Reklama

My nie mamy prezydenta, tylko rezydenta w Pałacu Prezydenckim, który wykonuje wszystkie polecenia Nowogrodzkiej. Obserwując, w jaki sposób jest uchwalana ustawa represyjna i jak przeszła przez Sejm – mimo że premier Morawiecki zapowiadał szerokie konsultacje i analizę – prezydent wykona rozkaz z Nowogrodzkiej bez namysłu. Po prostu dostanie do ręki długopis – mówi nam eurodeputowany Andrzej Halicki, b. minister administracji i cyfryzacji

JUSTYNA KOĆ: Prezydent Andrzej Duda chce „oczyścić nasz polski dom” i prosi aktyw robotniczy o pomoc. W kraju nie milkną echa po tej wypowiedzi, czy w Brukseli też komentuje się słowa prezydenta?

ANDRZEJ HALICKI: W ogóle o sytuacji w Polsce mówi się dużo w Europie, niestety w kontekście, który wprawia naszych partnerów europejskich w zdumienie. Wydawałoby się, że praktyki, o których mówią np. sędziowie czy prokuratorzy – bo takie delegacje spotykały się ostatnio z przedstawicielami różnych frakcji zarówno w Brukseli, jak i w Strasburgu – robią jak najgorsze wrażenie. Myślę, że

nikt nie spodziewał się, że praktyki, ale też i język znany z epoki minionej będą praktykowane w dzisiejszej wolnej Polsce, która zawsze była wzorem dla innych.

Dziś staje się tym negatywnym przykładem.

Reklama

Pan mówi wolnej, a minister Ziobro, prezydent Duda czy Jarosław Kaczyński mówią o Europie, która chce kolonizować Polskę, mówią o potrzebie obrony suwerenności.
To są zdania, które może wypowiadać tylko ktoś w całkowitym zacietrzewieniu i kompletnie bezrozumnie. Bez Unii i bez NATO nie bylibyśmy wolni i bezpieczni. Jeżeli ktoś rysuje wizję, że możemy być poza Unią, to realizuje plan Putina. Tutaj tylko Kreml zaciera ręce. Przypominam, że to nie kwestia widzimisię partii rządzącej, tylko wola polskiego społeczeństwa poparta w referendum i zmianach 89 roku pokazała, że Polska chce być częścią Zachodu. Dziś jesteśmy i wszyscy, którzy będą w imię swoich partyjnych czy egoistycznych interesów nas z Zachodu wyprowadzać, staną w sprzeczności z polską racją stanu.

To jest zdrada interesów narodowych.

Co jeszcze może zrobić Unia? KE złożyła wniosek o wydanie zabezpieczenia do TSUE, a minister Schreiber już zapowiada, że może nie zostać w Warszawie uznane.
Jednak do tej pory respektowali orzeczenia TSUE. Takie zabezpieczenie dotyczyło I Prezes SN i okazało się narzędziem skutecznym. Uznanie Izby Dyscyplinarnej SN za niebyłą, w sensie prawnym, czyli niemogącą wyrzucać czy działać w takim duchu dyscyplinującym jak ustawa represyjna miałaby wyglądać, też jest skuteczne, bo polscy sędziowie są jednocześnie sędziami europejskimi.

Nie można sądu krajowego pozbawić możliwości zadawania pytań prejudycjalnych czy sędziów niezawisłości, bo to jest podstawa traktatów europejskich. Można by powiedzieć, że nieszanowanie tych orzeczeń stworzyłoby anarchię i chaos prawny, bo są tysiące spraw, w których zapadają orzeczenia, które mogą być podważane chociażby przez obywateli innych krajów członkowskich UE, a tak być nie może.

Obrót prawny musi być pewny. Podważenie tego porządku to wyprowadzanie Polski z UE.

