Reklama

Jarosław Kaczyński stanowi dziś największe zagrożenie dla polskiego państwa. Jego dalsze rządy to gwarancja piekła kobiet i piekła Polaków – pisze Cezary Michalski. Jedynym sensownym postulatem obecnych protestów jest i powinno być jak najszybsze odsunięcie od władzy Jarosława Kaczyńskiego. Spory pomiędzy protestującymi, spory pomiędzy różnymi środowiskami opozycji, spory pomiędzy Polkami i Polakami o to, czy bronić aborcyjnego kompromisu, czy zliberalizować ustawę antyaborcyjną, są bezzasadne, dopóki Kaczyński rządzi Polską. Osłabiają tylko i dzielą protest, ograniczają jego zasięg i skuteczność.

Jarosław Kaczyński uważa, że rozpoczętą przez siebie wojnę o aborcję już wygrał. Polacy i Polki szarpią się przed kościołami z Polakami i Polkami, a pająk, który utkał tę sieć, tkwi bezpiecznie na Żoliborzu chroniony przez kordony państwowej policji.

Prezes PiS sądzi, że ta wojna domowa opłaci mu się politycznie.

Wyborcy PiS zafascynowani brutalnymi ideologicznymi igrzyskami zapomną o „piątce dla zwierząt”, czyli o jego „marksizmie kulturowym”. Zapomną o tym, że inflacja pożera wręczone im przez Kaczyńskiego „dary”. Ale przede wszystkim zapomną o tym, że państwo PiS skompromitowało się w czasie epidemii, czego nie zasłoni żenujący PR-owy spektakl Morawieckiego na Stadionie Narodowym (szpitala żadnego tam jeszcze nie ma, a gigantyczne pieniądze, zamiast trafić do dławiących się szpitali i SOR-ów, finansują medialne widowisko, w którym Mateusz Morawiecki i kolejni jego ministrowie pozują do promocyjnych clipów puszczanych bez końca w TVP S.A.). W dodatku

Ziobro wychodzi teraz wobec Kaczyńskiego na ideologicznego mięczaka, co ma pomóc PiS-owi zgnieść i wchłonąć Solidarną Polskę.

Jarosław Kaczyński ma też nadzieję, graniczącą z pewnością, że antyklerykalizm protestów przeciwko złamaniu przez niego kompromisu aborcyjnego zmobilizuje po jego stronie hierarchię, kler i część wiernych. Ceną będzie jeszcze głębszy podział w polskim Kościele, ograniczenie go do fundamentalistycznego Kościoła Rydzyka i Jędraszewskiego (do których dołączył teraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Stanisław Gądecki, składając hołd lenny Kaczyńskiemu), przy znacznym odpływie, a już na pewno przy wyraźnym zdystansowaniu się do hierarchii i kleru katolików niepisowskich i niefundamentalistycznych.

Reklama

Jednak tę cenę Kaczyński uważa za wartą zapłacenia, bo to nie on ją płaci, ale katolicyzm i chrześcijaństwo w Polsce. Kaczyński gardzi chrześcijaństwem i gardzi Kościołem, tak jak każdą ideą i każdą instytucją, której sam nie stworzył i sam nie kontroluje.

Jedyny Kościół, jaki jest mu potrzebny i do którego stworzenia on w Polsce dąży, to taki Kościół, w którym on jest papieżem, mesjaszem, autorem wszystkich dogmatów, a szczególnie to on decyduje o personalnym składzie hierarchii i kleru.

Kaczyński to największe zagrożenie dla polskiego państwa

Jedynym sensownym postulatem obecnych protestów jest i powinno być jak najszybsze odsunięcie od władzy Jarosława Kaczyńskiego. Spory pomiędzy protestującymi, spory pomiędzy różnymi środowiskami opozycji, spory pomiędzy Polakami i Polakami o to, czy bronić kompromisu, czy liberalizować aborcję, są zupełnie bezzasadne, dopóki Kaczyński rządzi Polską. Osłabiają tylko i dzielą protest, ograniczają jego zasięg i skuteczność.

Pod władzą Kaczyńskiego nie będzie można ani zliberalizować aborcji, ani utrzymać czy przywrócić jakiejkolwiek formy kompromisu aborcyjnego. Orzeczenie Trybunału Julii Przyłębskiej, fasadowego ciała niebędącego w jakimkolwiek sensie Trybunałem Konstytucyjnym, gdyż stworzonego przez Kaczyńskiego i Dudę w konsekwencji wielokrotnego złamania przez nich polskiej konstytucji, orzeczenie od początku do końca wymyślone i przeprowadzone przez Kaczyńskiego w apogeum epidemii koronawirusa, wyłącznie po to, aby do końca zniszczyć słabe polskie państwo i do końca skłócić podzielone polskie społeczeństwo, spowodowało totalny chaos prawny.

Kaczyński rękoma Przyłębskiej faktycznie po raz kolejny złamał i podeptał konstytucję, tym razem w sposób być może najgłębszy i mogący mieć najgorsze dla Polaków konsekwencje.

W obowiązującej nadal Konstytucji RP z 1997 roku nie jest zapisane, że podlegające pełnej ochronie prawnej państwa życie obywatela oznacza także życie zygoty czy zarodka od chwili poczęcia. Kiedy w 2006 roku Marek Jurek chciał wpisać takie sformułowanie do konstytucji, Kaczyński – któremu się to wówczas politycznie i partyjnie nie opłacało, a jest totalnym nihilistą prawnym i konstytucyjnym – wyniósł Marka Jurka na kopach z elity władzy, dając mu później na pocieszenie synekurę w Parlamencie Europejskim (którą Jurek przyjął, bo nawet fundamentaliści lubią odbierać pensję w euro).

