Reklama

Taśmy Kaczyńskiego, KNF, Glapiński, Misiewicz, nagrody, sprawa pana Kujdy to wszystko kamyki czy nawet kamienie, które mogą przekształcić się w głaz, który pociągnie PiS w dół – mówi nam dr Marek Migalski, politolog. Czy Kaczyński wiedział, że Kujda był agentem SB? – Skłaniam się do wersji, że prezes o tym wiedział, co czyniło pana Kujdę narzędziem w jego rękach, bo skoro prezes miał na niego taki hak, to pan Kujda musiał spełniać wszelkie zachcianki prezesa. To pokazywałoby całkowity cynizm prezesa, jeżeli chodzi o rozliczanie z przeszłością – podkreśla nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Kazimierz Kujda, wieloletni szef związanej z PiS spółki Srebrna i ostatni bohater opublikowanych taśm Kaczyńskiego, przyznał, że był w latach 80. agentem Służby Bezpieczeństwa. Oczywiście deklaruje, że nie krzywdził ludzi. Czy to duży problem wizerunkowy dla PiS-u i samego Kaczyńskiego?

MAREK MIGALSKI: Wszyscy agenci SB zawsze najpierw mówią, że nie byli, potem – że nie pamiętają, a jak już przedstawi im się papiery pod nos, to przekonują, że nikogo nie skrzywdzili.

Reklama

To, że on się broni w taki sposób, że co prawda był, ale nikogo nie skrzywdził, a potem dzielnie stał po stronie obozu demokratycznego, ma oznaczać, że stał przy Jarosławie Kaczyńskim. To oczywiście żenujące w ocenie jego i tego, co robił przed 89 rokiem.

Czy Jarosław Kaczyński wiedział o tym?
Są dwie możliwości. Prezes o tym wiedział lub nie wiedział, w obu przypadkach świadczy to jak najgorzej o prezesie Kaczyńskim. Jeśli Jarosław Kaczyński nie wiedział, że jeden z jego najbliższych współpracowników, jeśli chodzi o zarządzanie spółką Srebrna, był agentem, to świadczy to fatalnie o prezesie, jak dobiera sobie współpracowników i jak zna się na ludziach. To oznacza wobec tego, że można mu każdego podstawić, a on jak naiwne dziecko będzie mu powierzał swoje najbardziej sekretne tajemnice. Jest też druga możliwość, że prezes o tym wiedział, ale potraktował to podobnie jak Goering kiedyś w swoim ministerstwie – kiedy doniesiono mu, że jeden z jego pilotów jest Żydem, powiedział: o tym, kto jest Żydem w moim ministerstwie, decyduję ja.

Można powiedzieć, że Jarosław Kaczyński także decyduje o tym, kto był agentem.

Skłaniam się do wersji, że prezes o tym wiedział, co czyniło pana Kujdę narzędziem w jego rękach, bo skoro prezes miał na niego taki hak, to pan Kujda musiał spełniać wszelkie zachcianki prezesa.

To pokazywałoby całkowity cynizm prezesa, jeżeli chodzi o rozliczanie z przeszłością, jego instrumentalny stosunek do przeszłości. Jeżeli jego najbliżsi współpracownicy byli w PZPR, jak Jasiński czy Piotrowicz, to to jego sprawa, bo pan prezes daje rozgrzeszenie. To smutna wiadomość dla tych wszystkich, którzy się przejmują moralnymi uniesieniami prezesa PiS-u.

Z tego punktu widzenia wyglądają na całkowicie naiwnych, że przejmują się kategoriami moralnymi, które prezes traktuje jak narzędzie uprawiania polityki.

Wojciech Czuchnowski zwraca uwagę, że Kazimierz Kujda zawsze za PiS-u był szefem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a to jedno z niewielu wysokich kierowniczych stanowisk, gdzie nie trzeba składać oświadczeń lustracyjnych.
Trzeba by było sprawdzić proces legislacyjny, bo to aż dziwne, że to jedno jedyne stanowisko wypadło z tej ustawy. Warto by sprawdzić zapis rozmów i prac, aby zobaczyć, kto zadbał o to, aby to przysłowiowe “lub czasopisma” wypadło. Dziś można powiedzieć żartobliwie, że prezes Kaczyński dopadł wreszcie układ oligarchiczno-nomenklaturowo-ubecki, tyle że w swojej formacji, bo

okazało się, że mamy do czynienia z firmą, którą zarządza były tajny współpracownik SB, spółka ta ma ambicje budowania oligarchicznego w swej potędze i momencie budynku i jeszcze do tego uwłaszczyła się na majątku PRL.

