Reklama

Nowy rok, nowe problemy. Sytuacja w służbie zdrowia jest coraz poważniejsza. Brakuje lekarzy, a drzwi niektórych szpitalnych oddziałów są zamykane. Lekarze wypowiadają albo nie podpisują tzw. umów opt-out, które pozwalały im pracować więcej niż 48 godzin tygodniowo. To forma protestu. Domagają się zwiększenia nakładów na służbę zdrowia i poprawy ich warunków pracy, a co za tym idzie także bezpieczeństwa pacjentów. – Zbliża się poważny kryzys w służbie zdrowia, a minister zdrowia udaje, że problemu nie ma – mówi wiadomo.co były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz z PO. Tłumaczy też, dlaczego niemożliwa jest praca lekarzy na kilku oddziałach i co powinni robić pacjenci.

Kadrowe problemy szpitali

Działalność zawiesił oddział wewnętrzny szpitala w Oleśnicy. Lekarze nie chcą tam pracować za 65 złotych za godzinę, domagają się podwyżki, a dyrektor nie ma na to pieniędzy. Drugiego dnia nowego roku drzwi zamknął oddział placówki w Kluczborku. Powodem jest brak lekarzy. Jak informuje PAP, z powodu braku lekarzy działalność zawiesił także oddział pediatryczny szpitala w Giżycku. To drugi szpital, który zawiesił działalność oddziału pediatrycznego na Warmii i Mazurach. Od maja nie działa też oddział dziecięcy szpitala w Morągu.

Z kolei w województwie podlaskim z największymi problemami boryka się Uniwersytecki Dziecięcy Szpital Kliniczny w Białymstoku.

Na środę na godzinę 11 zwołane zostało specjalne posiedzenie komisji zdrowia, podczas którego minister zdrowia ma przedstawić informację w sprawie skali i skutków wypowiedzianych klauzul opt-out. Dlatego rozmawiamy z przewodniczącym komisji i byłym ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem z PO.

Reklama

KAMILA TERPIAŁ: Lekarze wypowiadają umowy opt-out. W niektórych szpitalach już ich brakuje. Zbliża się poważny kryzys w służbie zdrowia?

BARTOSZ ARŁUKOWICZ: Tak. Już w trakcie okresu świątecznego Polacy przekonali się na własnej skórze, jakie są efekty tzw. sieci szpitali oraz przeniesienia nocnej i świątecznej opieki lekarskiej do szpitali. Wiele osób odbiło się od drzwi, tak jak w Rzeszowie czy Lublinie. Inni musieli przebyć wiele kilometrów w poszukiwaniu pomocy zamiast udać się do położonej niedaleko przychodni.

Kolejnym elementem, który boleśnie odczują pacjenci, będzie ograniczanie przyjęć na oddziały czy przesuwanie zabiegów w szpitalach, w których lekarze wypowiedzieli klauzule opt-out.
To zjawisko będzie się nasilać z każdym kolejnym dniem.

Dlaczego minister zdrowia Konstanty Radziwiłł nic w tej sprawie nie robi? Lekarze rezydenci mówią, że nie chce z nimi rozmawiać.
Postawa ministra Radziwiłła, jak i całego rządu, jest zupełnie nie do zaakceptowania.

Od początku rządzący bagatelizują postulaty i protesty środowiska medycznego.

Moim zdaniem, Konstanty Radziwiłł został z problemem zupełnie sam w Prawie i Sprawiedliwości, a takie osamotnienie powoduje, że nie jest w stanie niczego zaproponować rezydentom. Udaje więc, że problemu nie ma, a w służbie zdrowia dzieją się same dobre rzeczy.

Minister chwali się, że opublikowanie nowelizacji ustawy, która stopniowo zwiększa nakłady na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w 2025 roku, to “historyczna chwila”.
Aż ciężko to komentować. Co jest historycznego w tym, że przez najbliższe 10 lat będą prawdopodobnie wzrastać wpływy ze składek zdrowotnych, co ma dać wspominane przez ministra zdrowia 500 mld złotych dodatkowo w systemie? W ciągu ostatnich lat te wpływy także rosły, więc rządzący tak naprawdę nie dają nic ponad to, co wpłynie ze składek.

