się burzy, to nie dostaje reprymendy od Jarosława Kaczyńskiego. Być może dlatego, że jest pewna grupa posłów, której się to podoba.

Pytanie, jak długo to będzie jeszcze działało i czy prezes nie zdecyduje się na wariant wcześniejszych wyborów, ewentualnie rząd mniejszościowy z poparciem PSL lub Hołowni. To może trwać nawet rok, ale pewne jest jedno. Proszę zwrócić uwagę, że w debacie sejmowej wystąpili wszyscy wiceministrowie i ministrowie, a mając cięższą opozycję w rządzie niż poza rządem, rządzenie staje się wyzwaniem.

Za chwilę 12. rocznica katastrofy smoleńskiej, a w ostatnim wywiadzie Jarosław Kaczyński powiedział: „Mogę powiedzieć, że pierwszy raz po zapoznaniu się z różnymi dokumentami mam wyjaśnienie całości”. Dlaczego w obliczu wojny w Ukrainie, inflacji, kłopotów energetycznych Kaczyński znowu odgrzewa Smoleńsk?
Ponieważ w kasie pusto, pierwsze sondaże pokazują, że wojna nie dała kopa w sondażach, jakiego się spodziewał, po trzecie to tkwi mu zadrą w sercu i ma pretensje do świata, Tuska i wszystkich innych. Po czwarte, to już raz się sprawdziło, a

Jarosław Kaczyński nie ma zdolności budowania czegoś na skalę kraju. On już zdał sobie sprawę, że wybory można wygrać w 6 województwach, a resztę można olać, a że gra się tak, jak okoliczności pozwolą, to on uderza w te stare bębny.

Mam wrażenie, że jego rozumienie świata poza Polską jest niewspółczesne. Nie chcę się wywnętrzać specjalnie, ale wydaje się, że on nie rozumie tego, co się teraz dzieje, i nie stara się nawet o to. Okazuje się, że w zderzeniu z polityką światową Kaczyński jest bezradny. Przyznam, że patrząc na tę bezradność najważniejszej osoby w państwie, która od 7 lat rządzi i dzieli, a nasze losy są w jego rękach, jestem przerażony.

Mówi pan o wypowiedzi z Kijowa w sprawie misji pokojowej NATO?
Cała ta podróż to był PR, ale po tym, co teraz ujawnił Zełenski, okazało się, że to wizerunkowa katastrofa. Wiadomo było, że teraz PiS-owcy będą robić krecią robotę i tak jak Zełenski próbował zdobyć serce Kaczyńskiego, uruchamiając Smoleńsk podczas swojej wypowiedzi na połączonych izbach parlamentu, tak teraz jednym zdaniem, że nie rozumie, o co chodzi Kaczyńskiemu, dał mu w twarz niczym Will Smith Chrisowi Rockowi. W dyplomacji słowa Zełenskiego to trzęsienie ziemi i oczywiście możemy to obudowywać, że nie zrozumiał itd., ale prawdą jest, że gdyby Zełenski chciał, to by to przemilczał.

Rzecznik rządu ogłosił, że wstrzymujemy import rosyjskiego węgla, zamrożone też zostaną majątki oligarchów. Skąd nagle taka determinacja?
I to okazało się, że można to zrobić bez zmiany konstytucji. Prawdopodobnie to był test, czy opozycja da się wpuścić w kanał, bo ciągle wpada w pułapki wizerunkowe PiS-u. Okazało się, że opór opozycji był tak duży, że nie ma szans na żadną zmianę konstytucji. A ponieważ sprawa narastała i

codziennie słyszymy, że kolejne kraje wprowadzają takie zasady, a żaden nie zmienia konstytucji, to w końcu doszli do wniosku, że też trzeba coś z tym zrobić.

Podobnie smutno prezentuje się Rada Bezpieczeństwa przy prezydencie, bo wygląda na to, że spotykają się ludzie, którzy niewiele mogą, niewiele rozumieją, mają ustawiony celownik na PR, budowanie wizerunku i sprzedaż kłamstw. To wygląda niestety na początek mrocznego czasu w przestrzeni publicznej w Polsce, bo nie dość, że wojna, to brak pieniędzy z Funduszu Odbudowy plus jakieś karkołomne działania z polskim bezładem, który okazał się jeszcze gorszy, niż wszyscy sądzili. Przyznam, że to nie lada wyczyn. To musi prowadzić do katastrofy, a w tym wszystkim pojawia się Jarosław Kaczyński, który odgrywa jakieś gry, i to nieudolnie. Trwoga…

(JK)


Zdjęcie główne: Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych, Fot. Flickr/KPRM/Adam Guz, licencja Creative Commons; zdjęcie w tekście: Mirosław Oczkoś, Fot. Flickr/Fryta 73, licencja Creative Commons

Reklama