Reklama

Burzliwa debata nad ustawami o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa w Senacie. Senatorowie PO skandowali hasło “Wolne sądy”, trzymając kartki z takim napisem. W poniedziałek, oczywiście w nocy, odbyło się posiedzenie senackiej komisji sprawiedliwości, która rekomenduje przyjęcie ustaw bez poprawek. – Może pan stać się negatywnym bohaterem historii – o weta do prezydenta apeluje prof. Adam Strzembosz. Apelują także politycy PO. – W Senacie odbyło się to samo, co w Sejmie, tylko w białych rękawiczkach. Odbył się wielokrotny i zbiorowy gwałt na konstytucji, a gwałcicielami w tym wypadku byli przedstawiciele władzy. Demokracja bez szacunku dla prawa przeradza się w dyktaturę – mówi w rozmowie z wiadomo.co senator PO Bogdan Klich. Rozmawiamy też o procesach politycznych, nowym premierze i prezydencie, który jest tylko “pionkiem” w grze Jarosława Kaczyńskiego.

Znowu ekspresowe, nocne prace

Senacka komisja sprawiedliwości pracowała w poniedziałek w nocy. Wszystkie wnioski PO, także ten o przełożenie prac nad projektami, były odrzucane. Ignorowane były wątpliwości nie tylko senatorów opozycji, ale także senackiego Biura Legislacyjnego, RPO czy rzecznika KRS. Komisja głosami posłów PiS przegłosowała ustawy bez poprawek, czyli w wersji przyjętej przez Sejm.

Posłowie przyjęli ustawy sądowe w piątek po południu, trafiły do Senatu. Już w poniedziałek zajęła się nimi senacka komisja, a we wtorek zostały wpisane jako pierwsze dwa punkty posiedzenia Izby Wyższej. Niewykluczone, że PiS chce je jak najszybciej przegłosować, tak aby jeszcze w tym tygodniu trafiły na biurko prezydenta.

– Ustawy są zgodne z tym, co pan prezydent przedłożył, jeżeli chodzi o te przepisy najważniejsze, merytoryczne – mówił podczas debaty w Senacie wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. Na weto Andrzeja Dudy raczej nie ma co liczyć.

Reklama

Prof. Adam Strzembosz apeluje o weta

– Panie prezydencie, ja wiem, jaka to jest trudna decyzja. Może najważniejsza w pana życiu i taka, która być może zadecyduje, czy będzie pan pozytywnym, czy negatywnym w historii naszego kraju – tymi słowami zwrócił się do prezydenta prof. Adam Strzembosz.

– Zwracam się do pana nie tylko we własnym imieniu. W imieniu milionów Polaków, którzy oczekują od pana historycznej decyzji – tak swoje wystąpienie zaczął prof. Strzembosz.

– Apelowałem do senatorów PiS-u, aby się opamiętali, bo uczestniczą w przeprowadzanym metodami parlamentarnymi zamachu stanu. Tak jak z Trybunału Konstytucyjnego, Sejmu i Senatu uczyniono atrapy, tak w tej chwili atrapę czyni się z sądów – mówi wiadomo.co senator PO Bogdan Klich.

KAMILA TERPIAŁ: Znowu nocą, bez przerw i poprawek… Senacka komisja sprawiedliwości przyjęła ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Ich los jest już przesądzony?
BOGDAN KLICH: Tego jeszcze ostatecznie nie wiemy, ale nocne posiedzenie senackiej komisji wróży jak najgorzej. Komisja pracuje wedle starego, ustalonego schematu stosowanego przez PiS zawsze wtedy, gdy wbrew konstytucji władza zmienia ustrój państwa. Tak było w przypadku ustaw o TK, prokuraturze, podczas przejęcia mediów publicznych czy zamachu na organizacje pozarządowe, tak jest też teraz. PiS idzie do przodu jak walec, który rozjeżdża wszystkie zastrzeżenia zgłaszane przez senackich prawników, organizacje pozarządowe, Rzecznika Praw Obywatelskich, Krajowej Rady Sądownictwa, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Amnesty International. W Senacie odbyło się to samo, co w Sejmie, tylko w białych rękawiczkach. Odbył się wielokrotny i zbiorowy gwałt na konstytucji, a gwałcicielami w tym wypadku byli przedstawiciele władzy.

