Reklama

Jak będą wyglądały obchody 100-lecia odzyskania niepodległości? Na kilkadziesiąt godzin przed tym wydarzeniem nic na 100 procent nie wiadomo. Najprawdopodobniej ulicami stolicy przejdą dwa marsze: jeden organizowany przez narodowców, sąd uchylił właśnie decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz, drugi pod patronatem prezydenta i premiera. O organizacji tego ostatniego zdecydowano dopiero w środę. Ale jest jeszcze jeden problem, ten marsz jako uroczystość państwowa wyklucza organizację w tym samym miejscu jakiegokolwiek innego zgromadzenia. Czy rządzący i narodowcy połączą siły? Opozycja nie weźmie udziału w żadnym z tych wydarzeń, bo – jak mówi lider PO – “to nie są ludzie, z którymi chcę świętować”. Dodatkowo okazało się, że marsz “biało-czerwony” będzie ochraniać wojsko.

Marsz Niepodległości może się odbyć

Sąd rozpatrzył wniosek organizatorów Marszu Niepodległości, którzy odwołali się od decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz. Zdecydował, że narodowcy mogą zorganizować swój marsz.

Według sądu władze Warszawy nie miały prawa zakazać organizacji zgromadzeń cyklicznych, na które rok wcześniej zgodę wydał wojewoda mazowiecki. Od tego postanowienia władzom miasta przysługuje zażalenie do Sądu Apelacyjnego, które należy złożyć w ciągu 24 godzin. Miasto rozważy taką możliwość po zapoznaniu się z uzasadnieniem sądu.

Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała Marszu Niepodległości w środę po południu, wymieniając kilka powodów, w tym m.in. problemy w policji oraz fakt, że przez rok nie sporządzono aktu oskarżenia dotyczącego Marszu Niepodległości w 2017 roku. – Warszawa dość już się wycierpiała przez agresywny nacjonalizm – mówiła Gronkiewicz-Waltz.

Reklama

Narodowcy decyzję sądu komentują krótko: – Wygraliśmy!

Odbędzie się marsz “biało-czerwony”

Ten pod patronatem prezydenta i premiera. Chociaż PiS miał 3 lata na organizację obchodów 100-lecia niepodległości, to o tym wydarzeniu zdecydowano w środę wieczorem. Chwilę po tym, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała Marszu Niepodległości, odbyła się pilna narada Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Dudy. To tam zdecydowano, że tą samą trasą co Marsz Niepodległości przejdzie “biało-czerwony” marsz pod patronatem prezydenta.

I chociaż zgodnie z ustawą o zgromadzeniach uroczystość państwowa, jaką będzie marsz “biało-czerwony”, wyklucza wszelkie inne zgromadzenia w tym samym czasie i miejscu, to narodowcy nie zamierzają się tym przejmować. Ogłosili, i powtórzyli to po decyzji sądu, że marsz przejdzie zaplanowaną trasą i wyruszy o zaplanowanej godzinie, czyli o 15. Ten z udziałem VIP-ów ma za to wyruszyć godzinę wcześniej.

Na jednej trasie odbędą się zatem dwa marsze, chociaż jeden z nich, nawet jak sąd podtrzyma decyzję, że jest legalny, będzie nielegalny. Skomplikowane? Tak. Powinniśmy się już przyzwyczaić…

Będą dwa marsze? Jeżeli tak, to jeden nielegalny

Dlaczego premier i prezydent podjęli w ostatniej chwili decyzję o organizacji marszu, skoro mieli na to 3 lata? – Przede wszystkim zrobił się wielki bałagan. Proszę zwrócić uwagę, że właściwie kilka minut po tym, jak pani prezydent Gronkiewicz-Waltz ogłosiła swoją decyzję, natychmiast była decyzja środowisk narodowych, że oni i tak pójdą. Jeżeli decyzja będzie utrzymana pani Gronkiewicz-Waltz, to w tym momencie mamy do czynienia z nielegalnym wydarzeniem i jedyne, co może zrobić polskie państwo, to wysłać siły porządkowe, żeby zapobiegły temu marszowi. Czyli mamy gwarantowane zamieszki i to jest oczywiste, żeby do nich doszło. Absolutnie nie braliśmy z panem premierem pod uwagę takiej sytuacji i powiedzieliśmy: trudno, bierzemy to ryzyko na siebie. Tę odpowiedzialność bierzemy na siebie, czyli na władze państwowe – tłumaczył Andrzej Duda na antenie Telewizji Trwam i Radia Maryja.

W tej wypowiedzi jest jednak kilka nieścisłości, przede wszystkim taka, że Marsz Niepodległości i tak będzie nielegalny. Państwo polskie i tak będzie musiało wysłać siły porządkowe. Narodowcy nie zamierzają odpuścić i zapowiadają, że Marsz Niepodległości idzie zgodnie z planem. I co teraz?