Co powinien zrobić, żeby “dogadać się” z lekarzami?
Przede wszystkim zacząć z nimi poważnie rozmawiać. Każdy minister zdrowia w trakcie swojego urzędowania musi zmierzyć się z protestami. Tylko żeby je rozwiązać, potrzebna jest wola rozmów i mocna pozycja polityczna, która pozwala np. “zawalczyć” o dodatkowe środki z ministrem finansów.

Na razie proponuje, aby lekarze mogli pracować na kilku oddziałach jednocześnie. Jak to możliwe?
Problem w tym, że to jest niemożliwe. Przecież wysyłając np. lekarza ginekologa na pediatrię naraża się zdrowie i życie dziecka, nie mówiąc już o tym, że taki lekarz nie podejmie się leczenia w nie swojej specjalności. Dlatego z każdej strony słyszymy, że

proponowane przez ministra Radziwiłła rozporządzenie jest zwykłym bublem, który trzeba jak najszybciej wyrzucić do śmietnika.

Co np. z lekarzami anestezjologami? Czy taki lekarz będzie musiał w trakcie operacji zostawić pacjenta i pójść na inny oddział? Absurd.

Czym grozi praca przemęczonych lekarzy? Ostrzegają, że ryzykują zdrowiem i życiem pacjentów.
Mówiąc wprost, grozi to utratą zdrowia lub życia pacjentów i to nie są ostrzeżenia, lecz realna ocena rzeczywistości. Żaden odpowiedzialny lekarz nie podejmie się poważnego leczenia w dziedzinie, w której nie czuje się specjalistą. Bieganie z jednego oddziału na drugi spowoduje, że wielu pacjentów zostanie po prostu pozbawionych pomocy w odpowiednim czasie.

Co ma zrobić pacjent, który nie zostanie przyjęty z powodu niedoborów kadrowych?
W takiej sytuacji nie pozostaje mu nic innego, jak poszukanie innej, najbliższej placówki, w której zostanie udzielona pomoc.

Ważne jest też, aby pacjenci nie bali się alarmować, jeśli w ich szpitalu dzieją się złe rzeczy.

Rzecznik Praw Pacjenta musi interweniować, jeśli docierają do niego sygnały o możliwych nieprawidłowościach.

A co może – oprócz apelowania – zrobić opozycja?
Może próbować stworzyć okazję do porozumienia i taką próbą jest zwołana na wniosek grupy posłów środowa komisja zdrowia. Chcemy dowiedzieć się, jakie kroki podjęło i jakie zamierza podjąć Ministerstwo Zdrowia, aby rozwiązać problem, o którym rozmawiamy.

Najważniejsze przecież jest bezpieczeństwo pacjentów i dlatego staramy się, aby zainteresowane strony usiadły do rozmów.

Opozycja może również składać swoje projekty ustaw i pomysły, jak ulepszyć system ochrony zdrowia w Polsce. Platforma Obywatelska już kilka miesięcy temu zaprezentowała ponadpartyjny pakt dla zdrowia. Zaproponowaliśmy, aby zwiększyć finansowanie służby zdrowia do 6 proc. PKB w ciągu 4 lat, do roku 2021, bez podnoszenia podatków oraz wskazaliśmy, skąd wziąć pieniądze na ten cel. Sama rezygnacja z pomysłu budowy strzelnic w każdym powiecie, to oszczędność około 2,6 mld zł. Postawiliśmy sprawę jasno – przez 2 lata nakłady na służbę zdrowia podnosi obecny rząd, a przez kolejne 2 następny po wyborach parlamentarnych. Niestety, PiS nie jest zainteresowany realnym rozwiązaniem problemu.

Konstanty Radziwiłł zostanie zdymisjonowany podczas planowanej rekonstrukcji rządu?
Najpierw musi dojść do rekonstrukcji, o której słyszymy już od wielu miesięcy i nic z tego nie wynika. Beata Szydło tak długo powtarzała, że rekonstrukcję się robi, a nie o niej mówi, aż zrekonstruowano Beatę Szydło.

Konstanty Radziwiłł staje się bardzo mocnym obciążeniem dla rządu.

Jego decyzje powodują tak wielki chaos i problemy w służbie zdrowia, że nie ma zbyt wielu chętnych na jego miejsce.


Zdjęcie główne: Bartosz Arłukowicz, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama

Comments are closed.