Reklama

Razi mnie ciągłe opowiadanie, że w Polsce jest duopol i rządzi PO-PiS, który nie istnieje od 2005 roku. Nawet jeśli uznamy, że potrzebny jest blok lewicowy o własnej tożsamości politycznej, to myślę, że pomiędzy dwoma blokami (jeśli ten lewicowy powstanie) powinno nastąpić uzgodnienie zasad całej anty-PiS-owskiej opozycji: bronimy konstytucji, miejsca Polski w Europie, unikamy niszczącej wzajemnej agresji i kłamstw. Te głosy lewicy potępiające w czambuł III RP są dla PiS bardzo przydatne, bo de facto legitymizują ich narrację. Nawet zachowując programową tożsamość, lewica powinna odrzucić pokusę takiej retoryki – mówi nam dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. Pytamy o spór z Unią i możliwe scenariusze w nadchodzących wyborach. – Premier kontynuuje ten model kampanii, który już widzieliśmy w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, potem kampanii PiS-u. To model, który nazwałbym budowaniem “rzeczywistości równoległej”. To nie są pojedyncze przypadki, gdzie premier mija się z prawdą, tylko systematyczne tworzenie tego, co administracja Trumpa nazwała “alternatywnymi faktami” – tłumaczy nasz rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Krzysztof Łapiński odchodzi z funkcji rzecznika prezydenta, aby założyć własną firmę. To już czwarty rzecznik prezydenta na trzy lata kadencji. O co chodzi?

JACEK KUCHARCZYK: To sprawia rzeczywiście wrażenie kryzysu i to na newralgicznym odcinku, bo budowaniu wizerunku prezydenta. To wrażenie wzmacnia jeszcze powołanie na następcę Łapińskiego osoby z niewielkim doświadczeniem w budowaniu wizerunku, raczej znanej z hejtowania dziennikarzy. Tę decyzję można wyjaśnić na dwa sposoby. Być może prezydent czuje się bardzo pewnie. Sondaże CBOS-u stawiają go na pierwszym miejscu, jeżeli chodzi o popularność wśród opinii publicznej, więc może prezydent uznał, że nawet taki dziwny ruch mu nie zaszkodzi.  Bardziej prawdopodobna wydaje mi się jednak hipoteza, że

prezydent rozpaczliwie szuka własnego elektoratu wśród wyborców antyestablishmentowych na skrajnej prawicy czy u Kukiza. Wynikałoby to z braku pewności co do poparcia PiS i pisowskich mediów.

A może Krzysztof Łapiński już nie podejmuje się dbania o wizerunek prezydenta, skoro ten zalicza wpadkę za wpadką? Podobnie może było z poprzednimi rzecznikami?
Może tak być, że rzeczywiście kolejni rzecznicy już nie chcieli brać na siebie odpowiedzialności za te różne “łamańce”, które pan prezydent wyczynia. Aczkolwiek to sugerowałoby, że te osoby mają jakieś poczucie wstydu czy obciachu z powodu tego, co robiły u prezydenta. Szczerze mówiąc, to zdziwiłoby mnie to.

Jeżeli ktoś przez wiele miesięcy toleruje pracę dla prezydenta, który łamie konstytucję, to byłoby zaskakujące, gdyby nagle się ocknął i nabrał poczucia, że to jest złe.

Krzysztof Łapiński zapowiada, że przechodzi do biznesu. To chyba jedyny znany przypadek, że w środku kadencji, przy dobrych notowaniach rzecznik rezygnuje, żeby założyć firmę?
To dobrze pokazuje, jak wygląda kariera w IV RP. Człowiek idzie do polityki z założeniem, że się upaprze, ale potem śpieszy się odebrać coś na kształt odszkodowania za ciężkie warunki pracy.

Reklama

Przechodzi do biznesu, gdzie płace są dużo większe niż w administracji, a obowiązki raczej symboliczne. Z tego punktu widzenia ta decyzja mnie nie zaskakuje. Nawet bardziej do mnie przemawia niż tłumaczenie, że Łapiński rezygnuje, bo nagle odkrył, że niefajnie jest pracować dla takiego prezydenta.