Jeżeli jednak zabezpieczenie TSUE zostanie zbagatelizowane, jakie realne konsekwencje nas czekają? Jeżeli np. zostaną wstrzymane fundusze unijne, to kiedy zwykły Kowalski to odczuje?
Zwykły Kowalski nie powinien tego odczuć, bo za zły rząd nie powinni być karani obywatele. Jeżeli mówimy o rezolucji, która apeluje do Rady Europejskiej o stworzenie mechanizmu ochraniającego budżet, to chodzi w niej o to, by środki europejskie trafiały właśnie na potrzeby społeczne do tych, którzy potrzebują unijnego wsparcia, aby np. powstawało więcej inwestycji czy też żeby środki trafiały do polskich rolników. Dlatego także tak ważna jest praworządność i transparentność, że instytucje krajowe, które są często pośrednikiem, muszą podlegać kontroli, nie może tu być żadnego znaku zapytania, tak jak ostatnio w temacie Węgier. Jeżeli mówimy o samej praworządności, to jest to kwestia stałego monitoringu, a nawet corocznego raportu, którzy rzeczywiście powinien oznaczać, że kraje członkowskie pod tym względem mogą tylko poprawiać warunki, a nie je pogarszać. Każdy stopień pogorszenia musi oznaczać większą uwagę instytucji unijnych.

Obawiam się, że jeżeli Kowalski tego nie odczuje, to działania Unii będą nieskuteczne.
Odczuć muszą to rządy, że

nie ma pobłażania dla tych, którzy stosują niepraworządne czy nieprawne rozwiązania na rzecz budowania władzy autorytarnej, a nie demokratycznej.

Nie ma zgody w demokratycznym świecie na takie działanie. Jeżeli UE tak szybko dziś reaguje, to m.in. dlatego, że mamiona była obietnicami innego podejścia i zmiany wraz ze zmianą Komisji. Przypominam, jak mówiono o dużo lepszym klimacie itd. Szybko okazało się to oszustwem, zatem nie ma się co dziwić, że Bruksela reaguje w taki sposób, aby to oszustwo ograniczyć.

W TVP dużo się mówi o tym, jak Bruksela chce „kolonizować” Polskę, a nie słychać o tym, że murem stanęła za nami przeciwko fałszywym oskarżeniom prezydenta Rosji.
To są naczynia połączone; debata nt. ostatnich brutalnych ataków Putina i prób fałszowania historii, zresztą na nasz wniosek, czyli polskiej delegacji EPP, była bardzo szybka, jako wyraz solidarności z Polską, którą ostro zaatakowano. Widać wyraźnie, że to w Europie i w tych naszych partnerach mamy sojusznika. Ten solidaryzm przejawiał się także w bardzo stanowczym stanowisku KE i RE. Także pierwsza rezolucja, przyjęta we wrześniu, była przyjęta z wąskim gronem parlamentarzystów, którzy przeciwko niej protestowali.

Trzeba jasno powiedzieć, że to są właśnie przeciwnicy tego, co można nazwać bezpiecznym, europejskim, demokratycznym, bardzo mocno pielęgnującym tożsamość, ale też otwartym światem demokratycznej cywilizowanej Europy, której częścią chcieliśmy być przez tyle dekad. Kiedy staliśmy się członkiem tej rodziny, jakiekolwiek akceptowanie autorytaryzmów czy fałszowanie historii, aby ten autorytaryzm wprowadzać, są nieakceptowane.

Widać też wyraźnie, komu w PE nie można podawać ręki, bo są to przeciwnicy wspólnoty europejskiej.

Bardzo źle by się stało, gdyby ktoś w imię partyjnych, wewnętrznych rozgrywek takich partnerów tu znalazł. Podczas tej debaty na szczęście Polska delegacja mówiła jednym głosem i widać było, że ta solidarność w naszym kierunku jest akcentowana. Mówię to także w kontekście słów, które ostatnio wypowiadał prezydent, które są podwójnie bulwersujące, bo jak się zachowają nasi partnerzy, którzy tak twardo stanęli po naszej stronie, kiedy słyszą, że są jakąś niechcianą zagranicą, wręcz wrogą, kiedy słyszą wobec siebie tak agresywne wypowiedzi jak ostatnio prezydenta Dudy. Dlatego te słowa są sprzeczne z polską racją stanu, bo my potrzebujemy europejskiej solidarności, ponieważ bezpieczni jesteśmy tylko w ramach europejskiego sojuszu będąc lojalnym członkiem tej rodziny.