No właśnie.

Prezydent okazał się niebywałym optymistą, po prostu wierzy, że “nikt nie będzie nawet próbował jakichkolwiek zakłóceń stworzyć”. – Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieją, że to jest nasze, wspólne święto i że wszyscy pod biało-czerwonymi sztandarami będą maszerowali – mówił w ostatnim wywiadzie.

Opozycja nie chce tak świętować

Premier Mateusz Morawiecki nagle postanowił pokochać opozycję i zaprosić ją do wspólnego świętowania. “Niezależnie od przekonań i politycznych poglądów spotkajmy się 11 listopada 2018 roku o godz. 15.00 przy rondzie im. Romana Dmowskiego w Warszawie na Marszu Państwowym w 100. Rocznicę Odzyskania Niepodległości i przemaszerujmy razem na chwałę Niepodległej!” – napisał w apelu. Apelu wystosowanym 3 dni przed 11 listopada.

Lider PO nie zamierza jednak wziąć udziału w “marszu hańby”. – To jest marsz nacjonalistów, organizowany jak co roku. Dziś sankcjonuje go swoją aktywnością prezydent Duda, stając na jego czele. Słyszę jeszcze, że wojsko ma ochraniać ten marsz, to znaczy proces kompromitacji tak ważnej daty, jaką jest 11 listopada, stulecie odzyskania niepodległości, postępuje – mówił Grzegorz Schetyna PAP i TVN24 w Helsinkach, gdzie bierze udział w kongresie Europejskiej Partii Ludowej. Nie wezmą w nim udziału także przedstawiciele Nowoczesnej.

Politycy PO zamierzają razem z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, z prezydentem-elektem stolicy Rafałem Trzaskowskim złożyć kwiaty pod pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego przy Belwederze. – To nie są ludzie, z którymi chcę świętować tę uroczystość – mówił o politykach PiS-u Grzegorz Schetyna.

Halicki: Radykalizm będzie jeszcze bardziej manifestowany

– To, co się dzieje, jest jednym z największych skandali, jaki wydarzył się od czasu objęcia rządów przez PiS. Specjalnie uchwalona ustawa, komitet, ogromne pieniądze. I co? Teraz 2 dni przed 11 listopada rządzący chcą ograniczyć Marsz Niepodległości, ale doprowadzą do tego, że to prezydent będzie stał na jego czele – komentuje w rozmowie z wiadomo.co poseł PO Andrzej Halicki.

Przyznaje, że nie jest w tej sprawie optymistą i obawia się, że będziemy świadkami “bardzo przykrych obrazów”. – Nawet premier Mateusz Morawiecki mówi o braku poczuciu bezpieczeństwa. Obawiam się, że przez taką nieudolność władz radykalizm będzie jeszcze bardziej manifestowany – dodaje.

Według Andrzeja Halickiego PiS już dawno temu “oddał to święto ekstremistom”. – PiS wyhodował sobie taki sposób manifestowania w Warszawie, broniąc Marszu Niepodległości jako zgromadzenia młodzieży. Sami sobie zgotowali taką sytuację. Myślę, że znaczna część radykałów obróci się przeciwko nim – mówi wiadomo.co poseł PO.

Kto i czy zapewni bezpieczeństwo 11 listopada?

I to jest kolejny problem. Policjanci na znak protestu masowo biorą zwolnienia L4. W niektórych komisariatach nie pracuje ponad połowa “składu”. Z nieoficjalnych danych wynika, że na zwolnieniu lekarskim przebywa obecnie około 30 tysięcy policjantów. A to poważny problem. Ulicami wielu miast, nie tylko Warszawy, przejdą marsze, których nie będzie komu ochraniać. Przełożeni próbowali nawet nakłaniać policjantów do powrotu z L4, obiecując 1000 złotych nagrody z okazji 100-lecia niepodległości. Chętnych jednak nie było.

Najnowsze informacje są takie, że jednak doszło do porozumienia z ministrem spraw wewnętrznych. Rozmowy trwały cały czwartek. Mundurowi domagają się m.in. podwyżek i reformy systemu emerytalnego. Protest przerwano. Szczegóły porozumienia:

Ale i tak na ulicach Warszawy pojawi się wojsko. Mateusz Morawiecki postanowił, że marsz “biało-czerwony” pomoże zabezpieczać Żandarmeria Wojskowa. W decyzji premier pisze o “przewidywanym zagrożeniu bezpieczeństwa”. Jednak? Przecież do tej pory politycy PiS-u przekonywali i przekonują, że żadnego zagrożenia nie ma.

Niektórzy łapią się też za głowę – marsz w 100-lecie odzyskania niepodległości ma ochraniać wojsko?!


Zdjęcie główne: Marsz Niepodległości 2012, Fot. Flickr/Maciej Zygmunt, licencja Creative Commons

Reklama