A jak ocenia pan ostatnie wystąpienia prezydenta, który przekonywał, że w Sądzie Najwyższym orzekają sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów w stanie wojennym, podczas przemówienia w Kościele Św. Brygidy czy na inauguracji roku szkolnego?
Moim zdaniem prezydent ma poczucie, że musi się przed publicznością tłumaczyć, dlaczego bierze udział w działaniach, które wszystkie autorytety prawne w Polsce i za granicą oceniają jako niszczenie niezależności i niezawisłości sądownictwa. Prezydent tłumaczy swój udział i stara się neutralizować krytykę. Patrząc na sondaże CBOS, prezydent mógł wierzyć, że jest teflonowy i nic mu nie zaszkodzi, niemniej widać, że ma potrzebę usprawiedliwiania się i udziału w narracji PiS-owskiej. Zresztą nie ma się co oszukiwać – ta narracja skutecznie dociera do części społeczeństwa.

Gdy patrzy się na badania, to jakaś część opinii publicznej, szczególnie zdeklarowani wyborcy PiS-u, kupują tę historię o postkomunistycznych, skorumpowanych sędziach. Na pewno siła tej narracji polega też na tym, że się ją konsekwentnie podtrzymuje. Prezydent powtarza tę narrację, bo jej upowszechnianie leży w jego politycznym interesie.

Premier Morawicki też świetnie radzi sobie z tą narracją. Ostatnio w każdej wypowiedzi albo, mówiąc delikatnie, mija się z prawdą, albo coś obiecuje. Prawdziwa kampania ruszyła?
Niewątpliwie te wystąpienia premiera wpisują się w nadchodzące kampanie wyborcze. Najpierw samorządowe, potem europejskie, obie bardzo ważne dla PiS-u. Oprócz kwestii, kto obejmie władzę w samorządach, dochodzi wątek propagandowy, pewna weryfikacja sondaży, które pokazują trwającą przewagę PiS nad opozycją. Premier kontynuuje ten model kampanii, który już widzieliśmy w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, potem kampanii PiS-u. To model, który nazwałbym budowaniem “rzeczywistości równoległej”. To nie są pojedyncze przypadki, gdzie premier mija się z prawdą, tylko systematyczne tworzenie tego, co administracja Trumpa nazwała “alternatywnymi faktami”. Taką właśnie alternatywną rzeczywistością w kampanii 2015 roku było wmówienie ludziom, że Polska jest w ruinie, podczas gdy od 1989 roku cieszyła się systematycznym wzrostem gospodarczym, rozwijała się pod każdym względem, także w ocenach samych obywateli. Mimo to w czasie kampanii wyborczej udało się przekonać część wyborców, że jest dokładnie na odwrót. Wystarczyło, że uwierzyło w to 18,6 procent uprawnionych do głosowania, którzy zagłosowali na PiS, żeby ta partia przejęła władzę. Teraz

w alternatywnej rzeczywistości PiS-u mamy kwitnącą demokrację, kompetentny rząd, który stworzył Polskę miodem i mlekiem płynącą, oraz “totalną opozycję”, która chce tylko przeszkadzać władzy w realizowaniu jej światłych celów i uszczęśliwianiu wszystkich Polaków. Jeżeli fakty się z tym nie zgadzają, to tym gorzej dla faktów.

Mateusz Morawiecki jest lepiony na następcę Kaczyńskiego?
Na pewno teraz jest twarzą partii rządzącej. Jak to się ma do trwającej już walki o schedę po Kaczyńskim – trudno powiedzieć. Ostatnio oglądałem znakomity film “Śmierć Stalina”. Trudno było oprzeć się niektórym analogiom ze współczesnością.

Kiedy umarł tyran, ten który najciszej siedział i nikomu nie wadził, czyli Chruszczow, został zwycięzcą rozgrywki o władzę. Dwóch, którzy mieli najsilniejsze pozycje startowe, czyli Malenkow i Beria – przegrali. To bardzo pouczający film. Morawiecki ma świetne warunki wyjściowe, ale to może się okazać jego słabością, kiedy przyjdzie faktycznie do dzielenia się schedą po prezesie.

Dlatego premier próbuje pokazywać, że jest bardziej PiS-owski niż najtwardsze jądro PiS-u?
Tu rzeczywiście widać gorliwość neofity. Zresztą już podczas exposé premier uderzył w takie tony. Kiedy mówił o rozwoju mieszkalnictwa powiedział, że już partia Porozumienie Centrum, swego czasu, zaproponowała taki wspaniały program. To był ukłon w stronę zakonu PC.

