Reklama

Brexit może zostać anulowany, wystarczy, że taką decyzję podejmą Brytyjczycy – orzekł dziś Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To dodatkowo skomplikowało sytuację brytyjskiej premier, która przełożyła wtorkowe głosowanie w brytyjskim parlamencie w sprawie Brexitu. Nieoficjalnie wiadomo, że Theresa May mogła ponieść sromotną klęskę w głosowaniu, ponieważ umowie z UE sprzeciwiają się nie tylko laburzyści, ale i część członków Partii Konserwatywnej.

Brexit można cofnąć

TSUE orzekł, że brytyjski rząd może wycofać się z Brexitu bez konsultacji z innymi państwami członkowskimi UE. Dzisiejsza decyzja Trybunału to woda na młyn przeciwników Brexitu, którzy widzą w nim nadzieję na pozostanie w zjednoczonej Europie.

Orzeczenie TSUE jest o tyle istotne, że rozmowy z Brukselą trwają od dwóch lat, a w ich przebieg zaangażowano ogromne środki i ludzi.

“Takie wycofanie się, przeprowadzone w zgodzie z własnymi, konstytucyjnymi wymogami Wielkiej Brytanii, skutkowałoby tym, że pozostałaby ona w UE na niezmienionych warunkach” – uważa TSUE. Zdaniem Trybunału jest tylko jeden warunek: wycofanie musi odbyć się przed faktycznym wejściem umowy w życie.

Reklama

Głosowania nie będzie

Orzeczenie TSUE tylko dolało oliwy do ognia i tak już skomplikowanej sytuacji wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii.

Jeszcze zanim Trybunał wydał orzeczenie w agendzie brytyjskiego parlamentu na wtorek znajdowało się głosowanie w sprawie umowy wynegocjowanej przed May z UE. Brytyjska premier zdecydowała się jednak je przełożyć, ponieważ zapewne skończyłoby się dla Theresy May porażką. Przeciw wynegocjowanej przez May umowie “rozwodowej” z Unią była nie tylko opozycja, ale i być może nawet 100 posłów rządzącej Partii Konserwatywnej. Pojawiają się głosy o rozpoczęciu nowych negocjacji, a nawet o powtórnym referendum.

Wszystko może się zdarzyć

Możliwych scenariuszy jest kilka, jednak żaden nie jest dobry. Jeżeli nie dojdzie do konsensusu w Westminsterze, a parlament nie przegłosuje umowy rozwodowej May, może dojść do tzw. Brexitu na ostro. Oznacza to, że w marcu Wielka Brytania przestanie być członkiem Unii, czyli przestaną obowiązywać umowy i warunki członkostwa. Oznacza to m.in. zamknięcie na nowo granic dla ludzi i towarów.

Brytyjska premier może starać się przedłużyć czas negocjacji, aby złagodzić umowę i wynegocjować lepsze dla Brytyjczyków warunki. Samej umowy nie da się już zmienić, ponieważ ma charakter traktatu, ale zmiany mogą dotyczyć towarzyszącej jej niewiążącej deklaracji o przyszłych relacjach Wielkiej Brytanii z UE. To jednak scenariusz bardzo mało prawdopodobny, bo zgodę musi dać Bruksela.

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zwołał na czwartek szczyt w Brukseli. “Nie będziemy renegocjować porozumienia, ale jesteśmy gotowi do dyskusji na temat tego, jak ułatwić ratyfikację umowy brexitowej w Wielkiej Brytanii” – napisał na Twitterze.

Inny scenariusz zakłada upadek rządu Theresy May, co oznaczałoby prawdopodobnie wcześniejsze wybory. Gdyby wygrali je laburzyści, a premierem został lider Partii Pracy Jeremy Corbyn, mogłoby dojść do ponownego referendum, chociaż ten scenariusz jest jeszcze mniej realny.


Zdjęcie główne: Theresa May, Fot. Flickr/Tiocfaidh ár lá 1916, licencja Creative Commons

Reklama