To kolejny kamyczek do wiadra z kłopotami PiS-u. Jak duży?
Rozmawialiśmy o tym na początku afery z taśmami czy chyba nawet przy okazji afery z zarobkami w NBP. PiS przestało narzucać agendę polityczną, raczej reaguje na to, co przyniesie los albo opozycja, co zaczyna odbijać się w sondażach. Bez emocjonowania się sondażami, że Koalicja Europejska wygrywa z PiS czy jak pokazuje dzisiejszy sondaż dla “Rzeczpospolitej”, gdzie PO a PiS są tylko 3 punkty procentowe, to pewne jest jedno: zachodzi zmiana w nastojach społecznych, zmiana niekorzystna dla PiS. Taśmy Kaczyńskiego, KNF, Glapiński, Misiewicz, nagrody, sprawa pana Kujdy to wszystko, jak pani powiedziała, kamyki czy nawet kamienie, które mogą przekształcić się w głaz, który pociągnie PiS w dół.

Oczywiście ten proces dopiero trwa i tu wiele się jeszcze może wydarzyć, ale trend od czasów wyborów samorządowych jest dla PiS niekorzystny.

Podobno czekają nas roszady w PiS. Decyzja miała zapaść już w listopadzie, ale dopiero teraz pojawiły się informacje na ten temat. Stanowisko szefa regionu w Piotrkowie miał stracić Antoni Macierewicz, ale ostatecznie prezes miał stwierdzić, że to zbyt niebezpieczne. Przetasowania w partii są skutkiem kryzysu politycznego?
Aż tak bym tego nie interpretował, bo to stara metoda prezesa Kaczyńskiego. On co jakiś czas napuszcza jednych na drugich, wymienia szefów okręgów, regionalnych, powiatowych – zresztą PiS ma pod tym względem bardzo skomplikowaną strukturę. Wszystko po to, aby ostateczną instancją dla wszystkich konfliktów, które rodzą się w terenie, był prezes Kaczyński. Tego typu przetasowania, awansowanie jednego, a poniżenie drugiego, to stara metoda prezesa, która powoduje, że partia jest ciągle w stanie wrzenia, a prezes w tym kociołku ciągle grzebie.

Innym problemem jest Antoni Macierewicz, który jest ciągle formalnie wiceprezesem PiS-u.

Doszliśmy do takiej sytuacji, i tak to trzeba odczytać, że ludzie jednego wiceprezesa – Kamińskiego, aresztowali ludzi drugiego wiceprezesa – Macierewicza, czyli słynnego Bartosza M. To jest sytuacja jak z “Krótkiego kursu historii WKP(b)” partii bolszewickiej, gdzie końcówka tego sporu musi się zakończyć totalną walką wszystkich ze wszystkimi w PiS-ie.

Proszę zobaczyć, że Antoni Macierewicz długo bronił Bartosza M. po to tylko, aby pokazać wszystkim, że postawienie na niego, podpięcie się do niego jako prezesa partii opłaca się. Dzisiaj wszyscy w PiS-ie widzą, że Antoni Macierewicz tonie, a jego najbliżsi współpracownicy nie tylko tracą stanowiska, ale i wolność. Gdyby Macierewicz rzeczywiście stracił to swoje stanowisko, trzeciorzędne zresztą, szefa okręgu, to byłby to jasny sygnał dla wszystkich, że przestał się liczyć. On nie może sobie na to pozwolić, wobec tego będzie bardzo ciekawe napięcie, jakie musi z tego wyniknąć i ciekawa będzie reakcja Macierewicza, czy da się zamordować po cichu, czy też będzie widział dla siebie szanse secesji i urwania się Jarosławowi Kaczyńskiemu, podziałania w układzie poza PiS-em.

O ile znamy Macierewicza, to nie da zamordować się po cichu. Stąd te ruchy związane z partią Rydzyka?
Tak sądzę, tak samo jak z narodowcami, próba połączenia się z innymi skrajnie prawicowymi ugrupowaniami. Wybory do PE akurat sprzyjają takim eksperymentom.


Zdjęcie główne: Marek Migalski, Fot. Wikimedia/Lestat (Jan Mehlich), licencja Creative Commons

Reklama