A szantaż, że pieniądze dostaną tylko samorządy, które będą PiS-owskie, może zadziałać?
Po pierwsze, to jest skandaliczne! Widać, jak PiS rozumie relacje z samorządem. Zasada pomocniczości, która jest zapisana w konstytucji, jest też zasadą europejską. Oznacza ona, że rząd jest po to, aby pomagać samorządom, a nie je straszyć, że jak nie będą grzeczne, to się im zabierze pieniądze.

Zresztą pieniądze, które były siłą napędową rozwoju samorządów, pochodziły od UE, z którą rząd robi wszystko, aby się pokłócić i aby tych pieniędzy było jak najmniej. Już słychać wyraźnie głosy z UE, że warto skupić się na innych regionach niż Polska.

Włosi nie chcą płacić na Polskę, bo zarzucają jej, że nie przyjęła uchodźców, Francuzi mówią, że niszcząc państwo prawa, łamiemy wspólne europejskie wartości. Te głosy są coraz silniejsze i – co ciekawe – pochodzą z niemal całego ideowego spektrum, nawet od tych, których PiS postrzega jako potencjalnych sojuszników, jak włoskich populistów.

Barbara Nowacka weszła do Koalicji Obywatelskiej. To dobry ruch?
Myślę, że tak i cieszę się, że miała tyle odwagi, żeby wbrew krytyce swojego środowiska, co najbardziej zawsze boli, zdecydować się na taki ruch. Zapewne będzie wzmocnieniem lewego skrzydła Koalicji. Moim zdaniem będąc w Koalicji Obywatelskiej będzie miała większe możliwości realizacji programu niż konkurując z nią w ramach jakiegoś nadal hipotetycznego bloku lewicy.

Robert Biedroń uważa inaczej, skoro zapowiedział budowanie własnego ruchu.
Robert Biedroń na razie wciąż się dobrze zapowiada. Zobaczymy, co będzie dalej. Nie myślę tu tylko o rezultatach wyborczych, ale o jego rzeczywistej zdolności do zjednoczenia środowisk lewicowych. To może być jego atut – gdyby umiał posklejać lewicę, która jest bardzo podzielona. Jest Razem, SLD, Inicjatywa Polska Nowackiej, w której zresztą właśnie nastąpił rozłam. Zobaczymy, jakie są prawdziwe zdolności Biedronia jako budowniczego czy zjednoczyciela lewicy. Czy stworzy duży ruch lewicowy, który uzyska lepszy wynik niż sondaże dają obecnej lewicy? Oczywiście potrafię zrozumieć argument, że część wyborców nie zagłosuje na koalicję, w której jest PO i Nowoczesna. Lewica może próbować tych wyborców pozbierać, może nawet odebrać część Kukizowi. Niepokoi mnie natomiast retoryka, jaka stosują środowiska lewicowe – która odrzuca głoszone przez KO hasło, że na dzisiaj potrzebne jest przede wszystkim odsunięcie od władzy partii, która łamie konstytucję. Razi mnie ciągłe opowiadanie, że w Polsce jest duopol i rządzi PO-PiS, który nie istnieje od 2005 roku. Nawet jeśli uznamy, że potrzebny jest blok lewicowy o własnej tożsamości politycznej, to myślę, że pomiędzy dwoma blokami (jeśli ten lewicowy powstanie) powinno nastąpić uzgodnienie zasad całej anty-PiS-owskiej opozycji: bronimy konstytucji, miejsca Polski w Europie, unikamy niszczącej wzajemnej agresji i kłamstw. Moim zdaniem ta

narracja o PO-PiS jest destrukcyjna i demobilizująca potencjalnych wyborców Koalicji Obywatelskiej. To z kolei jest robienie roboty za PiS, dla którego demobilizacja opozycji jest pożądana. Wbrew pozorom PiS nie ma poparcia społecznej większości i nigdy by nie rządził, gdyby nie skuteczne rozbijanie i demobilizacja zwolenników opozycji.

Te głosy lewicy potępiające w czambuł III RP są dla PiS bardzo przydatne, bo de facto legitymizują ich narrację. Nawet zachowując programową tożsamość, lewica powinna odrzucić pokusę takiej retoryki.


Zdjęcie główne: Jacek Kucharczyk, Fot. Flickr/Heinrich-Böll-Stiftung, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.