Mówi pan o słowach prezydenta że „tu jest Polska” i „nie będziemy słuchać innych języków”?
Tak, i chciałbym powiedzieć panu prezydentowi, że polski język jest równoprawnym językiem Unii Europejskiej. Jesteśmy na tych samych prawach.

Prezydent był eurodeputowanym, więc chyba powinien to rozumieć?
Nie mogę zrozumieć tej agresji ze strony prezydenta Dudy i tej bufonady przy okazji, bo ona po prostu nie przystoi prezydentowi. Wydaje mi się, że

coś złego się stało z Andrzejem Dudą i cała ta prezydentura jest zaprzeczeniem tego, co zapowiadał w kampanii.

To, co mówi teraz prezydent, to nie tylko dzielenie Polaków i wyzwalanie złych emocji, sprzeczne z naszą racją stanu, ale styl i słownictwo, które przypomina jak najgorsze komunistyczne wzorce.

Kongresmeni amerykańcy apelują do prezydenta o niepodpisywanie ustawy dyscyplinującej sędziów. Czy prezydent tak zapatrzony w USA może ich posłuchać?
Nie sądzę, bo niestety my nie mamy prezydenta, tylko rezydenta w Pałacu Prezydenckim, który wykonuje wszystkie polecenia Nowogrodzkiej. Obserwując, w jaki sposób jest uchwalana ustawa represyjna i jak przeszła przez Sejm – mimo że premier Morawiecki zapowiadał szerokie konsultacje i analizę – prezydent wykona rozkaz z Nowogrodzkiej bez namysłu. Po prostu dostanie do ręki długopis.

Jak idą wybory na szefa PO?
To już ostatnia prosta, ostatnie dni, więc można powiedzieć, że zamykamy temat głosowaniem w sobotę. Oddajemy tę decyzję wszystkim członkom PO i będzie to prawdziwe, jak zawsze u nas, święto demokracji. Wewnętrzne wybory zawsze też kończą się dobrą współpracą dzień później.

Myślę, że tych kilku kandydatów, niezależnie, kto wygra, stworzy dobrą drużynę zarówno parlamentarną, jak i tą, która będzie czuwała nad aktywnością naszej struktury w kampanii prezydenckiej.

Kto wygra?
Ja będę głosować na Tomka Siemoniaka ze względu na jego zdolność łączenia różnych środowisk i różnych osób. Tomek był przez kilka lat, o czym mało kto pamięta, szefem wszystkich działań programowych. To on był odpowiedzialny za dobrą, moim zdaniem,  merytoryczną konferencję programową w PKiN, gdzie bardzo mocno pojawił się wątek całego obszaru działań związanych z ochroną klimatu, dzięki któremu do naszej koalicji przyłączyli się Zieloni. Jest dużo wątków merytorycznych i charakterologicznych, które powodują, że z całym przekonaniem zagłosuje na Tomasza Siemoniaka.

Kampania Małgorzaty Kidawy-Błońskiej po wyborach ruszy wreszcie „z kopyta”?
Ona już ruszyła, ale oczywiście to wsparcie ze strony dobrze współpracującego sztabu jest niezbędne. Sztab już jest prawie cały, teraz struktury i sympatycy muszą bardzo szybko stanąć po stronie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i zrealizować to najważniejsze oczekiwanie zamknięcia kadencji Andrzeja Dudy i zmiany w Pałacu Prezydenckim na prezydenta, który będzie godnie nas wszystkich reprezentował i wniesie nadzieję co do opanowania chaosu, który wprowadził nam PiS.


Zdjęcie główne: Andrzej Halicki, Fot. Flickr/PO, licencja Creative Commons

Reklama