Dziś ludzie Marka Jurka – Tomasz Terlikowski, Paweł Milcarek z Christianitas, wielu członków Opus Dei i Ordo Iuris – grają w grę Jarosława Kaczyńskiego, uczestniczą w partyjnej czarnej mszy Kaczyńskiego, bo fanatyzm, bo władza nad polskimi kobietami (choćby przyjęta z rąk politycznego diabła, a oni wszyscy wiedzą, że Kaczyński nim jest) stała się dla nich ważniejsza, niż chrześcijaństwo, ważniejsza, niż podstawowa jedność Polaków i samo przetrwanie polskiego państwa, ważniejsza, niż ich własna wiedza o tym, że Kaczyński jest cynikiem i nihilistą prawnym.

Podobnie jak Terlikowski czy Milcarek zachowała się także większość polskich biskupów – dziękując Kaczyńskiemu za rozpoczęcie wojny domowej w Polsce, bo uważają, że tę wojnę Kaczyński wygra, co zwiększy ich własną władzę Polkami i Polakami.

Po wymyślonym od początku do końca przez Kaczyńskiego (zarówno z uwagi na jego treść, jak też z uwagi na moment jego ogłoszenia) „wyroku” Przyłębskiej morderstwem jest także przerwanie ciąży będącej wynikiem gwałtu, morderstwem jest także przerwanie ciąży z powodu zagrożenia życia matki. Przestępstwem staje się nawet in vitro (przy zabiegu in vitro zamraża się zarodki, czyli w rozumieniu orzeczenia Kaczyńskiego i Przyłębskiej „ludzi”, czego teraz – jeśli brać „wyrok” Kaczyńskiego i Przyłębskiej na serio – już robić nie wolno).

Kaczyński może teraz likwidować kolejne wyjątki w ustawie aborcyjnej, a także ostatecznie odebrać Polkom i Polakom prawo do rodzenia dzieci dzięki zabiegom in vitro, wyłącznie dla swoich politycznych potrzeb, wyłącznie w wybranym przez siebie i opłacalnym dla siebie politycznie rytmie kolejnych kampanii wyborczych, biorąc pod uwagę siłę wystąpień zwolenników lub przeciwników liberalizacji prawa aborcyjnego. I przedstawiając się za każdym razem – w spowodowanym przez siebie totalnym nihilistycznym chaosie prawnym – albo jako „obrońca nienarodzonych”, jeśli uzna, że kolejne zaostrzenia prawa antyaborcyjnego mu się politycznie opłacają, albo jako „strażnik kompromisu”, jeśli uzna, że dalsze zaostrzenie chwilowo mu się politycznie nie opłaca.

Ład prawny zniszczony przez niego we wszystkich innych obszarach polskiego życia został teraz przez niego zniszczony także w najbardziej wrażliwym obszarze regulacji aborcyjnych.

Kaczyński zrobił to – celowo i cynicznie – właśnie w apogeum zagrażającej Polakom epidemii koronawirusa. Uznał, że opór będzie mniejszy, a on zyska najwięcej płacąc jak najmniejszą cenę.

Kiedy Kaczyński przegra

Kaczyński przeliczy się wyłącznie wówczas, jeśli nie stłumi protestów, jeśli nie zdoła ich zdusić, jeśli w wyniku tych protestów straci władzę.

Jedynym zatem sensownym postulatem łączącym tych, którzy chcą utrzymania kompromisu aborcyjnego (jak wynika z najnowszego sondażu biura Kantar dla Gazety Wyborczej jest to większość Polaków, ok. 60 proc.), jak też tych, którzy chcą liberalizacji zaatakowanej przez PiS ustawy, jest odsunięcie od władzy Kaczyńskiego (jak wynika z tego samego sondażu jest to 22 proc.), powinno być odrzucenie wyroku Przyłębskiej oraz odsunięcie od władzy Kaczyńskiego, który obecną ustawę podeptał.

Każdy atak „radykałów” na „kompromisiarzy” jest pomaganiem Kaczyńskiemu i ograniczaniem zasięgu protestu. Każda wewnętrzna kłótnia i wzajemne ataki (Scheuring-Wielgus na Hołownię, skrajnej lewicy na PO), każda próba ugrania paru procent dla swojej formacji są działaniem na rzecz Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński powinien stanąć przed Trybunałem Stanu, bo jako wicepremier rządu i szef komitetu bezpieczeństwa państwa podjął działania będące największym możliwym zagrożeniem dla polskiego państwa i dla polskiego społeczeństwa.

Odsunąć go od władzy może jednak wyłącznie połączenie mobilizacji Polek i Polaków na ulicach (jak największy zasięg protestów i ich jak największa determinacja) z jak najszerszą realną współpracą całej demokratycznej opozycji, która powinna przygotować scenariusz jak najszybszego odsunięcia Kaczyńskiego od wpływu na państwo, ponieważ każdy dzień, w którym ten człowiek pozostaje u władzy, oznacza zagrożenie dla polskiego państwa i dla bezpieczeństwa oraz życia Polaków.

Cezary Michalski
Autor jest publicystą tygodnika „Newsweek”


Zdjęcie główne: Jarosław Kaczyński, Fot. Flickr/Sejm RP/Aleksander Zieliński, licencja Creative Commons

Reklama