Na posiedzeniu senackiej komisji przedstawiciel prezydenta Paweł Mucha wnioskował o przyjęcie ustaw bez poprawek, tłumacząc, że to “wzmocnienie legitymacji demokratycznej”. Jak to się ma do rzeczywistości?
Tak jak czarne do białego. Przedstawiciel prezydenta próbował nam udowodnić, że czarne jest białe, a białe jest czarne i robił to z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Przecież musiał wiedzieć, że te ustawy łamią chociażby art. 2 konstytucji, mówiący o tym, że “Rzeczpospolita Polska jest demokratycznych państwem prawnym”. A przestaje być takim państwem w momencie, kiedy przestaje obowiązywać zasada praworządności. Ustawy o SN i KRS są finałem procesu rozpoczętego 2 lata temu, czyli przejmowania kontroli przez rządzącą większość nad wymiarem sprawiedliwości. Demokracja bez szacunku dla prawa przeradza się w dyktaturę. Na Białorusi Aleksandr Łukaszenka został wybrany w demokratycznych wyborach, a później wprowadził dyktaturę, która trwa od lat, innym przykładem jest Rosja Władimira Putina. Dlatego podczas posiedzenia komisji apelowałem do senatorów PiS-u, aby się opamiętali, bo uczestniczą w przeprowadzanym metodami parlamentarnymi zamachu stanu. Tak jak z Trybunału Konstytucyjnego, Sejmu i Senatu uczyniono atrapy, tak w tej chwili atrapę czyni się z sądów. A gdyby te ustawy zostały przegłosowane 13 grudnia, byłyby symbolicznym nawiązaniem do wprowadzenia stanu wojennego w Polsce przed laty.

Jaki był odzew senatorów PiS-u na taki apel?
Żaden z senatorów PiS-u nie zabrał głosu. To świadczy o tym, że tylko wykonują służbowe polecenie egzekucji sądów, w miejsce zapowiadanej przez to ugrupowanie sanacji. To, co się dzieje, to jest egzekucja, a nie sanacja sądów.

Co jeszcze można zrobić?
Dopóki wszystko nie jest stracone, nic nie jest przegrane. Zarówno głosujący senatorowie, jak i środowisko prezydenckie oraz przedstawiciele rządu muszą sobie zdawać sprawę z tego, że w tych ustawach przynajmniej 6-krotnie naruszają konstytucję. Chodzi przede wszystkim o art. 45, czyli “prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”. Łamane są także artykuły, które mówią o niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz o nieusuwalności sędziów, kadencji członków KRS i Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Konstytucja wciąż obowiązuje, przez nikogo nie została zmieniona, a jest wielokrotnie łamana. Wszyscy, którzy przykładają do tego rękę, biorą na siebie za to odpowiedzialność. W przyszłości będziemy musieli dokonać naprawy Polski.

Wierzy pan w to, że władza się ocknie w ostatnim momencie? A prezydent rozważa weto? Naprawdę?!
Jakaś szczelina na weto prezydenta cały czas pozostaje… Na razie jeszcze ustawy nie wyszły z Senatu. A my będziemy walczyć do końca.

Do czego może doprowadzić przejęcie sądów przez polityków?
Te ustawy cofają Polskę do czasu sprzed 1791 roku. Przypominam, że trójpodział władzy został ustanowiony w I Rzeczpospolitej Konstytucją 3 maja. A te ustawy podważają jedno z największych dóbr narodowych, jakim jest właśnie ten dokument. Cofają Polskę także do czasów PRL-u, kiedy władza polityczna sprawowała kontrolę nad władzą sądowniczą. Sam byłem ofiarą tej polityki, bo jako 21-latek zostałem internowany i w trakcie pobytu w obozie zmieniono mi status na aresztanta. Wraz z 3 kolegami zostaliśmy postawieni przed sądem wojskowym i w jednym z najbardziej absurdalnych procesów stanu wojennego, za śpiewanie hymnu internowanych i innych pieśni w zamkniętej celi, zostaliśmy oskarżeni o “publiczne lżenie i wyszydzanie naczelnych organów władzy PRL”. Gdyby rozprawa zakończyła się przed zawieszeniem stanu wojennego, to bylibyśmy skazani i groziłaby nam kara od 4 do 6 lat więzienia. Na szczęście w październiku 1982 roku zostaliśmy uniewinnieni, bo po zawieszeniu stanu wojennego zmieniły się okoliczności polityczne, dyrektywy w stosunku do sędziów i sądów.

Czy teraz też czekają nas procesy polityczne?
Uważam, że polityczne procesy już się w Polsce rozpoczęły. Nie tak dawno udokumentowaliśmy 619 postępowań o charakterze politycznym, które toczą się przeciwko korzystającym z prawa do demonstracji obywatelom i obywatelkom. Te sprawy zostały wszczęte w oparciu o kodeks wykroczeń, albo kodeks karny. W tej chwili są jeszcze niezależne sądy, więc wszyscy są uniewinniani z zarzutów stawianych przez prokuraturę lub policję. Jak będzie po zmianach? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Wtedy przed sądem mogą stawać nie tylko protestujący obywatele, ale także politycy. Obawia się pan tego?
Po tych zmianach żaden obywatel w Polsce, niezależnie, czy jest lekarzem, ślusarzem, politykiem czy nauczycielem nie będzie mógł czuć się bezpiecznie.

Nowy rząd to de facto stary rząd. Zmienił się tylko premier, ale wszyscy ministrowie pozostali na swoich stanowiskach. Także Antoni Macierewicz. O czym to świadczy? O jego sile i słabości prezydenta?
Groteska, która miała miejsce w Pałacu Prezydenckim, nie świadczy ani o sile ministra Antoniego Macierewicza, ani o znaczeniu pozycji innych ministrów. W rządzie pozostała nawet pani minister Anna Streżyńska, która ma w nim bardzo słabą pozycję. To świadczy o tym, że ministrowie są przez Jarosława Kaczyńskiego traktowani jak pionki na szachownicy, a prezydent jest jednym z nich. W zależności od tego, jak zagra prezes, tak tańczą wszyscy pozostali. Największym przegranym uroczystości zaprzysiężenia rządu jest Andrzej Duda. To on został sprowadzony do parteru, kompletnie zmarginalizowany i pozbawiony jakiegokolwiek wpływu na politykę kadrową. Najlepiej odzwierciedla to moment, w którym musiał wręczyć tekę ministra ponownie Antoniemu Macierewiczowi, czyli człowiekowi, który w stosunku do niego używa “ubeckich metod” – jak mówił sam prezydent. Ten moment triumfującego Macierewicza i sponiewieranego Dudy przejdzie do historii. On oznacza, że żadne ustrojowe prerogatywy prezydenta nie są szanowane, a minister obrony narodowej pozbawił go zwierzchnictwa nad armią. To nie zdarzyło się nawet w trakcie trudnej kohabitacji między ministrem z PO i prezydent z PiS.

Pozbawienie gen. Jarosława Kraszewskiego dostępu do informacji tajnych było policzkiem wymierzonym przez ministra prezydentowi? Stało się to w piątek, tuż przed desygnowaniem nowego premiera.
Prezydent ma obite już oba policzki. To jest nie tylko sprawa gen. Kraszewskiego, ale także kilku innych współpracowników zostało “odstrzelonych” przez MON; przed kilkoma dniami przedstawiono koncepcję systemu dowodzenia, której prezydent nie akceptuje; żadne nominacje nie są z nim uzgadniane. Tych afrontów w stosunku do Andrzeja Dudy nagromadziła się cała wielka góra i trudno je w tej chwili nawet zliczyć. Jakże musi to przeżywać prezydent, który mieszka w dużym pałacu, a na politycznej szachownicy zamiast królem jest tylko pionkiem.

A kim jest i będzie Mateusz Morawiecki? Został premierem, a Beata Szydło wicepremierem.
To była typowa roszada pałacowa i nic więcej. Celem tego politycznego manewru było odciągnięcie uwagi opinii publicznej od tego, co faktycznie zagraża Polakom, czyli dokończenia egzekucji wymiaru sprawiedliwości. Przecież nie chodzi o to, kto z urzędujących ministrów zostanie premierem, bo i tak rządzi Jarosław Kaczyński.


Zdjęcie główne: Bogdan Klich, Fot. Michał Józefaciuk/Kancelaria Senatu, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.